RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

I żyli mimo gryzienia xD

20 maj

Cóż :D Umilę wam życie znaleziskiem, a mianowicie wierszem HG/SS pt. „I żyli mimo gryzienia” ^-^ tytuł chyytliwy, nieprawdaż? Nie znam autora, więc nie podaje ^-^ Jednak, jeśli ktoś z czytających zna cudownego człowieka, który napisał to poniżej, to jest łaskawie proszony o podanie jego pseudonimu xD

 

 

I żyli mimo gryzienia…

Rok truchcikiem już do końca dobiega,
Rozgrzewając dłonie stare oddechem,
A w Hogwarcie wnętrza gardeł rozgrzewa
Brać belferska, jej śpiew niesie się echem.
Królują nader wykwintne wywary,
Destylaty kuszą butelek gwintem,
Zaś największe wybuchają tu swary
O dropsówkę Albusa, co absyntem
Jest doprawiona, aż łezka się kręci
W oku czarnym Mistrza Alchemika.
Ach, jak spirytu ten zapach go nęci,
Jak co i rusz nos pod szyjkę podtyka!
A obok pani od transmutacji
Sączy powoli swe whisky z lodem
I przy tej jednej w roku kolacji
Śledzie podjada tak mimochodem.
I zerka dziwnie na gajowego
Co nos czerwony utkwił gdzieś w garach,
Myśląc o tego i też owego
Proporcjonalnych rozmiarach.
Na takie dictum Flitwick, niebożę,
Do innej damy spojrzeń przymilnych
Odwraca brodę, szukając może
Ócz bardziej tolerancyjnych.
A Sprout Pomona wdziękiem faluje
Bliźniaczym, bez zbytniego dekoltu,
W tor jego wzroku się wpasowuje
Skrząc z namiętności tysiącem woltów.
W kącie zaś ona, prefekt Hermiona
I on, Severusem zwany,
Próbują się wzajemnie przekonać
Że wspólny los im pisany.

Nagle trach!
Krzesło bach!
Butla w ruch,
Kielich druh!
Ruszyła machina
Toastów aż żwawo,
Stukają kieliszki
Na lewo, na prawo.
A kto to, a kto to
Filcha wznosi zdrowie,
A któż to, a któż to
Mu na to odpowie?
A w stuku, a w stuku
Rytm taki rozbrzmiewa
I z hukiem i z hukiem
Się ogni już zlewa.
A w kącie, a w kącie
Severus z Hermioną
Całują, całują
Z pożądania płoną,
Lecz zanim, lecz zanim
coś zaszło lub zaszła
Severa, cholera,
Na spowiedź chęć naszła.

„Droga panno Granger”, zagaja z dystansem
„Nim pluniem na widzów i mdłe konwenanse,
Wyjawić ci muszę” – tak się spoufala,
„Że oddałem duszę za zwycięstwa Graala
I Chłopcu Złotemu poświęciłem serce
Bezpieczny jest przez to, lecz nierad jest wielce,
Bo raz tygodniowo mój Potter-Piętaszek
Zmuszony jest ze mną do nocnych igraszek.
Lecz to nie ku niemu me lędźwia tak płoną,
Bo ciebie ja kocham, ma droga Hermiono!”
To rzekłszy tak smutno, popatrzył z nadzieją,
Że będą się działy – niech wreszcie się dzieją!
Te rzeczy, co marzeń są sennych skutkami.
Baldachim u góry, a kołdra pod nami.
Daj wreszcie się rozdziać do miłosnej gry
Ze skarpet zielonych w czerwone te lwy.
Bo choć mym fetyszem są, nie zaprzeczę
Takim wyznaniem nerwy podleczę,
Ze od nich wolę, ceniąc otwartość
Raczej ich żeńską zawartość.
Na to Hermiona z ulgą oddycha,
Choć temat wcale nie jest banalny
Lecz skoro „kocham” z ust jego słychać,
To stan już nie agonalny.
Wyjaśnić trzeba drogim słuchaczom,
Co tak czekają na cmoki-mizie,
Że dawno już panna Granger szukała
Cóż jej Severa tak gryzie.
I książek sterty już przeczytała
O damsko-męskich tych, no… stosunkach,
I godzinami tak rozmyślała,
O cnych miłosnych i innych trunkach.
Wreszcie wokoło wszystkich pytała,
Ale nikogo ten problem nie wzrusza,
Cóż go za sprawa tak hamowała,
Co gryzie Snape’a – jej Severusa?
Zbywano ją banalnym stwierdzeniem
Że śmierciożercę gryzie sumienie.
Co zabawniejsi, wielkie im dzięki,
Rzekli „cierpi na zgryz sztucznej szczęki,
Co Albus zgubił lat temu kupę,
I że go szczęka ta gryzie w… nogę,
CIS wywołując, grymas i trwogę
Wśród uczniów, duchów, much i komarów,
Przyczyną będąc krwawych koszmarów.
Lecz czas do naszych gołąbków zajrzeć
Bo już czyn jakiś uskuteczniają,
“Och, Severusie, chwilę wszak dajże,
Antykoncepcją trzeba się zająć!”
Więc dał jej chwilę i wywar pewny
Ten znawca łatwych rozwiązań,
Uosobieniem ona królewny,
Lecz lepiej bez zobowiązań.
Inicjatywę przejął samemu
I do Hermiony szepnął namiętnie
“Kocham cię, ale nie mów Harry’emu!”
I żyli krótko, krwawo, lecz pięknie.

 

Z pozdrowieniami i życzeniami świetnego humoru: Grafomanka Limannova

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział: XXVI

19 maj

Tada! Lekkie opóźnienie, za które przepraszam. Rozdział jednak jest dopieszczony :D „Rozmowy gryfońsko-ślizgońskie cz.2″ :D Wiem – zabijecie mnie za zakończenie w takim momencie xD

 

XXVI

- Ginny, gdzie jesteś do cholery? – mruknął Malfoy junior, przechadzając się po kuchni Grimmauld Place.
- Nie ma ich, Draco. Przenieśli się wczoraj do Nory. – Syriusz Black wszedł do kuchni utykając na prawą nogę. Podszedł do jednej z szafek i wyciągnął Ognistą. – Napijesz się? Doda Ci odwagi.
- Dzięki, Black. – Malfoy wziął szklankę z ręki animaga i wypił jednym haustem.
- Czemu akurat Ginewra?
- Czy ja tak źle to ukrywam?! – warknął i odstawił szklankę na stół. – Nie wiem czemu! Po prostu. Zobaczyłem ją i się zakochałem.
- No. To żeś się chłopie nieźle wpakował.
- Czemu?
- Nie znasz Ginny. Temperamentem dorównuje Smarkerusowi.
- Jego nic nie pobije. Po za tym. Nie wiem, czy mogę Ci to powiedzieć…
- Remus mi mówił, że czuje uczucie Hermiony. Wiesz, taki siódmy zmysł.
- Wyczuwa uczucia?
- Nie wszystkie, ale tylko te podstawowe.
- Więc już wiesz, jak jest między nimi?
- Remus napomknął, że jeszcze o niczym nie wiedzą. Chodzi o uczucia. Nie są ich pewni.
- No to chyba się między nimi pozmieniało. Nic nie mów Hermionie, bo chyba mnie poćwiartuje Sectumsemprą. Całowali się!
Syriusz prawie udławił się Ognistą. Smarkerus i Hermiona. Niemożliwe.
- A jednak, Black. To jeszcze nic pewnego, ale już samo TO coś mówi. Coś czuję, że Snape trochę powalczy sam ze sobą.
- Niech się udławi własnymi włosami! Niech trzyma te swoje łapska z dala od Hermiony! – Cóż. Syriusz chyba poczuł się dotknięty do żywego.
- Czyżby zazdrość, Black?
- Jeszcze czego! To przyjaciółka mojego chrześniaka!
- Ale jednak coś się za tym kryje, prawda?
- Wy, młodzi, jesteście chyba za mądrzy. Skąd takie wnioski?
- Widziałem, jak na nią patrzyłeś na ostatnim zebraniu. I jak zareagowałeś przed chwilą.
- To jeszcze o niczym nie świadczy. – mruknął Łapa.
- Ależ oczywiście, że nie. – Malfoy’a wyraźnie bawiło zakłopotanie jednego z Huncwotów.
- No dobra! Podoba mi się, zadowolony?!
- Nawet bardzo! – Gdyby mógł, to podskakiwał by ze szczęścia. Miał bowiem iście Ślizgoński plan. – Słuchaj, Black. Nie powiem jej, za pewną opłatą.
- Jaką?
- Poprosisz Lupina, by wybadał jaki mam grunt. Niech poniucha trochę tym swoim nosem wokół Ginny. Jeśli spapra sprawę, Hermiona się dowie. Ma to zrobić tak, by nikt nie wiedział. Wtedy może i ja ci pomogę zdobyć serce Granger.
- Nie wiem, co na to Remus.
- Chyba nie zostawi przyjaciela w potrzebie? – na ustach Dracona widniał bardziej niż Ślizgoński uśmieszek.
- Jesteś okropny.
- Jestem lepszy, niż Snape.
- Ty też mi coś obiecaj!
- Co takiego?
- Snape nie zrobi z Hermiony własnej dziwki.
- Tego Ci nie mogę obiecać.
- Ale wiem, jak to zrobić. – W oczach czarnowłosego pojawił się błysk i po chwili podawał Draconowi formułę zaklęcia. – Rzucisz to na nią.
- Co to da?
- Nie będzie musiała iść do łóżka, jeśli nie będzie tego chciała.
- Czyli jeśli Snape będzie ją siłą zaciągał do sypialni, to mu się nie uda?
- Właśnie.
- A co jeśli…sama będzie tego chciała?
- Pod czas stosunku zaklęcie samo się usuwa.
- To nie jest Gryfońskie, Black. Powinieneś trafić do Slytherin’u.
- Wiem. – starszy czarodziej wyszedł z kuchni i skierował się na piętro, a młodszy wszedł do kominka krzycząc „Hogwart!”.

~*~

- Severus, czy ty zawsze musisz pić?! – Charles był nieziemsko zdenerwowany. Była 4 nad ranem, a on stał w komnatach Mistrza Eliksirów. Idiota, znów się upił!
- Dlaczego to zrobiłeś? Nie pamiętasz jak było z twoim ojcem? – Elieen nie mogła uwierzyć w to, co widzi.
- Była tu. Siedziała na tej kanapie. Patrzyła na mnie.
- Hermiona. – Charles pokiwał głową ze zrozumieniem. Raz widział Severusa spitego przez kobietę. To było po tym, jak Lily Potter powiedziała mu, że muszą zakończyć swoją znajomość. Wtedy miał w niej jedyną podporę, a ona po prostu odeszła od niego. Dziś Severus znów był pijany przez kobietę. I to znów przez Gryfonkę, która jest w jakiś sposób związana z Potterem. Dodatkowo jest jego uczennicą.
- Mówiła do mnie. A teraz jest pusto. Nie ma jej.
- Bo sam ją wyrzuciłeś, idioto!
- Tak nie mogło dalej być! To moja UCZENNICA! – wrzasnął.
- Severus, czy ty się zakochałeś? – jedno tak proste zdanie wymówione przez Elieen, rozpętało burzę, huragan, powódź i pożar w postaci Mistrza Eliksirów.
- ZAMILKNIJ KOBIETO NA WIEKI!
- Zamknij się i posłuchaj mnie! Jesteś moim synem i nie pozwolę, żebyś robił TAKIE rzeczy! – Elieen wstała, a że była równa wzrostem Severusowi, to patrzyła mu w oczy. – Masz się opanować!
- I co jeszcze?! Mam jej wyznawać miłość na każdym kroku?!
- Nie. Poczekaj. Może ona sama ciebie zechce. – I wyszła. Zostawiła Krukona i Ślizgona sam na sam. To się nie mogło dobrze skończyć.
- Myślisz, że ona…
- Tak, Sev.
- Skąd ja mam to niby wiedzieć?!
- Przyszła do ciebie, pocałowała cię. Czy to nie wystarczy?
- Mogła to zrobić z litości.
- Który człowiek całuje w ten sposób z litości?
- Uciekła.
- Bo ją przestraszyłeś.
- Bo bała się mnie.
- Nie ciebie, idioto!
- Sam jesteś idiota!
- A ty Puchon.
- Lepsze to, niż Gryfon.
- Więc jesteś Gryfonem.
- Nie tchórzę!
- Nie?
- …
- Brak argumentów?
- Nie krzycz na mnie!
- Nie podniosłem głosu!
- Nie krzycz na mnie!
- Czyli brak argumentów! – Charles postanowił zakończyć tę rozmowę. – Masz z nią Oklumencję. Jesteś Ślizgonem i Legilimentą. Wykorzystaj to. – I wyszedł. Wyszedł i trzasnął drzwiami. Mistrz Eliksirów ze złością kopnął stojącą na podłodze butelkę. Wszedł do sypialni i rzucił się na łóżko. Postanowił przespać się jeszcze ze dwie godziny.

~*~

Syk wydobył się z jego gardła, kiedy miał zamiar wstać. Głowa ciążyła mu, a w środku coś szumiało. Jednym słowem – kac.
- Gdzie ten eliksir? – przetrząsnął wszystkie szafki i nie znalazł eliksiru przeciwbólowego. Był całkowicie trzeźwy, ale bólu głowy nie mógł znieść. Przeszedł do salonu i na stole zobaczył kartkę.

Dobrze ci tak. Wzięłam eliksir przeciwbólowy do siebie. Nie dostaniesz, dopóki nie zrobisz czegoś ze sobą, skretyniały nietoperzu. Zaczynasz mnie wybitnie irytować, a sam wiesz co to oznacza. Strzeż się.

Zła na ciebie: Minerwa.

Postanowił nie być dłużny i również zostawić jej wiadomość. Znał hasło do jej komnat, więc znalezienie eliksiru nie będzie trudnością. Wziął krucze pióro i zanurzył je w kałamarzu.

(Nie)Szanowna profesor McGonagall:
Ktoś dziś rano wkradł się do moich komnat i zabrał mi eliksir. Podejrzewam, że była to jakaś wredna i głupia profesorka, która szukała eliksiru antykoncepcyjnego, lecz znalazła przeciwbólowy i stwierdziła, że bardziej jej się przyda. Rad byłbym z szybkiego złapania złodzieja i oddania mi zguby, inaczej Gryffindor może pożegnać się z pucharem domów.

Wkurzony na dwie Gryfonki: Severus Snape.

Odstawił kałamarz z piórem i postanowił przebrać się. Po chwili już wchodził na czwarte piętro i otwierał komnaty Mistrzyni Transmutacji. Widok jaki tam zastał zgorszył go jeszcze bardziej. Nie chciał wiedzieć, co Albus robił w łóżku Minerwy Mcgonagall. To nie było na jego nerwy. Nie był by sobą, gdyby nie dopisał czegoś na swoim liście.

PS. Wystarczyło powiedzieć, że masz zamiar kochać się z Albusem. Dałbym Ci ten pieprzony eliksir antykoncepcyjny i doradził, byś uważała na dropsy.

Minerwa nadal spała, więc położył kartkę na kołdrze i już chciał wychodzić gdy zatrzymał go jakiś czar. Nie mógł przejść przez drzwi.
- Nie potrzebuję antykoncepcji. Po za tym, to nie Albus tu leży. – McGonagall szarpnęła Severusa za ramię i posadziła go w fotelu. Chciała zacząć się śmiać. Przecież Hermiona to wszystko usłyszy!
- O co Ci chodzi kobieto?! I kto to do cholery jest?! – Severus miał podejrzenia, ale wolał chyba, by się nie spełniły.
- A, wiesz, tak sobie ciebie zatrzymałam, by porozmawiać o sklątkach tylnowybuchowych.
- Czyli chodzi o ciebie. – Minerwa teatralnie wywróciła oczami.
- Chodzi o Hermionę, idioto!
- Ona nie wygląda, jak sklątka tylnowybuchowa. – mruknął.
- Zakochałeś się.
- Czy wy wszyscy poupadaliście na głowę?! Nie zakochałem się, nie podoba mi się, jest mi obojętna.
- Dobrze wiedzieć. Powiedź, jaka jeszcze jestem. – Za nim stała Hermiona, a po Albusie nie było śladu. Nie było śladu łez w jej oczach, nie było gniewu. Nie było niczego. – Dokończ, proszę. – Nie był w stanie. Skłamał i właśnie chciał się przyznać, ale to nie było do niego podobne. Zmierzył ją wzrokiem i wyszedł z komnat, tym razem bez żadnego oporu.
- Hermiono…wszystko dobrze? – Minerwa podeszła do dziewczyny wpatrującej się tępo w drzwi.
- Tak, Minerwo. Nie będę płakać. Nie przez niego. Chciał tego co zawsze? Dostanie swoją zwykłą uczennicę.
- Nie rób mu tego. On kłamał.
- Ale mnie zranił. Nigdy nie chciałam zrobić mu krzywdy, ale muszę wrócić do porządku dziennego. Znów będę tylko panną Granger, której odbierze punkty za spóźnienie na lekcje oklumencji. – I wyszła. Tak jak wszyscy inni. Wyszła jednak z postanowieniem, że już nigdy nikomu nie zaufa tak, jak ufała jemu.
- Granger! – usłyszała zduszone warknięcie tuż obok ucha.
- Tak, panie profesorze? – obojętny ton zbił go z pantałyku. Nie wiedział, czego się spodziewać po tej dziewczynie.
- Zostałem wezwany. Idziesz ze mną. – jej oczy rozszerzyły się ze strachu i byłaby upadła, gdyby nie ramię Snape’a. – Opanuj się i idziemy. Nie ma czasu.

 

Dwóch facetów bijących się o Hermionę, to za mało :D Ej! Jak piszę to teraz <— To leci sobie w słuchawkach „I love Rock&Roll”  i mi to tak pasuje do tego „bicia się o Hermi” xD Severus idzie sobie korytarzem i spotyka Blacka, który mówi mu, że pocałował Hermionę, a Sev mu dokopuje i mówi, że on poszedł z nią do łóżka :3 O, dzięki Ci mózgu za lubienie takiej muzyki xD Nastęny rozdział nie wiem kiedy :D Napewno do końca przyszłego weekendu się pojawi xD

Pozdrawiam i Weny!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział: XXV

15 maj

Rozpieszczam :3 Hej, jak to jest, że mam 120 wejść i 2 komentarze? Ja naprawdę potrzebuję krytyki :D Uprzejmię proszę o pozostawienie chociażby „Wciąga, czekam na następny”. Chociaż tyle :D  Kilka sekund was nie zbawi, a sprawi, że szybciej będzie rozdział :D

Dziś krótko i trochę z innej beczki :D Gdyby ten rozdział miał nazwę, nazywał by się „Rozmowy Gryfońsko-Ślizgońskie i na odwrót” xD Zdecydowanie dużo gadania :D I pojawia się postać Dracona! W następnym rozdziale będzie rozmowa Dracona z Ginny i możecie być pewni, że nie będzie spokojnie! :D No i oczywiście rozmowa Ślizgońsko-Krukońska na temat tego czy wartoczy jednak nie warto xD Czekajcie z niecierpliwością, bo myślę, że warto! xD

UWAGA: SMUTNA AUTORKA TEGO DENNEGO OPOWIADANIA NIE ODPOWIADA ZA SZKODY WYRZĄDZONE NA ZDROWIU, ZARÓWNO CZYTELNIKÓW, JAK I ICH SPRZĘTU ODTWARZAJĄCEGO TO COŚ. POD CZAS PISANIA, AUTORKA MIAŁA FAZĘ XD

 

XXV

Matko boska! Całowałam się ze Snape’em! Na Merlina, co ja zrobiłam?! I po jaką cholerę?!
- Granger! Uważaj jak łazisz, szlamo!
- Malfoy. – syknęła, zaszczycając blondyna pogardliwym spojrzeniem.
- Miło, że pamiętasz. – sarknął i obejrzał się za siebie, na prawo i na lewo. Po chwili podał jej rękę.
- Dzięki. – mruknęła. – Już nie boisz się ubrudzić szlamem?
- Granger, przystąpiłem do Zakonu. Po za tym, nie mam nic do ciebie.
- Ta, jasne, bo uwierzę.
- Cóż, a mogło być tak miło. – parsknęła na widok jego miny, która wyrażała zgorszenie.
- Czego chcesz? – spytała. Draco odetchnął głęboko jakby zastanawiając się, czy warto.
- Nie wiem komu innemu mógłbym to powiedzieć.
- Co?
- Wiem, że dopiero wszyłaś od Snape’a. –Gryfonka skrzywiła się niemiłosiernie. – Myślę jednak, że mój wuj użyczy mi swojego gabinetu. Nie chcę, żeby któryś ze Ślizgonów mnie z tobą zobaczył.
- Ale ty go o to poprosisz! Na mnie nie patrz! – warknęła i poszła za blondynem z powrotem w głąb lochów. Czuła się okropnie. Właśnie pocałowała własnego profesora, po czym uciekła, a teraz będzie musiała spojrzeć mu w twarz. Po za tym, on nic do mnie nie czuje. Chwila. Gdyby nic nie czuł, nie całowałby mnie. Nie! To zdecydowanie nie jest dobry tok myślenia. To, że się w nim zakochałam, nie oznacza tego, że on zakochał się w mnie. Oh, mózgu! Ogarnij się!
Draco właśnie wszedł bez pukania do gabinetu Mistrza Eliksirów. Stała jak kołek za drzwiami i próbowała podsłuchać ich rozmowę.
- Mogę zająć gabinet na kilka chwil?
- Po co? – ostre warknięcie, które przyprawiło Hermionę o niemiły dreszcz.
- Chciałbym z kimś porozmawiać.
- Nie możesz tego zrobić przy mnie?
- Myślę, że nie spodoba jej się twoja obecność. Raczej ją speszysz. – wyraźnie wyczuła sarkazm w głosie Dracona.
- Draco, nie pozwalaj sobie. Macie 30 minut. Ostrzegam. Wypraszam sobie seks na moim biurku. Do tego możecie użyć mojej sypialni. Ewentualnie posadzki.
- Granger, chodź! Nie ma go. – otworzyła drzwi i zauważyłam rozbawionego Dracona.
- Co cię tak śmieszy?
- Jego ostatnia kwestia.
- Bardzo śmieszne. Że niby my…bleee…
- Dobrze ujęte, Granger. Pewnie wolałabyś, by to Snape wziął cię na swoim biurku, co? – zarechotał złośliwie, a ona zdzieliła go torbą po głowie. – Za co?
- Za mówienie prawdy. – mruknęła do siebie. – Chciałeś o czymś pogadać, więc się spiesz, bo podejrzewam, że za pół godziny twój ojciec chrzestny wejdzie tu bez pukania i wyrzuci mnie i ciebie na zbity łeb. Mnie ze szczególnym okrucieństwem. – młody Malfoy odetchnął i oparł się nonszalancko o skraj biurka.
- Chodzi o Ginny.
- CO?! – szybko zakryła usta dłonią, przypominając sobie, że Snape jest obok.
- O Ginewrę Weasley. Taka ruda, rok młodsza od ciebie. Wiecznie roześmiana.
- Co z nią?
- Właśnie nic. Chciałem…zapytać się…bo skoro jesteście najlepszymi przyjaciółkami, to może byś wiedziała, czy może ona, znaczy się ja…mam u niej jakieś szanse? – Szlag by to! Czy ja nie umiem normalnie powiedzieć Granger, że zakochałem się w Ginny?
- Ty chyba nie…
- Czy to jest takie dziwne?
- Jak na ciebie.
- To nie było śmieszne.
- Bo nie miało być. Pytasz mnie, czy masz szansę u Gin?
- No…chyba tak.
- Nie mnie powinieneś o to pytać. Zapytaj jej. – spojrzała na niego z niemym rozbawianiem.
- A ciebie co tak śmieszy? – warknął.
- To, że mamy, cóż… jak to powiedzieć? Ty, Ślizgon z krwi i kości, cynik, Malfoy, zakochałeś się w kimś takim jak Ginny Weasley, Gryfonka pełną parą, wiecznie roześmiana i do tego WEASLEY. Czy to nie wydaje Ci się dziwne?
- I do tego to, że ty zakochałaś się w Snape’ie, Dupku z Lochów, starszym o dwadzieścia lat. W dodatku wasze charaktery są mieszanką wybuchową. Ty, wszystko wiedząca, butna, jak każdy Gryfon, bezczelna. On, wiecznie skrzywiony, sarkazm z niego emanuje, podwójny szpieg żyjący w ciągłym niebezpieczeństwie, rzekomo nie potrafiący kochać. Bezduszny. A ty tak bardzo wrażliwa.
- Przeciwieństwa się przyciągają. Po za tym. Tak źle to ukrywam?
- Przede mną nic nie umknie. Można powiedzieć, że śmiejąca się McGonagall to rzadki widok.
- Powiedziała ci?!
- Sam zobaczyłem.
- Szlag by to!
- Dobrze powiedziane. Ale użył bym raczej czegoś innego. – Hermiona wstała i podeszła do chłopaka dźgając go palcem w pierś.
- Nikomu. Nie. Powiesz. – wycedziła i usiadła z powrotem na krzesło.
- Może wymsknie mi się przy Snape’ie.
- Ani mi się waż! Jeśli on się dowie…
- Wiem, wiem. Już nie żyję. – w tym momencie przez drzwi po prawej stronie od biurka, wszedł Snape. W ręku trzymał kubek z parującą kawą, a gdy podniósł wzrok znad czytanego pergaminu, kubek wypadł mu z ręki. Zaklął w taki sposób, że nie nadaje się to do druku i szybkim krokiem wszedł z powrotem do swoich komnat. – Szkoda tej kawy. – powiedział Malfoy i skierował się do wyjścia. – Idź do niego. To świetny moment na poważną rozmowę. Zapytaj go. On ci powie, dlaczego Cię wyrzucił. – zatrzymał się w drzwiach i po chwili trzasną nimi tak, jak jego ojciec chrzestny. Siedziała tak jeszcze przez chwilę i zdecydowała. Wstała i zapukała do drzwi komnat „profesora Snape’a”.

~*~

Idiota! Po jaką cholerę tam poszedłeś! Mało ci było?! Cudownie, wręcz kurewsko cudownie! Przecież nie możesz jej tak zostawić bez wytłumaczenia! Tego nie robisz nawet ty!
Usłyszał pukanie do drzwi i zaczął w duchu modlić się, żeby to był jego chrześniak. Chyba żadne bóstwo nie usłuchało jego próśb, bo gdy warknął „Wejść!” zobaczył burzę brązowych włosów. Usiadła na kanapie i czekała. Popatrzył na nią krytycznym wzrokiem i zwymyślał siebie od starych zboczeńców, bo zauważył, że ładnie jej z wypiekami na twarzy. I że chętnie zrobiłby coś z ta bluzką. Oho! Zaczyna się! Pięknie! Tylko tego mi brakuje, żeby przespać się z uczennicą!
- Ja… – zaczęła, ale przerwał jej.
- Chciałaś się dowiedzieć, czemu Cię wyrzuciłem?
- Tak.
- Powodów jest wiele. Pierwszy: Widziałaś coś, co mogło na ciebie źle wpłynąć. Nie chciałem, żeby się to powtórzyło. Po drugie: Czarny Pan powiedział, że będziesz musiała udawać szpiega. Nie ma więc bezpośredniego zagrożenia i nie będziesz musiała stawiać się na każde wezwanie. Będziesz musiała jednak „złożyć przysięgę”. Mniej więcej coś takiego – odpiął guzik swojego lewego rękawa i pokazał jej obwódkę wokół nadgarstka. – Spokojnie, jest sposób, by ominąć ją. Nie ma więc powodu, dla którego miałabyś nie dać sama sobie rady. Po trzecie: Księgi Cienia. Właśnie! Miałem o nich z tobą porozmawiać. I o wszystkim…. Cholerna wojna! Już nie wiem od czego mam zacząć!
- Od Ksiąg.
- Wiesz, że musisz przeczytać je wszystkie?
- CO?!
- Nie krzycz. Chciałbym cię uświadomić, że na razie jest to zbędne. Lecz przeczytałaś już część pierwszego tomu. Reszta będzie Ci potrzebna, jeśli przystąpisz do Śmierciożerców. Co do połączenia umysłowego. Z Dumbledore’em nadal nad tym pracujemy. Na razie natrafiliśmy na trop, ale chyba będzie fałszywy.
- Niech pan sprawdzi w Dziale Ksiąg Zakazanych. Dział „Dusze” półka 3 od dołu, pozycja 10.
- A ty…mniejsza o to. Twoje lekcje oklumencji. Kontynuujesz naukę, zaprzestajesz robienia eliksirów dla Zakonu. Nie potrzeba ich dużo, więc sam dam sobie radę. Legilimencja będzie Ci potrzebna w takim samym stopniu jak Oklumencja.
- Dobrze, profesorze. – coś ścisnęło go za gardło. Pomyślał, że jego imię brzmi lepiej niż per „panie profesorze”, w ustach tej dziewczyny. Cóż. Gdy wszedł do gabinetu, o mało nie zszedł na zawał. Fakt pierwszy: Draco Malfoy rozmawiał z Hermioną Granger. Fakt drugi: Chyba napomknął coś o seksie na jego biurku. Fakt trzeci: Granger miała wyjątkowo krótką spódniczkę i koszulkę z głębokim dekoltem. Skutki: rozbita szklanka i rozlana kawa. I ciasne spodnie. Kurwa, co się ze mną dzieje?! Dostaje erekcji na widok jakiejś kobiety! Człowieku, ogarnij się!
- Coś jeszcze, Granger?
- Czy…ja nadal mogę przyjść do pana, by…porozmawiać? – Tego obawiał się najbardziej. Dziewczyna postawiła go wysoko na swojej liście (Żeby on miał pojęcie jak wysoko!). Westchnął, przetarł oczy i ucisnął nasadę nosa. Musiał dać jej do zrozumienia, że to iż nie mieszkają razem, nie oznacza, że ich…przyjaźń…ma zginąć.
- Tak, Hermiono. – wciągnęła głęboko powietrze i wydukała.
- Dziękuję…Prze-epraszam za kłopot.
- Wyjdź, Granger. Czuję się wyjątkowo źle.
- Coś się stało?
- Oprócz tego co zawsze? Nie. – prychnął.
- Może…mogę pomóc?
- Ty? – zauważył jak jej oczy na chwilę ciemnieją i zmienił ton. – Charles. Jeśli tak bardzo chcesz pomóc, sprowadź go. I moją matkę.
- Dobrze. Ale, gdyby…
- Wiem, wiem. Idź już, Granger. – uznała to za definitywny koniec i już chciała wyjść, gdy usłyszała krzyk z salonu. – JUTRO O 20! – zagrzmiał. Dziewczyna ulotniła się, sprowadzając pomoc. Ta pomoc zastała Severusa kompletnie pijanego. Po raz kolejny.

 

 

KOMENTOWAĆ XD Hahah xD Ej, teraz tak patrzę i dwa dni temu było 120 wejść, a dziś 11 xD Haha, nie no :D Szkody wyrządzone na zdrowiu czytelników – koszty pokryć musicie sami. szkody wyrządzone na zdrowiu komputerów/laptopó/tabletów/co tam jeszcze bóg wymyślił/ – tutaj jest inaczej. Koszty pomogą wam pokryć rodzice :D

Weny!

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział: XXIV

13 maj

Oj, chyba was rozpieszczam xD Dwa rozdziały w tak krótkim czasie, ale cóż :D No to teraz dedyki:

- Podwójny dla To$ki – za to, że zgadła kim jest Charles i poprzedni – Ty już wiesz, za co! xD

- Dla Alex, bo też zgadła :D

- Dla Poison, bo wiernie komentuje.

- I dla wszystkich tych, którzy nie komentują, a czytają i wytrwali do tej przełomowej chwili :D

 

XXIV

- Hermiono…Wiem, że nie śpisz. Spójrz na mnie. – leżał podparty na jednym łokciu i bawił się kosmykiem jej włosów.
- Dałbyś mi spać.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo chcę Ci coś powiedzieć, a to nie jest proste. – spojrzała na niego orzechowymi tęczówkami, a on wciągnął powietrze. Już zapomniał jak piękne są te oczy i jak wiele radości wniosły do jego smętnego życia.
- Słucham.
- Spróbowałabyś nie słuchać. – mruknął pod nosem. – Wracasz do szkolnych obowiązków.
- Mógłbyś powtórzyć? Nie kontaktuję zbyt dobrze o 6 rano.
- Ty nigdy nie kontaktujesz. Wracasz do szkolnych obowiązków. Wyprowadzasz się stąd, chodzisz na lekcje. A ja… – przełknął bezgłośnie ślinę. To był jeden z momentów, których nienawidził. Musiał wyrzucić ze swojego życia osobę, która dała mu powody do śmiechu. Osobę, którą zaakceptował.
Taka sama bitwa toczyła się w głowie Hermiony. Nie chciała, by kończył zdanie. Chciała z nim zostać, pomagać mu, droczyć się, bić o to kto w jakim kubku pije herbatę. Nikomu tego nie powiedziała, ale od jakiegoś czasu zaczęła zauważać w nim to wszystko, czego poszukiwała w mężczyznach. Odwagi, cierpliwości, ciętego języka. No i nie mogła powiedzieć, że jego ruchy nie były eleganckie, a on sam, kiedy nie był skwaszony, wyglądał bardzo…przystojnie? Może to nieodpowiednie słowo, ale jakie inne pasowało by do mrocznego anioła, bo tak go postrzegała Hermiona. Dobrze pamiętała ten wieczór, gdy wyszła z łazienki w ręczniku, a on stał oświetlony tylko przez blask kominka. Choć „Snape” i „przystojny” w jednym zdaniu wzajemnie się wykluczają, to Hermiona poszukiwała innych zamienników. Znalazła więc „Severus” i „przystojny”. To już się nie gryzło.
- A ja będę tylko profesorem Snape’em. – spojrzał w jej oczy i zobaczył pustkę, jakby go nie usłyszała.
- Nie.
- Co? – spytał, bo nie bardzo ją zrozumiał.
- Chcesz powiedzieć, że ja będę dla ciebie tylko panną Granger, a ty dla mnie profesorem Snape’em. Tak nie będzie już nigdy. Zawsze będziesz jakąś częścią mojego życia. – Severus westchnął ciężko. Spodziewał się wszystkiego: ataku histerii, płaczu, wyzwisk pod jego adresem, trzaskania drzwiami, ale nie tego. – Po prostu chcę, żebyś wiedział, że moje drzwi stoją zawsze otworem. – Wstała, ubrała się i nie odezwała się aż do śniadania. Nie miał ochoty jeść w Wielkiej Sali, więc razem z Hermioną zjadł śniadanie u niego. Przeminęło w zupełnej ciszy. I to go strasznie irytowało. Niech ona się do cholery odezwie!
- Do kurwy nędzy! Powiedź coś! – krzyknął odstawiając z hukiem szklankę na stół.
- Co?
- Cokolwiek!
- Właśnie to zrobiłam. – w jej głosie czuć było ból, skruchę i niechęć.
- Powiedź…że zostaniesz.
- Co?
- Powiedź, że zostaniesz na zawsze, że gdzieś będziesz.
- Będę tutaj, jeśli mnie przyjmiesz. – Wyciągnęła rękę i położyła dłoń na jego torsie tam, gdzie rzekomo leży coś, co pompuje krew.
- Nie pamiętam, żebym uchylał drzwi, żebym zapraszał Cię do środka.
- Pewnego dnia po prostu w nich stanąłeś i byłeś częścią mnie. – dokończyła za niego.
- Stephenie Laurens, Oświadczyny Demona. – rzucili unisono i spojrzeli na siebie. W powietrzu czuć było wirującą magię. Chwycił jej rękę, spojrzał w jej oczy, jakby czekając na przyzwolenie. Podeszła do niego i wiedziała, że jest zgubiona. Stojąc przed nim i patrząc w obsydianowe tęczówki, przyznała się do czegoś, przed czym broniła się od dwóch miesięcy. Zakochała się. Była nieodwołalnie zakochana w Severusie Snape’ie, Dupku z Lochów. Chwyciła jego twarz w swoje małe dłonie i pogładziła kciukiem jego policzek i bliznę przecinającą twarz. Co pozostało mu zrobić? Pochylił się, jednocześnie kładąc dłoń na jej policzku. Zapatrzył się w jej malinowe usta…Od dawna chciał to zrobić. Ta dziewczyna dziwnie go przyciągała. Nie wiedział, czy to wpływ magii jaką ma w sobie, czy może tego, że po prostu była.
- Dzień dooo… – Kurwa mać! Jak go dorwę, to mu wyperswaduję te dropsy z głowy! Do kuchni właśnie wszedł Albus Dumbledore, a widząc dwójkę swoich podopiecznych w takiej sytuacji, zachichotał jak nastolatek.
- Przepraszam, profesorze. – Hermiona wyplątała się z jego ramion i pośpiesznie wyszła.
- Dlaczego to zrobiłeś? Przecież miałeś wybór. Mogła nadal z tobą mieszkać.
- Albusie, wyjdź.
- Severusie…
- WYJDŹ!!! – Albus Dumbledore wiedział, że lepiej nie wchodzić w drogę Mistrzowi Eliksirów. Nawet on nie władał tak potężną magią i tak wieloma zaklęciami. Wyszedł więc, by dogonić pannę Granger i wytłumaczyć jej wszystko.
Snape natomiast był wściekły. Miał ją tak blisko, tak niewiele brakowało… Ale nie! Napatoczył się cholerny Drops i musiał wszystko zepsuć! Ze złością rzucił kubkiem o drzwi, a po chwili siedział przy fortepianie wygrywając tę samą melodię, jaką ona mu śpiewała. Nie wiedział, że tak bardzo można odczuwać brak drugiej osoby. Był na siebie zły. Mógłby powiedzieć, że ją kocha, ale nie wiedział, czy ona by go nie wyśmiała. Nie było to dla niego proste. Nigdy nie pragnął żony. Nigdy nie pragnął miłości, ani jej, ani nikogo innego. Nigdy nie pragnął takiego ryzyka, nigdy nie chciał zostać zmuszony do sprawdzenia czy jest w stanie udźwignąć ten ciężar. Dla niego miłość zawsze była dramatyczna. Silna. Nie do opanowania.

~*~

- Sev…Sev… Jesteś tu?… – Charles wszedł do komnat Mistrza Eliksirów.
- Nie ma mnie. – usłyszał wściekłe warknięcie.
- To dobrze.
- Czy ty nie masz innego zajęcia, tylko przychodzenie tutaj i zakłócanie mi spokoju?
- Powiesz mi, co zrobiłeś Hermionie?
- Chodzi Ci o pannę Granger?
- Chyba sobie żartujesz…
- Nie. To było niewłaściwe.
- Sev! Czyś ty zdurniał?!
- Minerwa też tak uważa.
- I ma świętą racje!
- Nie sądzę. Nie drzyj się w moim domu. – suchość jego wypowiedzi wzbudziła w nim dziwny niepokój.
- Czy ty naprawdę jesteś ślepy?! Każdy głupi widzi, że ona coś do ciebie ma! A ty ją tak wyrzucasz za drzwi i mówisz „będę tylko profesorem Snape’em”?!
- Tak, tak właśnie zrobiłem.
- Idiota.
- Wiem.
- Co?
- Wiem że jestem idiotą.
- Co?!
- Nienawidzę się powtarzać! Wiem, że to był błąd, ale nie chce zadawać jej bólu! Mogę tego nie unieść, pewnego dnia mogę zginąć, bądź sam się zabić i wtedy ona będzie poszkodowana!
- Porozmawiaj z nią. Ona jest tego warta, Severusie.
- Wiem. – znów westchnął i usiadł w fotelu. – Usiądź. Wiem, że chciałeś porozmawiać. – Charles chciał usiąść na kanapie, ale powstrzymało go warknięcie Mistrza Eliksirów. – Nie tu. Na fotel.
- Ty masz paranoję.
- Wiem. I cholernie się tego boję.
- Czego się boisz?
- Znasz ten cytat? „Jakże zgubny jest taki los dla mężczyzny walecznego z natury – być zdanym na łaskę niewiasty. Kobieta miałaby trzymać serce, duszę i przyszłość mężczyzny w maleńkiej, delikatnej dłoni. To wystarczy, by najsilniejszy wojownik pobladł ze strachu.”
- Znam. I na twoim miejscu też bym się bał.
- Zostawmy to. Nie chcę o tym rozmawiać, nie na trzeźwo.
- Chciałbym ci coś powiedzieć.
- Chciałbyś powiedzieć mi, że jesteś wampirem?
- Skąd…wiesz? – zdziwienie zacisnęło mu gardło.
- Nie jestem ślepy. Zmiany w kolorze oczu, niezwykła siła i szybkość. Zadziwiająca łatwość do rzucania zaklęć. No i Lupin zjeżył się na twój widok.
- Naprawdę tak źle to ukrywałem?
- Nie. Ukrywałeś to bardzo dobrze. Lecz przed bratem niczego nie ukryjesz. I nie próbuj tknąć Granger, bo osobiście Ci poćwiartuję i wrzucę do jakiegoś żrącego wywaru.
- Ja nie…
- Nie udawaj. Widziałem te kilka spojrzeń rzucanych w jej stronę. I to nie były współczujące spojrzenia. Raczej coś w stylu „Zostań moją przystawką”.

~*~

- Panno Granger!
- Słucham, dyrektorze. – na jej policzki wpłynął rumieniec.
- Chciałbym Ci tylko przekazać, że…porozmawiaj z Severusem. On nie musiał tego robić. Mogłaś u niego nadal mieszkać.
- Myślę, że nie będę mu się narzucać.
- Nie narzucasz mu się. Proszę, porozmawiaj z nim. On się boi.
- Czego?
- Tego, co mógłby Ci zrobić. Tego, jak wielki ból mógłby Ci zadać.
- Raczej ja powinnam się obawiać. Po co mu młoda, naiwna Gryfonka, która jest mu tylko zawadą?
- Wiem, co o tobie myśli. Wiem, co powiedział Charles’owi, kiedy zapytał kim dla niego jesteś. Teraz to się zmieniło. On nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłabyś chcieć z nim być. Broni się przed tym. Nie pozwól mu upaść. – i odszedł. Zostawił ją na środku korytarza z mętlikiem w głowie. Dziś ma eliksiry. Zdąży z nim porozmawiać.

~*~

Cztery godziny minęły zdecydowanie za szybko. Jego ostatnia lekcja. Siódmy rok. No i Her…Panna Granger! Wszedł szybkim krokiem do Sali i trzasnął majestatycznie drzwiami.
- Suicidium. Przepis na tablicy. – zasiadł za biurkiem i spojrzał w jej kierunku. Wpatrywała się w niego ze zdziwionym wzrokiem. – Granger, zajmij się eliksirem.
- Nie uwarzę tego. – Oh, Granger, zacznij grać!
- Dlaczego?
- To Suicidium! Samobójstwem jest warzenie go przez tylu uczniów w jednej sali.
- Nie. To Suicidium jest wersją lekką, Granger. Gdybyś przeczytała instrukcję, to zauważyła być zmianę z księżycowego piasku na liść Alepak’u. Gryffindor traci 10 punktów za twoją nieuwagę. – nie odezwała się więcej. Weasley postawił przed nim fiolkę pół godziny przed minimalnym czasem.
- T.
- Co?
- T, Weasley. Taka ocena. – następny był Potter.
- O.
- Jak zawsze.
- 5 punktów od Gryffindor’u. – Następny był Malfoy, Parkinson, Crabb, Finnigan i Thomas. Została Granger.
- Jak zawsze ostatnia. – odstawił jej fiolkę do koszyka i zajął się zapisywaniem czegoś na pergaminie, podczas gdy ona stała i czekała aż na nią spojrzy.
- Czego, Potter?! – warknął, będąc pewny, że to ten idiota.
- Spójrz na mnie. – zatkało go. – Nie skończyliśmy czegoś. – Bez oporów chwyciła go za kołnierz i przyciągnęła do siebie. Pocałowała go mocno, przekazując tym samym całą pasję. Uchylił usta w zdziwieniu, co uznała za zaproszenie. Po chwili Severus pozbierał się i przejął kontrolę nad sytuacją. Teraz ich języki walczyły o dominację, ciała ocierały się o siebie, a regał z ingrediencjami niemiłosiernie drażnił Hermionę po plecach. Tak, została przyparta do muru, a Snape bezwiednie wodził ręką po jej tali, wpijając się w jej usta. Smak wiśni i kawy będzie śnił mu się po nocach, to wiedział. Jej miękkie i chętne usta wprawiały go w nieodparte wrażenie, że uległby tej kobiecie. Pieścił jej wnętrze językiem, by po chwili zainteresować się nabrzmiałymi wargami. Ssał z bolesną powolnością jej górną wargę, by po chwili zająć się dolną. Oddała mu pieszczotę, a on mocniej zacisnął rękę na jej tali, przez co wyrwał z niej zduszony jęk. Poczuł jak oblewa go kubeł zimnej wody.
- To…niewłaściwe. – wydyszał odrywając się od niej.
- Mam to gdzieś. – znów przyciągnęła go za kołnierz i po raz kolejny Snape dostał ataku furii, gdy do jego klasy weszła Minerwa McGonagall. – Minerwo, bezczelnie nam przerwałaś, więc teraz możesz na to patrzeć. – To Hermiona chwyciła pałeczkę i znów pocałowała Mistrza Eliksirów. Chłodne i wąskie usta działały na nią jak balsam, a że od dawna tego chciała, to starała się cieszyć tą chwilą jak najdłużej. Snape wyraźnie miał gdzieś Opiekunkę Gryffindor’u, która chichotała w najlepsze. Z ust przeniósł się na jej szyję i przygryzając lekko jej skórę, natychmiast koił ból pocałunkiem. Po chwili wyglądali, jakby byli do siebie przyklejeni. I choć Snape miał się teraz za największego zboczeńca i pedofila na tym świecie, to Hermiona nie była na tyle świadoma, by cokolwiek myśleć. Dla większej wygodności, Severus włożył swoje kolano między nogi dziewczyny i oparł je o łączenie dwóch regałów. To ją przestraszyło. Była jeszcze dziewicą, nie miała na tym polu żadnego doświadczenia, a znając Snape’a, to był dużo bardziej obeznany w tych sprawach. Poruszyła się nieznacznie, a natrafiając na kolano Severusa, szybko wyrwała się z jego uścisku i wyszła na zewnątrz. Opiekunka Gryffindor’u już dawno śmiała się w najlepsze na korytarzu, tymczasem Mistrz Eliksirów stał lekko skonfundowany. Gdy do niego dotarło co właśnie robił ze swoją uczennicą, i do czego mogło dojść, krzyknął.
- KURWA MAĆ!!! PRZESTRASZYŁEM JĄ!!! – ze złością kopnął stojący pod nogami kociołek.

 

Ekhem. Niech teraz nikt nie myśli, że będzie wesoło, będą się kochać i wyznawać miłość na każdym kroku. :D Co to, to nie!  To dopiero początek ich kłopotów. Będą się musieli postarać, żeby do siebie dotrzeć. A! I jeśli ktoś wam kiedyś powie, że pisanie sceny pocałunku jest proste, to kopnijcie go w tyłek ode mnie. To jest trudniejsze niż scena łóżkowa. -,-

Jest tu dużo cytatów, więc musicie wiedzieć, że każdy z nich pochodzi z „Oświadczyn Demona”. Wygooglujcie xD Chyba chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale nie będę wam tu przynudzać :D Do pełnego połączenia, zarówno cielesnego jak i umysłowego, jeszcze daleko, więc pomęczą się trochę. Jak chomiki xD dobra, nie przynudzam, bo i tak tego pewnie nikt nie czyta xD

Pozdrawiam i Weny ( szczególnie To$ce) xD

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział: XXIII

11 maj

Ekhem xD Rozdział jest jednym z moich ulubionych :D  Spodziewajcie się kolejnego już niedługo :D Mam rekolekcję, a że nie idę, to może zdążę coś nabazgarać :D

XXIII

- Severusie!
-…
- Severusie!
-…
- Cholera jasna, Severus! Otwieraj te pieprzone drzwi!
- Wyjdź i nie wracaj.
- Oh, już ja ci pokażę „wyjdź i nie wracaj”! Wyrzuciłeś ją za drzwi, kazałeś iść do Nory i zostawić cię samego! Jeśli znów się upiłeś, to zrobię z tej twojej nietoperzowej dupy jesień średniowiecza!
- Cholerna kobieto! Wyjdź! – słychać było tylko, jak zaklęcia ochronne ustępują i po chwili huragan w postaci wściekłej Minerwy McGonagall wpadł do jego salonu.
- WYJDŹ! – warknął spity do granic możliwości. Już chyba więcej się nie dało wypić. Na stole stało co najmniej 15 butelek.
- CZYŚ TY ZDURNNIAŁ DO RESZTY?!! – jej krzyk poniósł się echem po zimnych lochach.
- Nie drzyj się na mnie! Głowa mi pęka, mam wszystkiego dość!!! Po prostu WYJDŹ! – siedział, jak zawsze w takich chwilach, przy fortepianie.
- Oh, niech ja tylko dorwę ten eliksir! Już ja z ciebie wszystko wyciągnę!!! – machnęła różdżką i po chwili miała w ręku eliksir otrzeźwiający. – Wypij! – władczym tonem podała mu butelkę, którą on chwycił i łapczywie wypił.
- Kurwa mać! Czy ty zawsze musisz mi to robić?! – być wściekłym to mało powiedziane. W oczach miał czystą furię.
- To Ci nie pomoże skretyniały impotencie!
- Wypraszam sobie! Nazywaj w ten sposób Albusa, ale nie mnie! Ja nadal mogę założyć rodzinę w przeciwieństwie do niego! Po za tym, nie pomoże, ale pozwoli zapomnieć o tej cholernej wojnie, pieprzonym Czarnym Panu i tym wszystkim co się dzieje! – Minerwa chichotała w najlepsze nadal rozbawiona pierwszą częścią jego wypowiedzi. – Nie śmiej się! To poważna sprawa!
- Ależ, Sev, ja się nie śmieję! Ja tylko wyrażam swoją radość pokazując ludziom, a raczej nietoperzom, zęby! – nie mogąc powstrzymać śmiechu, usiadła na kanapie. – Powiesz mi o co Ci chodzi? – spytała.
- A o to, cholerna Gryfonko! – zdjął koszulę i pokazał jej herb. – O tę popieprzoną historię przez którą pogubiłem się w tym pieprzonym świecie! Mam matkę, brata, troje przyjaciół, jestem pół księciem, dziedzicem Ameryki i cholernym dupkiem z lochów! Czy to wszystko musi być tak cholernie popieprzone?!
- Sev, proszę, uspokój się i porozmawiajmy. – nadal uśmiechała się, ale jej oczy wyrażały powagę.
- O czym? – prychnął. – O tym co się stało? Co JEJ zrobiłem? Dziękuję, ale wolę pominąć te tematy.
- Właśnie o tym! Człowieku, zrozum wreszcie, że są ludzie, którzy będę obok ciebie nie zważając na to, co im zrobisz! Taką osobą jest Hermiona! Jestem nią ja, jest nią Charles!
- Ale to ja jestem tu winien! Czy ty tego nie rozumiesz? Jesteś chora na umyśle, upośledzona? Nie zasługuję na żadne z was! Jestem śmierciożercą, szpiegiem Zakonu, ponurym gburem z lochów, a mój parszywy charakter zaprasza cię na herbatkę, do której dolałem trucizny!
- Z tą herbatką, to trafiłeś w samo sedno! – znów śmiała się, a on poczuł wewnętrzny szał. Wstał machnął różdżką i zaryglował drzwi. Oparł ręce obok jej nóg, a że był dużo wyższy i miał dłuższe ręce, to jego oczy spoglądały na nią z góry.
- Mam dość. – syknął. – Mam dość ciebie, jej, jego, was wszystkich. Mógłbym was zabić, ale szkoda mojej magii na to. Zabawię się wami, a potem porzucę jak psa. – Wiedziała co za chwilę nastąpi. Wyczarowała patronusa. Z początku pomyślała o Poppy, ale szybko zdecydowała się na Hermionę. Po chwili Severus leżał na podłodze w salonie i zwijał się w agonii.

~*~

- Hermiono, kochanieńka, tak dawno Cię tu nie było! – krzyczała Molly Weasley, widząc jak Hermiona wychodzi z kominka. Na jej ubraniu były ślady krwi, a twarz wyrażała zmęczenie.
- Przepraszam, Molly. Nie miałam do tego głowy. Severus zrzędzi mi nad głową, ciągle jakieś akcje, zagadki. Sama rozumiesz.
- Nie powinnaś się tak przemęczać! Tak właściwie, co się stało?! Jesteś umazana na twarzy!
- Drobna akcja w terenie. Dumbledore o tym nie wiedział. Ratowaliśmy Elieen Snape i Charles’a z rąk Beverand’a. – O cholera! Miałam nie mówić, że wiem kto porwał Elieen!
- Chyba żartujesz… – do kuchni wszedł blady Remus Lupin, a słysząc tę nowinę pobladł jeszcze bardziej.
- Nie, Remusie, nie żartuję. To długa historia.
- Proszę, powiedź coś więcej. – Remus ciężko usiadł na krześle.
- Dobrze. Okazało się, że Severus Snape jest pół księciem.
- Co?
- Daj mi to wytłumaczyć, Remusie. Elieen Snape, tak naprawdę jest sławną Elieen Camert, królową obu Ameryk. Charles jest jej pierworodnym synem, potomkiem Parkera. Tak, TEGO Parkera, Remusie. Do czasu, gdy Charles wynalazł Kamień Filozoficzny, Elieen zażywała eliksir młodości. Potem dzielił z nią eliksir życia. I w ten sposób Elieen „przetrwała”. Zaręczyła się z Tobiaszem, urodziła Severusa.
- Więc…Snape jest…dziedzicem Ameryki? – Remus był wyraźnie wstrząśnięty.
- Tak. Mnie też jest to trudno przyjąć do wiadomości. Jestem strasznie zmęczooona. – ziewnęła przeciągle.
- Może położysz się? – zapytała z troską Pani Weasley.
- Nie, nie. Ja tylko muszę się uspokoić.
- Dlaczego jesteś tu, a nie u Severusa? – zapytał ni z gruszki ni z pietruszki Remus.
- On…prosił mnie…bym wyszła… – powiedziała z trudem utrzymując równowagę przy stole. Po chwili jej głowa spoczęła na ramieniu Remusa. Jej szczęście nie trwało długo. Po 15 minutach do kuchni wpadł patronus w postaci kota i przemówił głosem profesor transmutacji.
- Hermiono! Severus ma atak, jesteś mi potrzebna, natychmiast. Zwołaj Remusa. Kwatery są otwarte.
Po chwili Hermiona była na nogach. Wskoczyła z Remusem do kominka i krzycząc „Hogwart!” zniknęła w zielonych płomieniach.
Wylądowali w kominku Snape’a. Z salonu dobiegły ich ciche głosy. Hermiona bez zastanowienia się, nacisnęła klamkę drzwi, ale powstrzymała ją ręka Remusa.
- Hermiono…to co tam zobaczysz nie będzie przyjemne. Przemyśl to dokładnie.
- To mój przyjaciel, nie zostawię go w takiej chwili. – weszła do salonu i dopadła zwijającego się na podłodze Severusa.
- Sev, spokojnie, nic Ci nie grozi… – zaczęła szeptać do niego, starając utrzymać jego głowę na kolanach. Nie wiedziała, czy to co mówi, jest prawdą. Ale starała się, a przecież to jest najważniejsze. Remus podszedł do nich i chwycił Snape za ramiona przytrzymując go przy podłodze. Kilka razy brał już udział w takiej akcji. Chociaż w ten sposób mógł się odpłacić za wyrządzone krzywdy. Nagle Snape znieruchomiał.
- Trzymaj go mocno. – powiedział Remus. Trochę skołowana Hermiona, zacisnęła ręce w czarnych włosach. Po chwili wiedziała dlaczego. Severus wygiął ciało w łuk, krzyknął widocznie już nie mogąc powstrzymać tego, co wydobywa się z jego ust i po chwili leżał na podłodze, oddychając ciężko.
- Udało się, po raz kolejny się udało… – mówiła Minerwa.
- Minerwo, wybacz, muszę wyjść. – Remus wstał i wyszedł, więc dwie Gryfonki zostały same.
- Dobra robota, Hermiono.
- Dziękuję, pani profesor.
- Minerwa, drogie dziecko. – Mistrzyni Transmutacji spojrzała z czułością na człowieka leżącego na podłodze.
- Co z nim teraz będzie?
- Obudzi się za kilka godzin, a potem będzie nas potrzebował.
- Nas?
- Tak. Będziemy musiały zamienić się w psychologów. – Minerwa wyraźnie posmutniała. – Nie bierz wtedy wszystkiego do siebie. Czasem nie myśli racjonalnie.
- Dobrze. Nie chcę, żeby leżał na podłodze. Podnieśmy go. – Mcgonagall tylko kiwnęła głową i po chwili Mistrz Eliksirów leżał na kanapie.
- Prześpij się, Hermiono. Wyglądasz okropnie.
- Wiem, pani profe…Minerwo. – poprawiła się widząc jej karcący wzrok. Posłusznie usiadła w głębokim fotelu. Jednak nie mogła zasnąć. To był fotel Severusa i dwie rzeczy nie dawały jej spokoju. Pierwsza: to był JEGO fotel. Ona zawsze siedziała na kanapie! Druga: Ten fotel przesiąknięty był jego zapachem. Tym cholernie nęcącym zapachem!

~*~
(Od Autorki tego porytego opowiadania: Pamiętajcie, że Sev jest w 4 fazie ataku! Nie jest do końca świadom swoich czynów ; D)

Otworzył oczy. Ktoś odstawił szklankę na stół, uderzenie szkła o szkło.
- Sev… – Dobry Merlinie! To była Minnie!
- Minerwa… – szepnął.
- Tak, Sev, to ja. Wstań, wiem, że dasz radę. – posłusznie podniósł się do pionu. Coś mu nie grało. Jakaś brązowa burza włosów siedziała w jego fotelu.
- Granger? Co ona… tu robi? – powiedziała słabym głosem. Nagle trafiła go fala wspomnień z poprzedniego spotkania. Czcigodny Salazarze! – Niech ona stąd wyjdzie…
- Nie. Zostanę tu, choćbyś miał użyć wobec mnie siły. – Spojrzał w orzechowe tęczówki.
- Ja…Minnie…Hermiona…Cholera… – westchnął ciężko. – Przepraszam. – spojrzał na młodszą z Gryfonek.
- A ja Ci wybaczyłam. Już dawno, Severusie. – mocno objęła go ramionami, a on wtulił twarz w jej włosy i głęboko zaciągnął ich zapach. Czarna porzeczka.

~*~

Jeszcze długo po przebudzeniu wyrzucał z siebie wszystkie emocje. Opowiadał jak bardzo nienawidzi Czarnego Pana, jak bardzo szanuje Dumbledore’a. Opowiadał jak „ten idiota Longbottom” zepsuł kociołek, bo wpadał mu do niego żaba. Mówił jak Charles próbował się zabić i co wtedy czuł. Co czuł, kiedy ratował swoją matkę. I przepraszał je wiele razy.
- Minnie…
- Sev, dość. Prześpij się, zostanę tu.
- Minerwo, ja zostanę. Śpię z nim każdej nocy, więc to nie będzie dla mnie nowość. – doprowadziły go do sypialni, gdzie sam wślizgnął się pod kołdrę. Hermiona położyła się chwilę po nim, a on jak zawsze przyciągnął ją do siebie. Wbrew pozorom Księżniczki Gryffindor’u, opiekunka tegoż domu, spoglądała na nich, opierając się o framugę drzwi. Z tego coś będzie. Musi być.

~*~

- Charles, to wszystko jest dla Severusa nowością. Nie wiem jak sobie z tym poradzi.
- Mamo, nie znasz go tak, jak ja. To najsilniejszy człowiek jakiego znam i najpotężniejszy czarodziej.
- Wiesz, że on nie wie wszystkiego, prawda?
- Wiem. Nie powiedziałem mu kim jestem. Nie miałem odwagi.
- Wiesz o tym, że on też mógł być tym kim jesteś? To przenosi się co drugie pokolenie. Jego dzieci będę takie jak ty. Ta dziewczyna mogła zginąć.
- Czekaj, czekaj. Mówiąc „ta dziewczyna” masz na myśli Hermionę Granger?
- Tę z burzą brązowych loków.
- Dlaczego miałaby zginąć?
- Nie mów mi, że nie widzisz jak oni na siebie patrzą. Jeśli Sev urodził by się przed tobą, to ona już by nie żyła.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego?
- Mógłby ją zabić.
- Rzucić się na nią?
- Nie. Zabić ją w łóżku.
- Oni nie są razem.
- Ale będą. Czuję to. Sev ją kocha, ale za cholerę się do tego nie przyzna.
- Są przyjaciółmi.
- Nawet jeśli. W czym to przeszkadza?
- Mniejsza o to. Jeśli już jesteśmy przy temacie Hermiony Granger. Boję się.
- Czego?
- Pachnie…kusząco.
- Charles, ty chyba nie…
- Nie, jeszcze nie. – jego tęczówki zaczęły ciemnieć z każdą minutą tej rozmowy. Teraz były czarne. Czas na polowanie.

 

Komentować, lajkować, poelcać – czyli jak zawsze xD Mam nadzieję, że miło się czytało :D Cóż, sekret Charles’a zdradzę dopiero w nastęnym rozdziale ( a może w jeszcze następnym xD )

Chciałabym tylko poinformować drogie/dorgich czytelników/czytelniczki (wiadomo co zrobić xD ), że moje opowiadanie będzie zawierało więcej wątków niż Moda Na Skuces xD I będzie jeszcze bardziej popieprzone xD I wg. mało będzie Zakonu narazie, a potem to się zmieni :D Cóż, daje wam dużo Severusa i Hermiony teraz, żebyście potem pozcierpieli kilka rozdziałów bez nich xD

 

„Więcej błędów nie zauwałyłam, za wszystkie szczerze żałuję, a tobie klawiaturo, zwiastuję bolesną i długą śmierć” – Limannova

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Martwe Cienie

07 maj

Opowiadanie na J. Polski :D Polonistka zabije mnie za te akapity xD Powiedźcie szczerze :D Na ile zasługuję? :D

 

MARTWE CIENIE

W szkole zawsze było ciężko. Cóż, czego można spodziewać się po Salvadorze? Jednak dzisiejszy dzień zaliczał się do tych z listy: Jeśli przeżyłeś – zgiń. Karateka wyżywał się na nas, Mistrz Miecza groził ucięciem ręki, a sam Salvador (założyciel szkoły) krzyczał na nas za niepoprawnie rzucone zaklęcia. Żyć nie umierać. Odpoczywałam w sypialni razem z innymi dziewczynami. Ja czytałam książkę, one obgadywały naszego nowego nauczyciela. Chyba tylko Julia nie była tym zainteresowana, bo była zajęta swoim mieczem.
- Hej, Nati, oderwij się trochę od tego pergaminu i pogadaj z nami. – powiedziała radośnie Zuza, wiążąc włosy w kok.
- O czym? O tym jak to zgrabnie porusza się profesor Venom? Dzięki, ale nie. – prychnęłam pogardliwie, nie odrywając wzroku od wciągającej lektury.
- Chyba mi nie powiesz, że nie widziałaś tych jego falujących włosów… – do rozmowy włączyła się Nikola.
- Ja nie podkochuję się w facetach starszych o 20 lat.
- Ty się kochasz w 500 lat starszym pergaminie. – fuknęłam zirytowana i zasłoniłam zasłony łóżka.
- Co zakładasz na bal? – usłyszałam strzęp rozmowy Karoliny i Ani. Jaki bal, pomyłam.
- Coś gdzie będę mogła włożyć broń. – mruknęła w odpowiedzi ta druga.
- Nie przesadzaj! Salvador będzie nas chronił! – Karolina jako jedna z niewielu była z naszym Mistrzem po imieniu. Wróciłam do lektury. Przecież i tak nie pójdę na ten głupi bal. Wolę postać na błoniach i potrenować kwinty. Usłyszałam pukanie. Odsłoniłam zasłony, zeskoczyłam z poduszek i otworzyłam drzwi. Natychmiast złożyłam ręce, uklęknęłam na jedno kolano i krzyknęłam.
- Oss, sensei!* – w drzwiach stał sam Salvador, mistrz nad mistrzów. Po raz pierwszy przyszedł do naszego dormitorium, a uczyłyśmy się tu już szósty rok.
- Wstań. – powiedział miękkim głosem, co trochę mnie zaskoczyło, ale posłusznie wstałam. – Odrzućmy to wszystko. Powstańcie i porozmawiajmy jak równy z równym. – dopiero teraz zauważyłam, że reszta dziewczyn również klęczała.
- Sensei… – zaczęłam, ale Mistrz przerwał mi.
- Salvador. To moje imię. Posłuchajcie mnie uważnie. – usiadłyśmy na łóżkach, Mistrz obok mnie. Przyjrzałam mu się uważnie, bo nigdy nie miałam takiej możliwości. Miał długie, kruczoczarne włosy i mądre, obsydianowe oczy. Można było wyczuć bijące od niego zdenerwowanie, tym bardziej, że ubrany był w surdut z mnóstwem guzików. Pod warstwą materiały wyraźnie zarysowywały się napięte mięśnie. Niech nikogo nie dziwi strój Mistrza, bo wbrew wszystkim zasadom nie ograniczał on ruchów Salvador’a. – Potrzebuję czterech dziewcząt. Już je wybrałem. Jeśli zostaniecie wywołane, wyjdźcie za drzwi. – W głowie miałam mętlik. O co chodzi? Kogo wybierze? – Karolina. – blond włosa w stała i wyszła. – Anna. – na twarzy wywołanej zagościł grymas wściekłości. Nienawidziła gdy zwracano się do niej w ten sposób. – Julia. – zabrzęczały łańcuchy przyczepione do miecza. – I ty. – spojrzał na mnie, a ja skinęłam głową i posłusznie wstałam. Dziewczyny stały za drzwiami, niecierpliwie przebierając nogami. W uszach miałam szum. Czytał kiedyś o czymś takim. Wybierano 4 osoby, by wyjechały na wyprawę. I nazywano je Martwymi Cieniami. – Jak wiecie, dziś jest bal. To będzie wasz ostatni bal w tej szkole. Wyruszycie, by przekonać ludzi do przyłączenia się do moich wojsk, byśmy mogli pokonać Tanatosa.
- Staniemy się drużyną. Będziemy Martwymi Cieniami. – szepnęłam, patrząc prosto w obsydianowe tęczówki.
- Tak. Jesteście jedyną nadzieją.
- Dlaczego nie kto inny? – spytała Julia, poprawiając pas od miecza, który przecinał jej klatkę piersiową.
- Bo jesteście najlepsze. Bardzo dobre w walce, odważne. Ale najważniejsze jest to, że jesteście opanowane, a na tej wyprawie liczy się właśnie opanowanie.
- Kiedy mamy wyruszyć? – Karolina była w bojowym nastroju.
- Jutro rano. Julio. – mężczyzna zwrócił się do „Dziewczyny od Miecza”. – Zostaniesz kapitanem tej drużyny. Będziesz sercem was wszystkich. Powierzam Ci też Klepsydrę Czasu. Dzięki niej będę mógł wam pomóc, nawet jeśli będziecie bardzo daleko. Teraz proszę, abyście przygotowały się do balu. – Już chciałam wchodzić ze wszystkimi dziewczynami do dormitorium, gdy ktoś złapał mnie za ramię w żelazny uścisk. Obróciłam się i zauważyłam rozbawionego Salvador’a.
- Mistrz… – nie skończyłam, bo znów mi przerwał.
- Ile razy mam Ci mówić jak mam na imię? Po za tym, wydaje mi się, że chciałaś potrenować kwinty?
- Czy TY ZNÓW czytałeś mi w myślach? – Jak zawsze, pomyślałam.
- Może tak, może nie. Będę na błoniach, jak zawsze zresztą. Możesz przyjść.
- Dziękuję. – odwróciłam się, ale usłyszałam jeszcze ciche mruknięcie.
- Przeżyjcie i nie zwariujcie.
Weszłam do pokoju i natychmiast skryłam się za zasłonami łóżka.

~*~ < tu miał chyba być akapit, ale że nie umiem tego robić(w tekście, na komputerze umiem) to jest znaczek, tak jak w HG/SS>

Obudził mnie trzask zamykanych drzwi. Wyszły. Jak zawsze musiały się spóźnić kilka minut dla „lepszego wrażenia”. Prychnęłam tylko i wyciągnęłam z kufra lekki, srebrny miecz. Przerzuciłam go przez lewe ramię tak, bym mogła chwycić jego rękojeść. Przez drugie ramię przerzuciłam żelazny miecz, a dwa pasy skrzyżowałam na piersi. Zeszłam krętymi schodami, po drodze zakładając rękawice z kolcami. Na błoniach było ciemno, ale wyraźnie widziałam jak jakaś postać zbliża się do mnie. Zauważyłam błysk miecza i sama sięgnęłam po swój. Zrobiła unik i prosta kwintę, czym wybiłam Salvador’a z rytmu.
- Co ty chcesz trenować? – powiedział, rozcierając obite żebro. Wzruszyłam ramionami. – Nie chcesz być na balu. – bardziej zapytał niż stwierdził, a ja znów wzruszyłam ramionami. – Coś się zbliża. Jeszcze trochę i przyjdzie do nas. – nagle bramy stanęły otworem. Przez chwilę nic się nie działo, lecz w ciągu kilku sekund rozbrzmiał tryumfalny krzyk i przez bramy zaczęło wlewać się wojsko Tanatosa. Krzyk podniósł się również w zamku. Uczniowie dobywali broni, nauczyciele miotali zaklęciami. Czas stanął w miejscu. Nie wiedziałam co się dzieje. Wokół mnie ginęli ludzie, a ja stałam jak kołek! Zamek płonął, waliła się wieża północna. Ktoś przebiegł przede mną i smagnął mnie po twarzy blond włosami. To mnie obudziło. Rzuciłam się w wir walki. Błyskały miecze, strzelały zaklęcia, lała się krew. Zobaczyłam Salvador’a. Obok niego zacięcie walczyła Julia. Ktoś rzucił zaklęcie w Mistrza. Doskoczyłam do niego i odbiłam je srebrnym mieczem.
- Zabierajcie się stąd! Musicie żyć! – krzyczał. Odbiegłam pomóc jakiemuś pierwszorocznemu. Ktoś krzyknął. Obróciłam się i zobaczyłam wszystko jak na zwolnionym filmie. Bieg Juli, krzyk Salvador’a. NIE! Chciałam krzyczeć, ale było już za późno. Julia skoczyła przed Mistrza i przyjęła cios na siebie. Miecz wbił się po rękojeść, jej oczy wypełniły się bóle, lecz nie krzyknęła. Ostatnimi siłami chwyciła napastnika i z rykiem wściekłości cięła Tanatosa po skosie. Brzęk łańcuchów i krzyk. Po chwili byliśmy sami. Wojska wycofały się. Podbiegłam do Juli i sprawdziłam puls. Nie żyła.

~*~ < xD Znów ten znaczek, a powinien tu chyba być akapit xD Polonistka mnie zabije xD >

Pogrzeb odbył się kilka dni później. Nasza wyprawa została przełożona. Gdy dosiadałyśmy białych rumaków, Salvador stanął obok mnie.
- Jej ostatnia wola. – założył mi na szyję Klepsydrę Czasu. – Ruszajcie. – szarpnęłam prawą wodzę i pokazałam dwóm pozostałym kierunek. Ruszyłyśmy pełnym galopem, a peleryny przyczepione do ramion falowały wspomagane wiatrem. Do dziś wspominam to pamiętne popołudnie, kiedy Martwe Cienie wyruszyły pomścić śmierć kamratki.

 

Tadaa! xD Jeśli wytrwałeś do końca drogi czytelniku, to gratuluję cierpliwości :D Kocham was szczerą miłością grafomana, naprawdę xD Za to, że czytacie, komentujecie i jest was coraz więcej :D Potraktujcie to jako prezent na 1100 wejść :D

Pozdrawiam i życzę weny : Grafoman Limannova :D

* Adepci sztuk walki nie mówią swojemu mentorowi „Dzień dobry”, lecz wykrzykują zdecydownie „Oss!” wykazując tym swój szcunek i gotowość do poświęceń.

EDIT: Hahahah! Właśnie zauważyłam błąd który przyprawił mnie o salwy śmiechu xD Napisałam kiedy rano coś tam coś tam, a potem napisałam ” Do dziś wspominam to pamietne popołudnie” xD Hahah, muszę poprawić :D

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział: XXII

06 maj

DO WSZYSTKICH SNAPEREK : SEVERUS SNAPE JEST NASZ  I MUSIMY SIĘ NIM PODZIEIĆ XD

Czytajcie i komentujcie tak długo wyczekiwany 22 rozdział :D Przepraszam, że tak późno, ale ten rozdział MUSIAŁ być idealny :D Mam nadzieję, że nie przesłodziłam xD

XXII

Czuł dziwną pustkę. Leżał na czymś twardym, ktoś pochylał się nad nim i szeptał. Poznał ten głos od razu. Powoli otworzył oczy i jego źrenice napotkały niebieskie tęczówki.
- Lorrain, nareszcie. – sięgnął do kieszeni po różdżkę, ale nie znalazł jej tam.
- Beverand. Skończ z tym. – powiedział Charles wiedząc, że prędzej czy później Beverand go zabije.
- Po co?
- Bo nic ci nie zostało, tak jak mi. Daj jej życie, wolność, a mnie możesz zabić.
- Przydasz mi się.
- Zabij mnie, bo i tak nie dołączę do ciebie. Wolę zginąć, niż zdradzić przyjaciół.
- Jesteś pewny?
- Bardziej niż pewny.
- Przekonajmy się o tym. – Mistrz Zaklęć zobaczył uniesioną różdżkę. Tak jak pamiętał, była zrobiona z grabu. Był przy tym, jak ją kupował. Włókno smoczego serca, 12 i pół cala. Sztywna. – Crucio!

~*~

- Mmm…Severus, mogę Cię o coś zapytać? – powiedziała widząc, jak wściekły Mistrz Eliksirów wchodzi do salonu. Właśnie wrócił z pierwszych zajęć na których nauczał siódmy rok Slytherin-Gryffindor. Klasa była wybrakowana, było tylko 3 Ślizgonów i 6 Gryfonów. Coś zaczynało go piec nad prawym obojczykiem.
- Jeśli już musisz. – powiedział wściekle zrzucając swoją szatę i siadając przy stoliku.
- Kiedy się ubierałeś…ja…
- Nie dukaj jak pierwszoroczna. Wiem, że mam boskie ciało i wyglądam jak bóg seksu, ale nie musisz mi tego przypominać na każdym kroku. – skrzywił się na słowa „boskie ciało”. Jakby po takich dawkach Cruciatusa to było możliwe.
- Tak, to muszę ci przyznać. Ale… – nie zdążyła skończyć, gdy Mistrz Eliksirów spojrzał na nią rozbawiony.
- Czy ty właśnie przyznałaś, że wyglądam jak bóg seksu?
- Chciałbyś, prawda? Daj mi skończyć! Kiedy się ubierałeś, zauważyłam na twoim prawym ramieniu znamię. To znamię, to był herb rodziny królewskiej z XV wieku. – Severus rozpiął guziki szaty, rozwiązał koszulę i odkrył prawe ramię. Tuż nad obojczykiem był ślad w postaci herbu rodu Camert. Czarny nietoperz z rozpostartymi skrzydłami, odbijał się wyraźnie od białej skóry Severusa.
- Cholera jasna…Co to ma znaczyć? – szepnął sam do siebie.
- Ja wiem…
- Co?
- Ja wiem! Wiem, dlaczego masz to znamię!
- Możesz jaśniej?
- Jasne. Pamiętasz, jak Charles powiedział Ci, że jest twoim bratem?
- Jakbym mógł zapomnieć. – mruknął.
- Wtedy powiedział też, że jego matka, czyli twoja również, była królową w Szarym Dworze. Czyli jesteś potomkiem Elieen Camert! A przecież każdy wie, że w czarodziejskich królewskich rodach, wszyscy potomkowie mieli znaki rozpoznawcze – herby.
- Czekaj, czekaj. Coś mi tu nie gra. Jak wytłumaczysz to, że wcześniej tego nie było.
- Bo wcześniej nie wiedziałeś, że jesteś pół księciem*. Myślałeś, że jesteś po prostu czarodziejem, tak jak każdy z nas. Dopiero dowiadując się prawdy, zostałeś przyjęty w szeregi potomków Elieen i Parkera.
- Daj mi to poskładać w logi…aaaaaa!…. – Zgiął się w pół trzymając nie za lewe przedramię, ale za prawy bark. – Kurwa, co jest?!
- Severus, wiem!
- Cholera jak to piecze!
- To połączenie. Chwyć mnie za rękę i spróbuj się teleportować. – zrobił tak jak prosiła i po chwili stał rzucając zaklęcie w plecy Beverand’a Marcella. Dopadł leżącego na podłodze Mistrza Zaklęć i sprawdził, czy oddycha. Serce biło ciężko, ale biło. I to mu wystarczyło. Rzucił na niego podstawowe zaklęcia, nie zważając na to, że znamię przestało boleśnie doskwierać. W kącie pokoju dostrzegł kobietę. Była nieprzytomna, jej ubranie było brudne, poszarpane i przemoczone. Długie, proste, czarne jak krucze pióra włosy, były skołtunione i pozlepiane krwią. Podszedł do niej i stojąc naprzeciw niej upadł na kolana w bezsilności. Tyle czasu minęło, odkąd widział ją ostatni raz. Kochał ją, przecież to jego matka, ale nie był pewien, czy będzie w stanie słuchać tych wszystkich opowieści. Wszystko było takie pogmatwane, niepewne. W końcu sam nie wiedział, czy ma grunt pod nogami, czy już wisi nad przepaścią. Poczuł czyjąś dłoń na ramieniu, podniósł głowę, by spotkać czarne tęczówki. I tak piękny, niewinny uśmiech.
- Severus… – wychrypiała. – Żyjesz…synu…żyjesz…
- M…mamo? – ciężko było po tylu latach powiedzieć proste „mamo”.
- Wybacz mi… wszystko Ci…wytłumaczę… – i znów odpłynęła. Ręka kobiety opadła z jego ramienia i po chwili czuł, że ktoś odsuwa go na bok. Przed nim pojawiła się burza brązowych loków. Słyszał każde wypowiadane przez nią słowo, choć czuł się nieobecny. Był w innym świecie. Nie bardzo wiedząc co robi, wstał i podszedł do Mistrza Zaklęć. Ten leżał w kałuży krwi, ale zaklęcia, jakie rzucił Mistrz Eliksirów zaczynały działać, więc tak jak jego matka wcześniej, tak teraz Charles otworzył oczy, głęboko wciągnął powietrze i chrapliwie powiedział:
- Severus…przepraszam…jestem…idiotą…
- Jesteś. Jesteś cholernym idiotą. Ale jesteś moim bratem. I, niech cię piekło pochłonie, jesteś najbliższą mi osobą. – wiedząc, że może zrobić krzywdę lewitując go, wziął go na ręce. I położył na łóżku, obok którego Hermiona szeptała zaklęcia nad nieprzytomną Elieen. W pewnej chwili podniosła się i przytrzymując kobietę w pasie posadziła ją na łóżku. O ile Elieen była przytomna, to Hermiona chwiała się na nogach.
- Musimy ich przenieść…Tu niczego nie zdziałamy… – szepnęła, lekko opierając się o kolumnę łóżka. – Severus, ja ich nie teleportuję…rozszczepię się…
- Dobrze, wezmę was wszystkich.
- Nie nadwyrężaj się. Weź Charles’a i twoją matkę, po mnie wrócisz.
- Nie ma mowy. Nie zostawię tu żadnego z was. – Charles słysząc to, próbował podnieść się z łóżka, więc Mistrz Eliksirów chwycił go w pasie i przeszedł na drugą stronę. Hermiona wspierając Elieen Camert-Snape chwyciła go za ramię i po chwili cała czwórka czuła znajome szarpnięcie w okolicach pępka. Aportowali się w gabinecie dyrektora.
- Severusie! Mówiłam ci, ty idioto! – krzyczała Gryfonka sięgając do kieszeni i wyjmując dyptam ( swoją drogą: skąd ona go miała?!). Ten Ślizgon od siedmiu boleści się rozszczepił! Elieen siedziała już na fotelu, a Dumbledore prowadził właśnie Charles’a. – Ty cholerny idioto! Ty nigdy się nikogo nie słuchasz, prawda?!
- Szykuj się na…sss…bolesną śmierć…. – zdołał tylko tyle powiedzieć, bo reszta jego wypowiedzi została wyparta przez złowrogi syk bólu, gdy dyptam zaczął działać.
- Oh, już ja ci pokażę. Wróć tylko do zdrowia, to popamiętasz mnie na całe życie. – warknęła i usiadła obok niego na podłodze. Ukryła twarz w dłoniach i zaczęła głęboko oddychać. Poczuła ciężką dłoń na ramieniu i podniosła wzrok, by napotkać niebieskie tęczówki dyrektora Hogwartu.
- Panno Granger. – powiedział z szalonym błyskiem rozbawienie w oku. – Dziękuję za pomoc. Proszę usiąść i wszystko mi wyjaśnić. – spojrzał znacząco na matkę Snape’a.
- Dobrze. Zacznę od początku. – streściła Dumbledore’owi wszystko, co wiedziała, czego się domyślała. W końcu w połowie jej przemowy, Snape raczył oprzytomnieć.
- Granger, już nie żyjesz. Czekaj no tylko, aż ja cię dopadnę! – warknął, ciężko sadowiąc się w fotelu.
- Niech pan przestanie, profesorze. Jak pan wyzdrowieje, to ja pana dorwę. – warknęła równie miło, co on.
- Elieen. Możesz mi to wytłumaczyć? – powiedział Dumbledore z miną dobrotliwego staruszka. Snape parsknął.
- Oczywiście, Albusie. – Elieen Snape nadal mówiła cichym, słaby głosem, ale nie przeszkadzało jej to w wypiciu Ognistej. – Może zacznę od moich synów. – tu spojrzała z czułością na Severusa i Charles’a – Charles jest pełnej krwi księciem, potomkiem Parkera Camert’a, dziedzicem Szarego Dworu i prawowitym władcą czarodziejskiej części Ameryki. – Mistrz Zaklęć tylko słuchał. Wiedział o tym od dawna. Czekał tylko, co zrobi Mistrz Eliksirów, a przeczuwał, że to nie będzie nic dobrego. – Severus natomiast, jest księciem półkrwi. – Hermionie zapaliła się zielona lampka. „Własność Księcia Półkrwi.” Przypomniała sobie napis na książce i prawie krzyknęła. Snape nie wiedział, że naprawdę jest półkrwi księciem. Ten przydomek wziął się od nazwiska jego matki. W zasadzie trzeciego nazwiska. Słuchała dalej. – Jest moim rodzonym synem, potomkiem Tobiasza. Jest też dziedzicem Ameryki, wraz z Charles’em. Charles’a urodziłam w wieku 25 lat. Do czasu, kiedy wynalazł Kamień Filozoficzny, zażywałam eliksir młodości. Chciałam mieć jeszcze jednego syna. I udało mi się.

~*~
Od Autorki: Teraz uwaga! Opisany zostanie atak Severusa z punktu widzenia….Severusa :D

Coś zaczynało rozsadzać mnie od środka. Wstałem, przeszedłem się i znów usiadłem.
- Severus, coś się stało? – czekoladowe oczy wpatrywały się we mnie z mieszaniną troski i zakłopotania.
- Nie, nic. – warknąłem niezbyt przyjaźnie. Snape, stary durniu, opanuj się!
- Charles, czy to tak właśnie się zaczyna? – Hermiona spojrzała teraz na mojego brata.
- Tak. Severus, uspokój się… – położył mi rękę na ramieniu. Strąciłem ją i nerwowo przeczesałem włosy palcami. – Chłopie, uspokój się.
- Charles, zejdź mi z drogi! – no i zaczęło się. Straciłem kontrolę. Wyciągnąłem różdżkę za pazuchy i zaatakowałem czarnowłosą. Zaklęcie odbiło się od niej. Nikt nic nie powiedział, nikt się nie poruszył. Coś próbowało wstać z fotela obok mnie. Znalazłem się tam w ułamku sekundy i przytrzymywałem to „coś” za gardło. Wyczuwałem najpierw przyśpieszony puls i chrapliwie oddechy. Przycisnąłem mocniej.
- Severus, spójrz co robisz. – szepnął mi ktoś do ucha. Na chwilę powróciła kontrola i spojrzałem w czekoladowe oczy mojej ofiary. I to był koniec. Już, po wszystkim. Pełne opanowanie. Puściłem ją, ona głęboko zaczerpnęła powietrza.
- Severus… – powiedziała zachrypniętym głosem i wyciągnęła rękę w stronę mojego policzka. Nic się nie stało. Nie wytrzymałem. MUSIAŁEM ją przeprosić. Niech piekło pochłonie moje zasady. Wobec tej kobiety one nie miały żadnego znaczenia. Tą kobietę CHCIAŁEM przepraszać. Miała przed sobą całe życie, ciekawe perspektywy, a ja jej to odebrałem. Rozłożyłem ramiona i czekałem. To było najkrótsze czekanie w moim życiu. Bez oporu wcisnęła się w moje ramiona, a ja mocno ją oplotłem. Chociaż tyle mogłem dla niej zrobić. Chociaż tyle mogłem jej dać.
- Hermiono… – zacząłem, mówiąc niskim tonem prosto do jej ucha. – Przepraszam. Za wszystko. Czasem ma Cię dość, ale jesteś dla mnie ważna. Proszę… wybacz mi.
- Wybaczam. – powiedziała i pocałowała mnie w policzek. W pierwszej chwili chciałem ją za to zbesztać, ale powstrzymałem się. To przecież było całkiem przyjemne. Ale to i tak nie zmieni tego, że zapije dzisiejsze smutki w butelce wódki.

 

* Sev jest pół księciem, ponieważ jego matka była królową a ojciec mugolem, natomist Charles jest pełnej krwi księciem. :D Mam nadzieję, że z takim obrotem zdarzeń jeszcze się nie spotkaliście/spotkałyście (niepotrzebne skreślić) :D

Pozdrawiam i życzę Weny.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dziękuję ;****

03 maj

JEJEJEUUUU :****** Uwielbiam WAS! Bardzo serdecznie dziękuję za 1000 wejść! :D Jestem bardzo szczęśliwa. Wyobrażacie sobię, siedzę przed laptopem i rozmawiam na Facebooku i wchodzę na bloga. A tam 1008 wejść! Jesteście c.u.d.o.w.n.i. xD Wiem, rozpływam się :D Ale to mój pierwszy blog z tak dużą ilością wejść :D Dziękuję jeszcze raz wam wszystkim, za to, że czytacie, komentujecie, być może polecacie. Alexa, Poison, no i tobie To$ka xD Dziękuję wszystkim ,którzy czytają, a nie skomentowali xD Wiem, wiem. Pogmatwane to i chaotyczne, ale jestem bardzo szczęśliwa :d Tak bardzo szczęśliwa, że być może dziś dostaniecie kolejny rozdział :D a jak narazie, zapraszam na część rozmowy mojej i przyjacółki w której zachwycamy się nad Johnnym Deep’em i Alanem Rickmanem xD UWAGA! Wenogenne! Radzę nic nie pić ani nie jeść, bo może się to skończyć zmarnowanym jedzeniem, tudzież przymusem kupna nowego sprzętu xD

Rozmowa prowadzona na facebooku, po przesłaniu zdjęć Johnnyego xD J – ja   K- przyjaciółka xD

K: a to że my w takich staruchach się bujamy to już cóż xD

J: XD

K: ja pikole.! agrrrr

J: Co?

K: *imię znajomej* obraża Alanka xD nie no nie że obraża…a z resztą xD

J: co ona pierdoli o moim przyszłym mężu?! Zakatrupię!

K: haha xD ej ej ej.! sorry.! TWOIM przyszłym mężu.?! TWOIM.?!

J: NASZYM XD Ja pier, Alan współczuję Ci xD

K: NASZYM.?! no…hmmm…no niech już będzie xD Ja będę mieć 2mężów xD

J: xD Ja będę miała trzech xD I wszyscy będziemy razem mieszkiać xD Ja pier, skojarzenia xD

K: hahaha xD
a 3to.?
Carlise.?

J: Sev xD Sev jako postać bo mam trochę inne wyobrażenie xD Alanek i Johnny xD

K: ej.! to się nie liczy.! chodzi o realny świat.! a skoro tak to ja też mam 3 buahahahah

J: xD cieszy mnie to xD Ale jak juz by chodziło o realny świat to miałabym 4 xD
Ja pier xD

K: ej, wiesz co.? ja bym też napisała list do Johnnego *_*

J: Noooo *-* Kur, cholerni celebryci! Gdzie wy do chuja mieszkacie?!

K: hahahaha xD no dokładnie.!
ej 4.? to kurwa jego jebana mać kto jeszcze do cholery.?!

J: xD Alan, Johhny, Jazz i Carlisle xD Wiem, wiem, rozrzutna jestem xd

K: to 5.! Alan, Johnny, Jazz, Carlisle, Sev ;D
pffff to nie fair.! chwila pomyślmy…to ja mam 7 xD 7.? chyba xD

J: xD Ale o realistyczne to 4 a „mieszane(jakolwiek dziwnie to brzmi)” to 5 xD Ja pier?! Kogo?!

K: dobra są i fikcyjne i realne

Okej To ja muszę jeszcze raz policzyć xD
7

K: Alan, Sev, Johnny, Jack Sparrow *_*, Carlisle, Jazz, Simon xD yhym <33, Edzio…i..hmm to chyba wszyscy xD czyli 8…chyba że któryś mi się przypomni xD
weź wymień swoich
tfu i jeszcze Remus i Syriusz.!

J: Alan, Sev, Johhny, Lupin (*-*), Carlisle, Jazz( spirdu od niego! On jest tylko mój!), Draco i Anthony *-* Czyli 8 xd

K: właśnie jeszcze Draco to u mnie 11 o_O xD

J: xD Ja bym Syriusza nie brała xD Jednak najbardziej Sev i Jazz z tych fikcyjnych a z tych realnych Alan i Johnny xD

K: a ja Syriusza biorę, biorę <33 po tych blogach to z niego zrobili tego złego -.- ale ja i tak go kocham <33

J: xD Nie, ja tam twierdzę, że jest trochę rozwydrzony xD Ale aktor ładny *-*
Ej, mam wenę idę pisac xD

K: pfff mów se co chcesz xD

jejku jeszcze Fred i George by mogli być *_*

J: No *-* Dużo mamy tych mężów xD

 

XD Nie ma to jak  A moje imię brzmiałoby tak: Natalia *moje nazwisko rodowe xD * Snape Rickman Lupin Deep Cullen Hale Malfoy Campbell-Bower xD Cóż :D

A moja koleżanka tak : Wiktoria Maria Oliwia *nazwisko rodowe xD * Rickman Snape Depp Sparrow Cullen Hale *nazwisko chłopaka* Cullen Lupin Black Malfoy Hutcherson Weasley Weasley xD Wyobrażacie sobie przedstawianie się ludziom? xD

Pozdrawiam!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział: XXI

29 kwi

Tada! Rozdział 21 :D A i tak na poprawę humoru, chciałabym wam zaprezentować coś co znalazłam na jednym z FP na Facebook’u :D

Niewtajemniczeni nie czytają xD

Pewnego razu Harry wpadł na genialny pomysł, załatwił zioło i razem z Ronem zajarali, gdy nagle przyłapał ich Snape. Harry się przeraził bo snape wziął skręta od Rona i się zaciągnął. Niespodziewanie Weasley zaczął drapać nogę Harrego w zamyśleniu. Zszokowany Potter spojrzał na Snape’a który pomagał Ronowi drapać Harry’ego tym samym pytając czy mają bagno, po czym wszedł do łazienki gdzie masturbowała się pani Pomfrey. Po chwili dostrzegł, że za kobietą stoi Hagrid z dildo ze smoczym ogonem oraz Dumbledore posuwający zlew. Nie myśląc za wiele, Harry puścił pawia a Hermiona widząc to zajście zjadła wszystko, po czym dołączyła do dyrektora. Kilka minut później weszła do kabiny w której masturbowała sę Mcgonagal. W końcu Granger zaproponowała grupowy seks, Lecz okazało się, że Dumbledore jest gejem i przywłaszczył sobie wszystkich osobników płci męskiej którzy okazali sie być impotentami . Dunbledore zatem stwierdził ze woli swój zlew a reszta zabrała sie do tego bez niego. Wszyscy byli tak zajęci sobą że hermionie pozostało porzucone prze hagrida dildo. Chwile pozniej poszła z Malfoyem i reszta kobiet do łazienki prefektow i zaczęli dziką orgie z użyciem mioteł i kociolkow.Zabawa szla dobrze ale okazalo sie ze Hermiona jes zoofilem i dobrala sie do krzywolapa aż tu nagle okazało sie ze krywolap jest animagiem. Dumbledorowi znudził sie kran i poszedł pomoc hermionie której ukazał sie szalonooki liżacy swoją nogę .Wszyscy byli zdziwieni „jak to? Przciez szalonooki nie jest animagiem” czarodziej wytlumaczyl jednak ze ukrywal to by miec romans z Hermiona.

 

Dobra :D Teraz 21 :D Przyznam, że pisanie z perspektywy Albusa Dumbledora, było co najmniej dziwne xD Ale macie i się cieszcie :D Trochę weselszy od tamtego :d

XXI

~***~ ( Hermiona )

Otworzyłam oczy. I natychmiast z powrotem je zamknęłam. Leżałam w wielkim łożu wtulając się w pierś jakiegoś człowieka. Uderzyła we mnie fala wspomnień i zrozumienia. Wczorajsza Księga, Severus w mojej głowie…O słodki Godryku… Wychodzi na to, że Charles musiał mnie tu przynieść, a to coś co leży na mojej tali, to ręka Snape’a. Powinno mnie to przerażać, ale w zasadzie. Spanie w jednym łóżku z przyjacielem nie jest zbrodnią. No, chyba, że ten przyjaciel jest obiektem twoich westchnień, czym u mnie nie jest.
- Sssss…. – coś uderzyło mnie w sam czubek głowy. Obok ucha usłyszałam ciche i niemiłe warknięcie.
- Nie sycz na mnie, kobieto. To ja powinienem syczeć na ciebie. Charles próbował się zabić, a ja musiałem go od tego uratować, więc straciłem trochę krwi. Chciałem się wyspać, ale coś wielkiego przylgnęło do mojej piersi i nie dało mi się wygodnie ułożyć. – zły nie był, to wiedziałam. Ale, Merlinie broń, był rozbawiony, choć starał się to ukryć.
- No przepraszam bardzo, że nie jestem typem najlepszej poduszki, ale musisz mi wybaczyć, ty też nie jesteś bez winy. Gdybyś się tak nie kręcił, to może byś się wyspał. – odparowałam podnosząc głowę.
- Leż. Chcesz zobaczyć zdziwienie Dumbledore’a?
- Yyy…czy ty proponujesz, żebyśmy zabawili się kosztem dyrektora? – coś mi mówiło, że Snape chyba nie jest trzeźwy.
- On ostatnio też zabawił się moim kosztem, więc teraz ja muszę się odegrać.
- Ale…
- Wejdzie tu za 10 minut. – spojrzałam na niego jak na głupiego, a on tylko opowiedział:
- Nie musisz się we mnie na razie wpatrywać jak w greckiego boga, ale później Ci się to przyda. – zrozumiałam w końcu o co mu chodzi.
- Czyli chcesz udawać, że się przespaliśmy ze sobą? – to wydawało mi się śmieszne, ale…sam fakt, że zaproponował to Snape, dupek z lochów, Mistrz Eliksirów i w końcu mój przyjaciel, był bardzo nęcący.
- Mhmm… – mruknął mi do ucha, a ja czułam jak oblewam się rumieńcem.
- Severus, nigdy więcej tego nie rób.
- Czego?
- Nie mrucz tak. Nawet nie wiesz, jak to na mnie działa.
- I nie chcę się dowiedzieć. Choć z drugiej strony… – zamurował mnie. Musiałam wyglądać bardzo głupio, bo Snape tylko parsknął. – Oh, wy kobiety. Same kłopoty z wami.
- Dobrze, że nie wiesz jakim ja jestem kłopotem. – mruknęłam pod nosem, tak by nie słyszał, ale jego ucho wychwyciło wszystko.

~***~ ( Albus )

Ale mamy piękny dzień. Albo nie. Nie zjadłem jeszcze dropsa, więc dzień jest „bebe”. Sięgnąłem po puszkę z cytrynowymi dropsami i wyciągnąłem jednego po czym włożyłem go do ust. Chyba czas odwiedzić Severusa. Wczoraj podobno wylało się na niego to diabelstwo. Cholera! Skoro on czuł ból…to oznacza kolejny atak. Nie dobrze, nie dobrze.
Szybko przemierzyłem korytarze i stanąłem na siódmym piętrze, przed drzwiami do komnat Charles’a. Nacisnąłem klamkę i zdziwiłem się, że drzwi ustąpiły. Obrazek jaki zobaczyłem za drzwiami, do poważnych na pewno nie należał. Mój szpieg siedział na fotelu, ubrany tylko w spodnie ( z resztą, czego się po nim spodziewałem?!), a na jego kolanach, dość blisko strategicznego miejsca, siedziała młoda Gryfonka. Żeby ona siedziała jakoś normalnie, ale nie! Siedziała na nim OKRAKIEM, Severus trzymał ją w pasie, a ona wyglądała, jakby całowała jego szyję. Cóż, młodzi, chcą korzystać z życia. Chrząknąłem nieznacznie, nie chcąc przerywać im tej „przyjemności”. Osobiście wolę Minerwę, ale cóż. Każdy mężczyzna wybiera po swojemu. Severus podniósł głowę i uśmiechnął się tym swoim uśmiechem numer 6, Pt. „Chciałbyś tak, no nie?” i odchylił się lekko w fotelu, by zwrócić uwagę Gryfonki na mnie.
- Hermiono, zobacz kto nas odwiedził. – Snape jak zawsze miał swój zimny ton. Oho, coś tu nie grało tak, jak powinno.
- Sev, obiecałeś mi coś wczorajszej nocy. Weź go potraktuj jakąś klątwą i kontynuujmy. – Oni udawali! Haha! Mam ich! Czekaj. Nie zdradzaj się, głupi! Popatrz co będą robić, przecież może Ci się to przydać!
- Hermiono, to dyrektor. Nadal nie zmienisz swojego zdania?
- Nie. Nic mnie nie obchodzi, że to dyrektor. Przez ciebie nie mogę normalnie siedzieć, więc musisz naprawić swoje winy. – Dobrze grali. To musisz im przyznać, Albusie. Idealni aktorzy. Idealni szpiedzy.
- Ekhem… ja tylko zostawię kartkę z eliksirami do zrobienia i uciekam. Nie chcę wam przeszkadzać. – udawałem skołowanego, nie chciałem przecież, żeby mnie odkryli.
- Połóż ją na stole, Albusie i daj nam w spokoju dokończyć to co zaczęliśmy. – Severus nawet nie mrugnął okiem, tylko odchylił szyję i teraz widziałem, jak Hermiona „zabawia się” jego uchem. Podszedłem do stolika i to był błąd. Młoda Gryfonka miała na sobie koszulę mojego szpiega, która podwinęła się i teraz odkrywała jej pośladki, na których spoczęły dłonie Mistrza Eliksirów. Severus musiał się nieźle kontrolować, wiem jak on jest, kiedy przychodzi do kobiet. Nie żebym z nim próbował, co to, to nie. Nie mam skłonności masochistycznych. Jak już wspominałem, wolę Minerwę. Pospiesznie wyszedłem z komnat w których ( o dziwo!) nie zastałem Mistrza Zaklęć ( pewnie gdzieś się szwenda po zamku) i będąc już za drzwiami usłyszałem donośny śmiech dwójki „Dorosłych Dzieci”. Severus rzadko się śmiał, a to niestety musiałem przyznać, że śmiech miał zabójczy. Minerwa się rozpływała, Molly lała wodę nie tam gdzie trzeba, dzieci uciekały myśląc o nadchodzącej śmierci. A teraz Snape śmiał się z Największą Czarownicą Od Czasów Roweny Ravenclaw. To najlepiej dobrana para szpiegów pod słońcem.

~*~ ( normalnie xD)

Trzasnęły drzwi a ona spojrzała mu w oczy i głośno się roześmiała. On też zaczął się śmiać, ale nie tak jak wtedy. Śmiał się długo, głęboko i czysto. Jego głos za razem przerażał i podniecał, był jak kubeł zimnej wody po gorącej herbacie. Patrzyła na niego i można chyba powiedzieć, że podziwiała. Nie kochała się w nim, ale musiał przyznać, że był piękny. I uzdolniony w TYM kierunku. Gdy poczuła jego pocałunki na szyi…o Słodki Sal…tfu! Godryku! Nie, żeby nie próbowała z Ronem takich rzeczy, ale Ron był inny. Mniej delikatny. A Severus, cóż, gdyby całując jej szyję, powiedział, że bierze ją do sypialni i tam weźmie ją na sto sposobów, to poddałaby mu się z chęcią. Ciągle siedziała na jego kolanach i wycieńczona ze śmiechu opadła na jego ramię, ciągle drżąc ze śmiesznej miny dyrektora Hogwartu.
- Hermiono, znam więcej sposobów. – parsknął rozbawiony.
- Co?
- Znam więcej niż sto sposobów na seks.
- Znów grzebałeś w moich myślach! Ty cholerny sukinsynie! – uderzyła go pięścią w tors.
- Uspokój się. I nie takim tonem.
- Myślałam, że od jakiegoś czasu jesteśmy na tym samym poziomie!
- Twoje zachowanie o tym nie świadczy. – przemawiał swoim nauczycielskim tonem, tak jak na każdej lekcji eliksirów, kiedy Longbottom zepsuł kociołek. – Po za tym, jesteś za młoda, by wiedzieć coś na ten temat. – Teraz siedziała bokiem, patrząc na niego spod łba.
- Jakoś nie widziałam na twojej twarzy, byś był zdegustowany.
- Bo nie byłem. Po prostu twierdzę, że nie wielu rzeczy jeszcze nie wiesz.
- I mam nadzieję, że ty nie będziesz mnie ich nauczał, złodzieju myśli.
- Nauczał Cię nie będę, ale kilka moich innych zdolności pokazać mogę. – jego oddech owionął jej ucho, kiedy Mistrz Eliksirów mruczał obietnicę.
- Nie wypowiadaj obietnic, których n-nie możesz dotrzymać. – głos jej się załamał, chyba z wrażenia, jakie sprawiało przebywanie tak blisko Mistrza Eliksirów. No i ten jego piekielny zapach! Czy on nie mógł używać jakiś innych perfum?!
- Skąd wiesz, że ich nie dotrzymam? Właśnie pokazuję Ci, co mogę zrobić z tobą samym głosem. Gdybym teraz wziął Cię na ręce, zaniósł do sypialni i zaproponował kochanie się, to nie protestowała byś. – odsunął się od niej i z miłą chęcią zanotował, że do twarzy jej w rumieńcach. Cholera, Snape, ty stary zboczeńcu! Czyś ty zdurniał do reszty?! Ona jest młodsza o 20 lat! Nawet gdybyś wziął ją do łóżka, ( co jest kuszące ) to ona i tak uciekłaby rankiem, nie chcąc mieć do czynienia z takim jak ty. Przyznaj, Snape. Ona jest ładna. I całkiem wygadana. I bezczelna. Ma niewyparzony język. A ten niewyparzony język… Snape! Powściągnij konie! Ja, twój mózg, rozumiem, że nie kochałeś się od 6 lat, bo nie miałeś na to czasu, ale chłopie! Przecież nie zrobisz tego w brew jej woli! Pamiętaj kim jesteś dla niej i jak dużo jej zawdzięczasz. Ciągnąc dalej swój wewnętrzny monolog, Severus nie zauważył nawet, jak znalazł się w kuchni ( beznadziejnie urządzonej, jeśli chcecie znać jego zdanie) i robił śniadanie. Charles miał w tych komnatach przegwizdane. Skrzaty nie dochodzą, bo za daleko z kuchni, dzieciaki mają lekcje, Dumbledore blisko. Nic tylko umrzeć.

~*~

Z donośnym trzaskiem aportował się przed Szary Dwór*. Trochę pomizerniał. Wielka baszta na środku, przez którą wchodziło się ośrodka, była oblepiona bluszczem. Symetryczne skrzydła, po lewej i po prawej stronie, z szarych, zrobiły się czarno-zielone. Okna, ustawione w równych rzędach, były powybijane. Tylko jedno się zachowało. W pokoju gościnnym, który tak uwielbiał Sev. Odetchnął głośno i ruszył przed siebie szeroką, błotnistą dróżką. Wyciągnął różdżkę zza pazuchy płaszcza, na którym spoczywały mokre od deszczu, sięgające pasa włosy. Przyświecając sobie prostym „Lumos” wszedł na piętro, by stanąć przed ostatnimi drzwiami. Znów wziął głęboki oddech i nacisnął klamkę, która ustąpiła bez oporu. Zaskrzypiały drzwi, do jego nozdrzy dobiegł ostry zapach krwi i Ognistej. Tępy ból w tyle głowy, zimna posadzka. Czerwone oczy w połączeniu z twarzą mężczyzny. I to jedyne co pamiętał. A potem nic. Pustka.

~*~

- Nie tak! Spójrz jeszcze raz. – szósty raz w ciągu godziny grał ten sam kawałek, który ta tępa Gryfonka nazwał ich kawałkiem. Nie żeby mu to przeszkadzało, ale powtarzanie jej szósty raz, że ma zagrać E-moll, było dla niego męczące. – Graj. – warknął. Sam jej to zaproponował, to teraz musi ją znieść.
- Sev, spokojnie. Nauczę się.
- Nie. Mów. Do. Mnie. Sev. – syknął przez zaciśnięte zęby.
- Już, dobrze. Nie denerwuj się, bo Ci się czoło marszczy, a masz za mało skóry na twarzy i oczy Ci się zamykają.
- Ty…!
- Tak, wiem. Jestem bezczelna, głupia, piękna, dziwna, nienormalna i stuknięta. Gdybyś nie mówił mi tego co kilka minut, pewnie zrobiłoby to na mnie wrażenie.
- Przecież ja Ci nie powiedziałem, że jesteś piękna! Ty…No, ty cholerna kobieto! Grzebałaś w mojej głowie! Ile wiesz?! Nie pomyślałaś, że to mogło Cię zabić?! – wstał i patrzył na nią z ogniem furii w oczach.
- Cóż. Wiem dużo.
- Gadaj.
- Nie.
- Granger…
- Profesorze, wiem jak się nazywam.
- No tego to już za wiele! – wstał od fortepianu i wziął ją na ręce. Nie protestowała, no bo niby jak?! Wszedł do sypialni, wdrapał się na łóżko i ja samą rzucił na poduszki. Teraz to on siedział na niej okrakiem, przytrzymując jej nadgarstki nad głową. – Teraz mi powiesz? – syknął jej do ucha.
- Nie.
- Cóż, nie chcesz po dobroci, wyjdzie diabeł. – pochylił się nad jej szyją i już wiedziała, co chciał zrobić. Chciał ją zdekoncentrować. Nie da się tak łatwo. Cóż, jego dość wrażliwe miejsce, było idealnie nad jej kolanem. Możecie sobie wyobrazić, co zrobiła. Mistrz Eliksirów zgiął się i syknął przez zaciśnięte zęby. – Jeśli przez ciebie będę impotentem, to masz zagwarantowane, że nie przeżyjesz wojny, a jeśli ją przeżyjesz, to umrzesz w tym łóżku.
- Taaa, jasne. Wystarczyło poprosić.
- Teraz to ty musisz błagać o litość, bo jak Cię kiedyś dorwę, to Charles dostanie sakiewkę od Minerwy. Prościej mówiąc: skończy się to wyginaniem ciała na moim łóżku w twoim wykonaniu. Teraz, łaskawie powiedz mi, co wiesz.
- Hmmm…chyba wystarczająco się nacierpiałeś.
- Gadaj, kobieto.
- Cóż. Po pierwsze: Nie jesteś starym zboczeńcem. Po drugie: nie uciekłabym rankiem, bo nie śpię z facetami tylko dlatego, że są napaleni. Do kochania się potrzeba uczuć. Po trzecie: Mój niewyparzony język umie dużo, a nawet więcej i kto wie, czy kiedyś się o tym nie przekonasz. Ale nie rób sobie większych nadziei. Po czwarte: Cieszę się, że dużo mi zawdzięczasz. Ja tobie także. No, to chyba wszystko. A! Nie! Jeszcze jedno. Kiedyś to powściąganie koni, wyjdzie Ci bokiem. Idziesz na herbatę?
- Kurwa mać… – zdołał tylko tyle powiedzieć. – Masz talent, dziewczyno, wyjątkowy talent.

 

Xd Wiem, wiem :D Jestem podła, że kończę w takim momencie :D

* Szary Dwór wygląda mniej więcej tak: 
http://besty.pl/2303143
  :D

Co tam takiego :D Komentujcie, łapkujcie, polecajcie i trzymajcie kciuki za następny rozdział, bo najgorzej jest zacząć :D

Pozdrawiam!

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

O Aniołach i Demonach słów kilka.

27 kwi

Taka notka w ramach dalszej „podzięki” za 20 rozdziałów na tym blogu, bo to głównie dzięki wam, dalej piszę :D

Krótko, angstowo i dziwnie. Zapraszam do czytania i komentwoania. Aha, jeszcze jedno :D „Miniaturka” nie ma powiązania z HP :D Ale wstawiam, choć przy ostatniej nie doczekałam się oceny xD

O aniołach i demonach słów kilka.

Ogromne drzewa zdawały się obserwować ją z każdej strony. Złowieszczy szum wiatru przyprawiał ją o dreszcze. Nie wróci do domu! Nie będzie znów poniżana i pomijana. Zacznie żyć na własny rachunek. Las przerażał ją, ale też fascynował. Teraz pogrążony był w ciemności, która zdawała się chcieć zawładnąć światem. Szła odziana tylko w lekką, wiosenną kurtkę która opinała się na niej, nie dając żadnej ochrony. Z każdą minutą wiatr przybierał na sile, liście coraz bardziej złowieszczo szeleściły pod jej stopami. Nie wiedziała w którą stronę się skierować. Każda ścieszka wydawała się być błędna, każde drzewo wyglądało tak samo. Obróciła się za siebie, lecz nie zobaczyła niczego. Tylko ciemność. Stanęła na rozstaju dróg.
- Boże, dopomóż… – szepnęła. – Jak ja mam żyć? Którędy pójść? – cisza. – Milczysz. Fakt, przecież ty nie pomagasz tym zagubionym, bo po co? – instynktownie wybrała prawą ścieżkę. Weszła w ciemność. Kroczyła dalej. Po co mam żyć, myślała, po co dalej iść w ciemność, kiedy mogę wyjąć nóż z cholewy buta i skończyć z tym wszystkim? Przybliżyła śmiercionośne narzędzie do swojego nadgarstka.
- Żegnaj świecie. Nie żal mi ciebie…
- Stój. – zimny głos odbił się echem od ściany lasu.
- Kim jesteś? – spytała opuszczając ręce. Nikogo nie widziała. Nikogo nie było w pobliżu.
- Jestem częścią ciebie.
- Nie możesz nią być.
- Dlaczego?
- Bo ja jestem tutaj. W pełni materialna i namacalna. Ty jesteś wytworem mojej wyobraźni.
- Tak myślisz? – przed nią pojawiła się dziewczyna. Nie, raczej kobieta. Naznaczona wieloma doświadczeniami, zmęczona życiem. Kobieta podobna do niej. – Jak wytłumaczysz to, że rozmawiasz z wytworem swojej wyobraźni? – dziewczyna zaniemówiła. Kobieta była kruczoczarna, loki opadały na jej twarz. Była ubrana w lekką, zwiewaną przez wiatr sukienkę w kolorze kości słoniowej. Sukienka sięgała kolana, a obca była bosa.
- Kim jesteś, zjawo?
- Aniołem.
- Nie istnieją.
- Istnieją. Według ludzi jestem aniołem stróżem. Ja jestem twoim aniołem.
- Nie możesz nim być.
- Nie spieraj się.
- I tak mnie nie zatrzymasz. – podniosła rękę do nadgarstka i przecięła go. Krew spływała po jej szczupłej dłoni, skapując po jej palcach na suche liście. Anioł podszedł do niej i przycisnął swoje palce do rany na jej nadgarstku. Zobaczyła wszystko jak na powtórce. Cała krew, której została pozbawiona, wracała tą samą drogą, co wypłynęła. Po przecięciu nie było ani śladu.
- Teraz wierzysz?
Dziewczyna nie odpowiedziała. Anioł kontynuował.
- Nie jestem tu z polecenia Boga, bo nie jemu służę. Jestem twoim aniołem i poczułem, że czas się ujawnić, by ci pomóc. Moje przeciwieństwo, Anioł Śmierci interesuje się tobą. Chce mieć Cię jak najszybciej w swoich szeregach. Nie pozwolę na to.
- Nie zatrzymasz mnie! Nie chcę żyć! Nie chcę dalej być wyrzutkiem społeczeństwa! Chcę umrzeć! Daj mi odejść!
- Nie. – dziewczyna szlochając znów podniosła nóż. Tym razem nie do nadgarstka, ale do swojej szyi. – Nie rób tego. Proszę, nie rób tego. Nie jestem na tyle silna, by cię uzdrowić. Daj mi się poprowadzić. Pokażę Ci wyjście z ciemności.
- Nikt mi nie pomoże. Nie chcę żyć, nie chcę… – tak brzmiały ostatnie słowa wypowiedziane przez dziewczynę. Po chwili leżała już na ziemi, jej anioł leżał obok niej. Dwie istoty stopiły się w jedno, dwie istoty umarły razem, przez głupotę jednej z nich. Ale umarły szczęśliwe. A to wydaje się być najśmieszniejsze w śmierci. Umrzeć szczęśliwym, tylko po to, by zadać ból kochającym. Umrzeć by powstać.

 

Komentujcie :D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii