RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

HALOO

17 gru

Cześć wszystkim, którzy jeszcze tu zaglądacie. Może was zadziwi ta notka, ale żal mi zostawiać to po tak długiej przerwie.
Brak wpisów był związany z moimi osobistymi problemami, nauką, a także brakiem zwyczajnie czasu i weny.
Czy chcecie, abym zaczęła dla was cos nowego? Dla wszystkich którzy siedzą tutaj, zaglądają czasem na tę stronę i katują mnie w komentarzach „WRÓĆ BO ZATŁUKĘ?!” ? Ten sam parring, postawiony w innym świetle. Dlaczego nie skończę tego? Ponieważ uważam, że w tym opowiadaniu moja fabuła upadła na dno, jest wiele błędów, które dostrzegam po latach (pamiętna śmierć Rona), a także nie widzę sensu po tylu latach wracać do czegoś, co mogłoby nie współgrać z moim aktualnym stylem pisania. Jeśli chcecie – dajcie odzew dziewczyny! Czekam na was, tak jak wy czekałyście cały czas na mnie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Tabula Rasa”

25 kwi

Cześć czołem! :)

Być może to nie rozdział o Severusie i Hermionie *jeszcze trochę na niego poczekacie*, ale mam nadzieję, że też przeczytacie to co nabazgrałam na konkurs ;) Nie oczekuję wyróżnień i nic z tych rzeczy, ale fajnie było pobawić się w profesjonalnego pisarza. Zachęcam do czytania i pamiętajcie, każdemu należy się „Tabula rasa” :)

 

„Tabula Rasa”

Stare schody zaskrzypiały pod naporem setek uczniowskich stóp. Jak okiem sięgnąć, wszędzie widziało się ciemne mundurki z herbem szkoły na plecach, a gdzieniegdzie można było dostrzec brązowy garnitur czy czerwoną sukienkę. Młody, ciemnowłosy chłopak wspinał się spiralnymi schodami, jedną ręką trzymając się poręczy pokrytej złuszczoną żółtą farbą, a drugą ręką taszcząc za sobą niebieski plecak. Był okropnie zmęczony, choć w zasadzie dopiero wszedł do szkoły. Rozejrzał się po ciemnych, obdartych ścianach. Ktoś krzyknął z końca korytarza.
- Hej, Liber! Liber! Tutaj! Biologia! – wysoki chłopak stał przy zielonych drzwiach i machając ręką, powoli zaczął przedzierać się przez tłum.
- Jakbym nie wiedział – mruknął Liber i przybił piątkę chłopakowi. Rzucił swój plecak pod drzwi sali i rozejrzał się po ciasnym korytarzu. Na prawo były schody prowadzące w dół, do piwnicy, gdzie żaden z uczniów nie wszedł. Podobno tam straszy, ale woźny zawsze wychodzi stamtąd cały, więc razem z Horatiusem postanowili kiedyś się tam zapuścić i wybadać sprawę. Na lewo była klasa od języków obcych, jedna na całą szkołę, więc zawsze były problemy, by pomieścić wszystkich uczniów. Musieli schodzić na dół po krzesła, a trzy piętra z krzesłami na plecach, to całkiem sporo. Jego wzrok zatrzymał się dłużej na ogromnych drzwiach na końcu korytarza. Nie macie pojęcia, jak bardzo chciałby znów przejść przez te drzwi i poczuć wszystko to, co kryją ciężkie dębowe regały. Niestety, musiał przesiedzieć paskudną lekcję biologii, by chociaż na pięć minut zajrzeć między stare, pożółkłe strony książek. Dzwonek nieznośnie zadzwonił mu przy uchu. Przez drzwi sali wszedł starszy profesor, którego okulary były posklejane taśmą, a wieczne pióro, które nosił w butonierce, właśnie poplamiło mu garnitur. Nie zważając na to, stanął za biurkiem i donośnym głosem powiedział:
- Wyciągamy karteczki!
Liber ciężko westchnął. Komórki zwierzęce nie były tym, co lubił najbardziej.
Ten dzień zapowiadał się okropnie. Później było jeszcze gorzej. Nawet na polskim chłopcy usłyszeli nieciekawą informację:
- No dobrze, spakujcie się. Przypominam o jutrzejszym sprawdzianie z rzeczownika! – drobna polonistka w czerwonej sukience ciepło uśmiechnęła się do uczniów i zaczęła zbierać swoje rzeczy z biurka. Liber i Horatius pędem wybiegli z klasy i uśmiechając się od ucha do ucha, jak to zwykle bywa po lekcjach polskiego, zbiegli po skrzypiących schodach i z impetem wpadli do biblioteki. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo i każdy ruszył w swoją stronę. Liber zaczął szybko przeglądać półki w dziale fantastycznym, a Horatius, któremu ciągle spadały z nosa okulary, wertował kartki „Mistrza i Małgorzaty”. Co chwila mijali się, krążąc między dębowymi regałami, trzymając w rękach kolejne tomy. Tam mignął niebieski plecak, tam czerwona kurtka. Czasem robili sobie głupie żarty i stawali po drugiej stronie półki, a kiedy jeden z nich wyciągał książkę, drugi krzyczał głośno i wyraźnie: „Wiem, co czytasz, świntuchu!”, a po chwili oboje tarzali się po podłodze, śmiejąc się do rozpuku.
- Chłopcy, troszkę ciszej. Tutaj się pracuje! – starsza już bibliotekarka próbowała ukryć uśmiech i skarcić chłopców, niestety, oni dobrze wiedzieli, że sama chętnie by się do nich przyłączyła.
- Dobrze, proszę pani – krzyknęli chłopcy unisono i popędzili w drugą stronę. Minęli półki z fantastyką naukową i przeszli przez drzwi na końcu sali. Stanęli przed regałem z bardzo starymi książkami. Liber delikatnie wyjął wolumin, którego nigdy wcześniej tu nie widział. Czarna okładka lśniła w blasku jednej ze świec palącej się na stoliku w rogu.
- Widzisz gdzieś autora? – zapytał Horatius i wziął książkę z ręki przyjaciela.
- A tytuł? – dodał Liber i przyjrzał się książce.
Horatius otworzył książkę i zaczął wertować kartki. Jedna, druga, trzecia i kolejne…
- Tu nic nie ma! Strony są puste! – krzyknął po chwili.
- Może to jakiś pamiętnik, którego nikt jeszcze nie zapisał? – szepnął cicho Liber i sam zaczął przeglądać kartkę za kartką. Horatius przyjrzał się książkom obok.
- W zasadzie, Liber, byliśmy kiedyś w tej części biblioteki? Spójrz na ten obraz. Widziałeś go kiedyś? – Horatius wskazał na malowidło na ścianie przedstawiające, z tego co wiedzieli chłopcy, średniowieczny taniec śmierci. – Przeszliśmy przecież całą bibliotekę wzdłuż i wszerz. Nie przypominam sobie żadnych obrazów.
- Problem w tym, że ja też nie. Czekaj, o co tu może chodzić. Zastanów się, Hor. – Liber przeszedł wzdłuż regału. – Czy kiedykolwiek przechodziliśmy przez drzwi w samej bibliotece? – ręka chłopca wskazała na ciemne, rzeźbione drzwi. – No zastanów się!
- Chyba nigdy – mruknął Horatius.
- No właśnie! – Liber podszedł do drzwi i szarpnął za klamkę. – Szlag, zamknięte. – szarpnął jeszcze raz za mosiężną klamkę, drzwi ani drgnęły. – I co teraz? – odwrócił się do przyjaciela i zdębiał. Horatius właśnie przesuwał regał, na którym znaleźli pustą książkę. – Zgłupiałeś?! Co robisz?! – krzyknął, ale już było za późno. W powietrze wzniosły się kłęby duszącego dymu, książki po kolei uderzały o podłogę, a po chwili głośny łomot oświadczył upadek regału.
- Siedź cicho i patrz! – krzyknął Horatius i wskazał ręką na drugie drzwi. – Były ukryte za regałem. Kiedy wyjęliśmy książkę, po drugiej stronie regału była klamka. – Chłopcy spojrzeli na siebie i kiwnęli głowami. – Na trzy?
- Dobrze.
- Raz.
- Dwa.
- Trzy! – pociągnęli drzwi do siebie, te nawet nie skrzypnęły. Kolejne kłęby kurzu wzbiły się w powietrze.
- Kogo na miłość Boską przywiało?! A może w ten sposób?– zachrypnięty głos cicho odezwał się zza drzwi. – Niech no się tylko pokaże ten, co spokój mój zakłóca! – Drzwi otworzyły się szerzej, a przez nie wszedł niski, młody? mężczyzna. Nerwowo rozejrzał się po pokoju, jego habit zafurkotał, a kiedy zobaczył przewrócony regał, złapał się za głowę. – I kto to do licha posprząta?! – westchnął cicho. Ignorując chłopców, chwycił mocno regał i spróbował go podnieść.
- To może my pomożemy? – mruknął cicho Liber i o mało co nie oberwałby książką w głowę.
- Kim jesteście?! Czego chcecie?! – chłopcy dopiero teraz zauważyli, że to wcale nie był zwykły człowiek, ale mnich. Najprawdopodobniej ktoś, kto pracował w skryptorium, bo jego palce były poplamione atramentem.
- My przyszliśmy tutaj przez… drzwi. Z biblioteki – szepnął przestraszony Horatius.
- Z jakiej biblioteki? – mocno zdziwiony mnich spojrzał na chłopców. Regał nadal leżał na ziemi.
- Szkolnej. To takie miejsce w szkole, gdzie jest mnóstwo książek – wytłumaczył Liber.
- Książki? Przeszliście przez drzwi z biblioteki szkolnej, gdzie jest dużo książek, przewróciliście regał… Mnich przez dłuższą chwilę milczał z wyrazem głębokiej konsternacji na twarzy.
- Wy znaleźliście książkę, prawda? – mnich aż podskoczył. Różaniec przy jego boku lekko się zakołysał. – Czarną książkę, bez autora i bez tytułu! Znaleźliście ją? Odpowiedzcie! – krzyknął.
- Tak, znaleźliśmy.
Mnich nerwowo przeszedł się po pokoju. Jego buty zostawiły ślady na zakurzonej podłodze.
- A mówił przeor, nie otwieraj drzwi! Mówił! Jaki ja jestem głupi! Boże, wybacz mi moje nieposłuszeństwo, mea culpa, mea culpa* – uderzył się w pierś i wzniósł oczy ku niebu.
- Czy coś się stało? – Liber zaciekawiony zachowaniem mężczyzny podszedł do niego.
- Oj, stało się! Cóż żeście narobili najlepszego! Wypuściliście go! Teraz już nikt nie spojrzy na książki! – przerażony mnich chwycił obu chłopców za kurtki i wciągnął ich przez drzwi. Przeszli razem przez długi korytarz, a na końcu mnich wepchnął ich do celi i zaryglował drzwi. Opowiedział im całą historię. Chłopcy nie mogli uwierzyć.
- Twierdzisz więc, że wypuściliśmy to „coś” i teraz musimy to naprawić? – Liber rozglądał się po kamiennych ścianach klasztoru. Nie mógł uwierzyć w całą tę historię. – Może od początku, bo nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. W jakiejś księdze ktoś kiedyś napisał, że przyjdzie takich dwóch, którzy przewrócą regał z książkami i wypuszczą stwora, który będzie odwodził ludzi od czytania. I żeby to zmienić, trzeba przeczytać książkę. Problem polega na tym, że brakuje jednej kartki. Dobrze zrozumiałem? – nie wiedział dlaczego, ale śmieszyła go ta historia.
- Widzę, że geniuszami to wy nie jesteście. Owszem, dobrze zrozumiałeś – mnich ciężko westchnął. – Ad fontes, chłopcy. Ad fontes.**
- Masz tę księgę, prawda, Scryptorisie? – Horatius spojrzał wyczekująco na mężczyznę.
- Tak – rzekł cicho mnich i spod wiekowego już pulpitu wyciągnął małą książkę. – Tak jak mówiłem, jest wybrakowana. Nie ma jej jednej strony – zwiesił głowę i podał książkę chłopcom. – Nie ma takiej wskazówki, która pomogłaby wam znaleźć tę jedną stronę. Prawdopodobnie jest tu, w klasztorze. Ale gdzie? Tego nikt nie wie. Wy dostaliście się tutaj przez drzwi, nie macie pojęcia o kondygnacjach tego budynku. Nie ma mowy, żebyście znaleźli jedną, jedyną kartkę w całym opactwie.
- Chyba nas nie doceniasz, Scryptorisie – obaj chłopcy uśmiechnęli się do siebie i zaczęli czytać książkę. Muszą pomóc, sami narozrabiali.
Mijały godziny. Chłopcy zadawali zakonnikowi mnóstwo pytań. Wreszcie Liber krzyknął:
- Jest! Znalazłem! Mapa ukrycia tej piekielnej – przerwał, gdyż zorientował się, że w obecności mnicha powinien bardziej uważać na słowa – przepraszam, tak mi się wyrwało, no wiecie, tej kartki! To na niej jest cała historia! Scryptorisie, pomóż nam! Znasz ten klasztor jak własną kieszeń! – krzyczał uradowany jak nigdy. Nic nie rozumiał z tej historii, może był to tylko jego sen, ale bardzo mu się ten sen podobał.
- Hmmm… można by zejść bocznym wejściem. Nigdy nie byłem w tej komnacie, ale można by spróbować. Audaces fortuna iuvat.*** Raz kozie śmierć. Chodźcie! – Scryptoris pewnie przemykał wąskim korytarzem i mijał kolejne zakręty. Szedł tak szybko, że trudno było za nim nadążyć. Minął jedne drzwi, drugie i trzecie. Zatrzymał się na końcu korytarza i zapukał delikatnie. Nikt się nie odezwał.
- Wejdźcie. I szukajcie – powiedział do chłopców, a ci ruszyli przed siebie. Weszli przez ciemny korytarz i dopiero w blasku świecy dostrzegli, co to za miejsce. Łaźnia! Najsłodsza księgo, byli w łaźni! Nie mogli wytrzymać i oboje się roześmiali.
- Myślałeś kiedyś o tym, by szukać kartki z książki w takim miejscu? – parsknął Liber.
- Nigdy w życiu. Ale to może być ciekawe – uśmiechnął się lekko Horatius. – Co mówiła ta księga? Że gdzie szukać?
- Nie mam pojęcia. Chyba za jakimś kołem – chłopcy rozejrzeli się po pomieszczeniu. Tylko jedna rzecz miała tu kształt koła. A było to okno.
Horatius spojrzał wymownie w stronę otworu.
- Mam przez nie skoczyć? Jesteś nienormalny! Tutaj jest z pięć metrów! – krzyknął Liber.
- Nic ci nie będzie, skacz! – odkrzyknął Horatius.
- Nie ma mowy! Nie zrobię tego!
- Dobrze, to chociaż spójrz w dół. Widzisz coś?
- Coś tam widzę – Liber wychylił się przez okno i spojrzał na idealnie przystrzyżony trawnik. Kilku mnichów pracowało w przyklasztornym ogrodzie. – Na dole, przy murze jest jakieś pomieszczenie. Może tam?
- Warto spróbować – mruknął Horatius i odwrócił się na pięcie. Był zmęczony, miał dość tych wycieczek. Och, mogli w ogóle nie ruszać tego regału. Nic by się nie stało!

Tymczasem w szkole mijała lekcja za lekcją. Normalnie. No, może nie do końca. Liber i Horatius zniknęli z klasy i nie pojawili się na ostatnich zajęciach. W zasadzie może to dobrze, bo punktualnie o 12 zabrzmiał dzwonek alarmu przeciwpożarowego. Biblioteka szkolna stała w płomieniach, a w parku na ławce siedział młody mężczyzna w garniturze i ze zwiędłą różą w butonierce.

- Czyli co, mamy szukać w książce?! Czego jeszcze?! Może powłóczymy się po średniowiecznym klasztorze, tak dla zabawy. Wracajmy! – Horatius był zdenerwowany. Najpierw szukali tej kartki, a teraz, kiedy już znaleźli, mają szukać w jakiejś książce! No i czego niby jeszcze?! Może kwiatków zimą na łące?! Nie, tego było za wiele!
- Spokojnie, Hor. Jeśli chcesz, wróć. Obawiam się jednak, że drzwi się nie otworzą – wyraźnie zmęczony Liber też stracił entuzjazm. Być może byłaby to wspaniała przygoda, ale nie dla niego. Znaleźli tę kartkę po tylu przewróconych rzeczach, a ona mówi tylko jedno. Szukajcie w książce. Niby w jakiej książce? Brakowało im sił. – W zasadzie. Wróćmy. Też mam już dość. – Liber ciężko westchnął i wstał z zielonej trawy. Przeszli wzdłuż kamiennej ściany i weszli do środka przez ogromną, klasztorną bramę. Na dziedzińcu nie było nikogo oprócz Scryptorisa, który kiedy tylko ich zobaczył wstał ze swojego krzesła i podbiegł do nich.
- I co?! Macie? – podskoczył na ich widok, ale gdy zobaczył ich miny, posmutniał.
- Mamy kartkę, nie mamy siły – powiedział Horatius i ciężko opadł na krzesło.
- Mam pomysł! – krzyknął nagle Scryptoris i rozejrzał się po sali. – Bracie! Bracie! – krzyknął do któregoś z mnichów i szybko do niego podbiegł. Porozmawiał z nim chwilę i wymachując rękami, podbiegł do chłopców. – Pora coś zjeść – chłopcy uśmiechnęli się promiennie i pobiegli za mnichem.

Siedząc przy ogromnym stole, planowali co zrobią dalej.
- Może wystarczy tam pójść i po prostu wyważyć drzwi? – mruknął Horatius, ładując sobie do ust kanapkę.
- Zgłupiałeś? Chcesz uszkodzić połączenie między epokami? To by zniszczyło harmonię w świecie. Nie ma mowy!
Scryptoris wlał sobie do ust herbatę i wytarł usta rękawem.
- A może po prostu tam pójdziemy? – szepnął Liber. – Może po prostu wystarczy któraś z ksiąg z tamtego pokoju? Może… eureka! – na twarzy chłopca pojawił się szeroki uśmiech. Wstał z krzesła i pędem pobiegł na górę. To proste! Przecież książka była nie zapisana, bo nikt nie stworzył takiej historii! Nie ma książki bez wcześniej wymyślonej historii! Och, jakie to jest logiczne! To ich historia będzie zapisana w tej książce! Muszą tam wrócić, to odpowiedni moment.
Przebiegł przez korytarz i pchnął ciężkie drzwi. Przeskoczył przez przewrócony regał i aż krzyknął. Wiedział! Wiedział, że drzwi będą otwarte! Wiedział!
- Horatiusie! Horatiusie, prędko!
Nie mogąc się powstrzymać, przeszedł przez drzwi, w biegu chwytając książkę w czarnej okładce. Po chwili obok niego pojawił się Horatius. To co zobaczyli wprawiło ich w osłupienie. Podłoga szkolnej biblioteki była zalana wodą, rozmazany atrament zabarwił w niektórych miejscach wciąż stojącą wodę. Chłopcy przeszli kawałek dalej i usłyszeli tylko trzask zamykanych drzwi. Podskoczyli oboje, przez co do butów wlała im się woda.
- Co teraz? – Horatius spojrzał z przerażeniem na swojego przyjaciela.
- Nie mam pojęcia. Chodźmy stąd, nie mogę na to patrzeć. – Liber przeszedł wzdłuż zalanych regałów, aż do kontuaru za którym zawsze stała miła, starsza bibliotekarka. Horatius ze smutkiem w oczach podniósł stary i teraz już zmoczony tom „Władcy Pierścieni”.
- Słuchaj, a może otworzymy tę książkę? – zapytał po chwili chłopak i przejął czarny tom od przyjaciela. Przerzucił kilka kartek i zobaczył jak na pustych jeszcze stronach powoli pojawiają się wypisane granatowym atramentem litery, litery łączą się w wyrazy, wyrazy składają zdania. Widziała jak zapisuje się cała ich historia. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek zobaczy coś takiego.
Liber w tym samym czasie wszedł za kontuar i zebrał z podłogi zmoczone kartki. Delikatnie przejrzał wszystkie papiery i wśród nich znalazł jedno, bardzo ciekawe ogłoszenie. „Konkurs na opowiadanie fantasy, uratuj książki przed zapomnieniem!”. Z zaciekawieniem przeczytał ogłoszenie. Może i czasu było niewiele, ale jeśli to miało być to, co uratuje książki – był gotów zrobić wszystko. Krzyknął na Horatiusa i w tym momencie, w zalanej bibliotece zaczęli snuć plany na opowiadanie.

 

* – mea culpa – z łac. „moja wina”

** – Ad fontes. – z łac. „do źródeł”

*** - Audaces fortuna iuvat. – z łac. „Odważnym szczęście sprzyja”

Mam nadzieję za konstruktywną krytykę :_:

Z pozdrowieniami z poszukiwań Pana Wena,

Limannova.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział : XXXII

10 sty

Witajcie po dłuugiej przerwie! :)

Wróciłam do żywych, ale nie obiecuję takiej aktywności jak zawsze. Staram się jak mogę, pamiętajcie o tym! ;) Doczekałyście się sceny +18. Nie mam ŻADNYCH doświadczeń na TYM polu, więc opierałam się głównie na przeczytanych FF, czy też pomocy zacnej i Wszechmogącej Rose. Jeśli kogoś rażą takie sceny, proszę o pominięcie. Jest oznaczona czerwonym kolorem, a z fabuły (która leży i kwiczy i prosi o kawę) nic nie stracicie ;)

Miłego czytania!

 
XXXII

Gdy tylko poczuła grunt pod stopami wzięła głęboki oddech i powiedziała.
- Severusie do stu piorunów, co ty…hmpfht – nie dane jej było skończyć, bo Snape zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem.
- Po to, idiotko. Jestem cholernie zakochany w kobiecie, którą mam przed sobą i choć jest ode mnie 20 lat młodsza, to w tej chwili mam ochotę wziąć ją na 101 różnych sposobów. I nie obchodzi mnie opinia innych ludzi. – Hermiona spojrzała na swojego profesora, przyjaciela i obiekt jej snów erotycznych. Była w nim na zabój zakochana ale nigdy nie myślała, że kiedyś on jej to odwzajemni. Nie mogąc wydusić z siebie ani słowa, przyciągnęła go za kark i pocałowała z taką siłą, że zakręciło mu się w głowie. Nie posądzał tak młodej dziewczyny o to, by w jednym pocałunku potrafiła przekazać wszystkie swoje emocje. Cóż, zapomniał, że ma do czynienia z Hermioną Jean Granger, jedną z Najlepszych Czarownic świata magicznego ostatnich czasów.
Severus chwycił dziewczynę w pasie chcąc mieć nad nią kontrolę. Gryfonka pchnęła go na ścianę i przyciągając za kołnierz szaty pocałowała najpierw w usta, a następnie rozpinając guzik po guziku z jego szat i rozwiązując sznurowanie jego koszuli, zeszła na jego szyję by doczekać się pierwszego głosu od jej partnera. Czarnowłosy mruknął przeciągle jak tygrys zbliżający się do swej ofiary. Strzała przyjemności przemknęła przez ciało Gryfonki i zatrzymała się gdzieś w okolicach jej podbrzusza. Nigdy w życiu nie pomyślałaby, że męskie pomruki mogą być aż tak podniecające. Czy to było normalne, czy tylko ona miała tak spaczony gust?
On był wściekły na siebie. Dał się ponieść emocjom po raz kolejny! Szlag by to! Hermiona była jedyną z dwóch czarownic, które sprawiały, że mruczał. On, zimy dupek z lochów, Severus Snape we własnej postaci MRUCZAŁ.
- Emm… Severusie? – Hermiona stała lekko skonfundowana, bo Snape od dłuższego czasu patrzył się w dal.
- Co? Ach, tak. Miałem się do ciebie dobrać. – Jak wygłodniały pies, który zobaczył miskę z jedzeniem, Mistrz Eliksirów zaatakował młodą Gryfonkę. Wziął ją szybkim ruchem na ręce i otwierając kolejne drzwi mocnymi kopniakami, rzucił ją na łóżko. Nie bawił się w delikatność i stanowczym ruchem zdjął z niej wszystkie górne części ubioru. Sięgnął do zapięcia jej spodni gdy usłyszał jak mówi stanowczo.
- Stój.
- Chyba nie powiesz mi teraz, że się rozmyśliłaś? – zapytał trochę przestraszony, że jednak jej pocałunek był tylko podpuchą, żeby zrobić go w bajo bongo.
- Nie, nie o to mi chodzi. Ty jesteś nadal całkowicie ubrany. Rozpięta koszula się nie liczy! Zdejmuj to!
- Mam ci tu odwalić striptiz? – wyprostował się i spojrzał na nią swoim wrednym, belferskim wzrokiem.
- Striptiz niekoniecznie, ale masz to zdjąć z siebie! – uśmiechnęła się do niego słodko i szarpnęła za rękaw szaty. Guziki przy rękawach posypały się po podłodze, a jej ręka została uchwycona w silny, męski i stanowczy uścisk.
- Nigdy więcej. Nie szarp. Za rękaw. – pocałował ją z pasją i ogniem w usta. – A teraz nauczę cię, jak powinno się zdejmować ubrania z mężczyzny, z którym będziesz się kochać. – Chwycił jej dłoń i przysunął do swojego ramienia. Delikatnie prowadził dłoń dziewczyny zsuwając materiał z ramion. Gryfonka położyła drugą rękę na jego torsie i kreśląc koła na jego skórze, wyrwała rękę z uścisku i przyłożyła ją w miejscu serca. Patrząc Snape’owi prosto w oczy i czując pod palcami bicie jego serca, ściągnęła resztę materiału z jego ramion i pleców. Przesuwając jedną rękę z jego ramienia, na brzuch, sięgnęła do zapięcia jego spodni.
- Hermiono…
- Proszę, powiedz mi, że nie zebrało ci się na gadanie.- lekko poirytowana Hermiona spojrzała ostro na Severusa. Nie zrobiło to na nim wrażenia.
- Muszę wiedzieć. Czy ty naprawdę masz pojęcie co robisz?
- Idę do łóżka z moim profesorem, którego kocham. To chyba normalne prawda?
- Czyli świadomie chcesz zostać rozdziewiczona przez własnego profesora? – uśmiechnął się do niej zadziornie, niestety zapomniał o jednej małej sprawie. Hermiona zdjęła z niego cały ubiór i w ramach odwetu chwyciła go mocno za przyrodzenie. Syknął z bólu jak i przyjemności. – Cholerna cnotka. Niby taka niewinna, a walczy jak lwica. Szkoda tylko, że zadarła z bardzo jadowitym wężem. – mruknął jej do ucha swoim najbardziej uwodzicielskim tonem. Pchnął ją na łóżko i rozsuwając jej nogi ułożył się między nimi. W oczach dziewczyny zobaczył błysk strachu i zawahał się na chwilę, po czym silnym pchnięciem wszedł w nią z zadowoleniem.
Gryfonka nie poczuła bólu, za to czuła, jak ogromny narząd rozciąga ją od środka sprawiając niewyobrażalną przyjemność. Z każdym pchnięciem czuła coraz większe uniesienie. Usłyszała groźne warknięcie, co doprowadziło ją do stanu całkowitego zamroczenia umysłu. Całe jej ciało nastawione było na odbieranie przyjemności. Wygięła ciało w łuk i krzyknęła zatapiając się w bezbrzeżnej otchłani, na sobie czując ciężar męskiego ciała.
Ślizgon opadł bezwładnie na poduszki obok swojej wybranki. Gdyby wiedział, że Gryfonki są tak…dobre… to już dawno dobrałby się do którejś z tych cholernych cnotek.
Zamroczenie umysłu było przejściowe. Zaraz po odzyskaniu świadomości, Hermiona spojrzała na Snape’a swoim pięknymi oczami, teraz pełnymi zaufania. Mężczyzna przygarnął ją do siebie, zatapiając długi, haczykowaty nos w jej włosach i prosząc Merlina o wybaczenie zamknął oczy, oddając się w objęcia Morfeusza.

~***~

Nikt w Norze nie miał pojęcia co wydarzyło się między Ślizgonem i Gryfonką, ale wyraźnie byli cholernie na siebie w źli. Snape stał się jeszcze bardziej kąśliwy, jeśli to w ogóle możliwe, a Hermiona jeśli nie musiała, nie odzywała się do nikogo. Syriusz boleśnie odczuł jej złość, gdy próbował z nią porozmawiać.
- Hej, Hermiono. Co Ci jest?
- Cholera jasna! Łapo, odwal się ode mnie. – warknęła i szybkim ruchem wstała od stołu, „przypadkowo” zdzielając Syriusza łokciem po głowie.
- Panno Granger. Może parę cukierków i się pani uspokoi? – Gryfonka rzuciła Dyrektorowi wściekłe spojrzenie i usiadła na krześle obok kominka, by po chwili znaleźć się na podłodze. Kominek zaczął syczeć i skrzypieć, jakby zaraz miał rozsypać się w drobny mak. Ze środka wyszła wysoka, szczupła kobieta z ogniem furii w oczach. Za sobą ciągnęła czterech postawnych mężczyzn, ubranych w szaty śmierciożerców, by po chwili, otrzepując ręce, rzucić ich bez większej delikatności obok kanapy. Podeszła do Dyrektora i mierząc mu palcem w pierś wysyczała.
- Jak. Mogłeś. Dać. Mi. Tak. Słabych. Pomocników. Albusie! O mały włos, a wszystkich nas by pozabijali! – wyraźnie była wściekła, a jej ton wskazywał na to, że nie ma w tej chwili szacunku dla nikogo z siedzących w kuchni.
- Albusie, możesz mi wyjaśnić kim jest kobieta, która przez mój kominek przywlokła tutaj czworo śmierciożerców i zabrudziła mi pół kuchni? – Molly Weasley oskarżycielsko patrzyła na kobietę, jakby to ona była winna wszystkim morderstwom świata. Dyrektor lekko zachichotał i różdżką wskazał na przybysza.
- To, moi drodzy, jest Rose Johnson. Aurorka, jedna z najlepszych kobiet, które zdobyły te uprawnienia. Będzie uczyć w Hogwarcie.
- Dzięki. – mruknęła Rose i kopniakiem odstawiła krzesło, które stało jej na drodze, po czym z wyraźną ulgą rozsadziła się w wolnym fotelu. Snape prychnął pogardliwie, czym zwrócił jej uwagę na siebie.
- No proszę. Severus Snape, we własnej osobie. Albo mnie wzrok myli, albo faktycznie się zestarzałeś.
- Za to ty, Johnson, z inteligencji gumochłona awansowałaś na sklątkę tylnowybuchową.
- Dzięki za komplement, Sev. – oczy Snape zabłysły groźnie, a Rose roześmiała się zimno.
- Nie mów tak do mnie. Ustalaliśmy zasady. – warknął i zacisnął dłonie w pięści.
- Podpunkt czwarty, paragrafu 1765, „Zasady nie obowiązują po długiej nieobecności jednego z członków zakładu.” Czyżbyś zapomniał, Snape? – kobieta uśmiechnęła się demonicznie do Snape’a, na co on skrzywił twarz dając do zrozumienia, że nie zapomniał. Ale pamiętać też nie chciał.
- Ogranicz się chociaż. – warknął i obrócił się z powrotem w stronę innych członków Zakonu, którzy patrzyli na niego z niedowierzaniem. – Na co się gapicie?! Do roboty! – krzyknął i wszyscy wrócili do swoich zajęć.
Rose Johnson w skupieniu patrzyła na Snape’a. Nic się nie zmieniło, ani pod względem jego charakteru, jak i wyglądu. Myślała, że wojna go zmieni. To całe zamieszanie z Wężą Mordą i tą małą Granger. A tu nic. Chociaż… w zasadzie… Przecież każda strona jest równie biała co czarna.

 

Przepraszam, że tak krótko, Wena nie dopisuje. Cieszcie się, drogie czytelniczki (jeśli jeszcze jakieś tu zaglądają).

Limannova.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział: XXXI

09 wrz

Witam głodnych i nie witanych, witam również tych, którzy mnie nienawidzą, a szczególnie To$kę :)

Ogłaszam powrót do trybu pisarskiego!  Wiecie, pierwsza klasa gimnazjum i jeszcze jestem troszkę nieogarnięta, ale powoli wbijam się w tryb i idzie mi coraz lepiej. :)

Z nowości to powiem tylko tyle, że doczekacie się sceny łóżkowej. I to całkiem niedługo, ponieważ zmieniam trochę akcję.  Kolejne rozdziały będą przesycone wiadomościami i miłością, więc szykujcie się na zwrot akcji. Przecież mamy wojnę!

Najszczersze podziękowania z mojego małego serduszka dla Uzależnionej Magią. ;3 za pomoc przy rozdziale. Naprawdę dziękuję z całego mojego serduszka i przepraszam, że taki krótki, ale zostawiam rozwlekanie się na potem ;)

Nie przeciągam, tylko zapraszam do czytania!

 

XXXI
Kac dawał jej się we znaki nawet rano. Nie pomógł eliksir, więc zeszła na dół do kuchni i chwyciła szklankę stojącą na blacie kuchenki. Wychyliła pomarańczowy płyn i natychmiast go wypluła.
- Czy tutaj wszystko jest wymieszane z alkoholem?! – krzyknęła. Usłyszała czyjeś kroki i cichy głos gdzieś z drugiego końca kuchni.
- Obawiam się, że tak, Hermiono. Fred i George zadbali o wszystko. Ubierz się, pójdziemy na śniadanie…a w zasadzie obiad…do Trzech Mioteł. Nie mam pojęcia, czego bliźniaki tu dolali, ale nawet paszteciki smakują podejrzanie. – Remus przerzucił przez ramię marynarkę garnituru i spojrzał na oszołomioną Hermionę. – Zaczekam na ciebie.
Gryfonka pośpiesznie weszła po schodach do swojego pokoju. Chwyciła z szafy lepszą parę spodni i koszulę w kratę. Rzuciła zaklęcie na niesforne loki i zeszła do czekającego na nią Remusa. Wyszła za czarodziejem na dwór i stanęła jak wryta, kiedy zaproponował jej ramię.
- Chyba nie masz zamiaru iść pod sam Hogwart? – chwyciła ramię wilkołaka i poczuła niemiłe szarpnięcie w okolicach pępka.
Aportowali się przy głównej bramie Hogsmeade. Czarodzieje kręcili się tu i tam, ale nikt nie zwracał na nich uwagi. Ktoś robił zdjęcia, ktoś krzyczał, jeszcze inni biegali tu i tam. Remus pierwszy ruszył z miejsca, a za nim Hermiona. Szli w całkowitej ciszy, zapatrzeni w świat, który tak niedawno był owładnięty spokojem. Hermiona myślała o jej przydzieleniu do Śmierciożerców. Przecież to już niedługo.
Remus za to miał dużo bardziej pozytywne myśli. Cieszył się z tego, co zobaczył na urodzinach Hermiony. Mówią, że myśli trzeźwych, to słowa pijanych, więc trzymając się tego, to Severus długo kawalerem nie pobędzie.

~***~

Severus Snape za to, siedział w wytartym fotelu i usilnie próbował nie zniszczyć porcelanowej zastawy swojej matki. Charles siedział po drugiej stronie, na równie wytartej sofie i z zagadkowym uśmiechem na ustach popijał cynamonową herbatę z ręcznie malowanej, porcelanowej filiżanki.
- Severusie…
- Zamilknij, kobieto.
- Sev…
- Ty, cholerny bracie, też.
- Czy jest coś, o czym nie wiem, Charles?
- Dużo rzeczy, mamo.
Długowłosy czarodziej zrobił miejsce starszej czarownicy i rozciągnął usta w szerokim uśmiechu.
- No, dalej Sev. Opowiedz nam, jakie to cudowne ciało ma Hermiona Granger.
- Charrrless… – syknął Snape przez zaciśnięte zęby i kipiąc ze złości oraz frustracji przyglądał się skulonemu ze śmiechu Mistrzowi Zaklęć.
- Tak, kochasiu? – Snape jednym szybkim ruchem wydobył z rękawa szaty różdżkę i wycelował ją w czarodzieja. Charles wstał i zaczęła się bitwa. A może wojna…Zaklęcia latały we wszystkie strony, a Elieen z rozbawieniem przyglądała się swoim synom. Dopiero gdy jeden z podstawków z jej cennej kolekcji wylądował na ścianie i rozbił się na małe kawałeczki, machnęła różdżką i usadziła obydwóch czarodziejów.
- Dość! – krzyknęła. – Charles, opanuj się trochę. Ty też byłeś zakochany wiec, wiesz jak to jest.
- Nie jestem… – zaczął Severus.
- Cicho! A ty, czarnowłosy synu z lochów, nie sprzeciwiaj się! Całowanie uczennicy i dobieranie się do jej ciała, a następnie mówienie, że „jest mi obojętna”, to nienajlepszy pomysł. Masz coś do niej? Tylko szczerze, Severusie.
-Agrrr……Tak, do diabła, mam coś do niej! Jestem w niej cholernie zadurzony i mam ochotę przerzucić ją przez ramię, zabrać do mojej sypialni i kochać się z nią przez następne kilka dni! – Severus wziął głęboki oddech, obrócił się na pięcie i już chciał wychodzić, gdy przy drzwiach usłyszał spokojny głos Charles’a.
- To dlaczego jej tego nie powiesz?
- Dobrze wiesz, że to nieodpowiednie. Po za tym, kto by chciał takiego dupka jak ja?
- Ona by chciała, Sev. – lecz tego już Severus nie dosłyszał, bo deportował się z cichym trzaskiem do Trzech Mioteł.
Charles wraz z Elieen roześmiali się w głos.
- Nareszcie ktoś dozna szczęścia. – powiedziała Elieen i z miną zawodowca wzięła się za sprzątnie.

~***~

Hermiona siedziała twarzą do wejścia i zajadała się pieczenią z kurczaka, co chwili spoglądając na Remusa, który pochłaniał trzy razy większe ilości niż ona.
- Remusie?
- T..a.k? – odpowiedział wilkołak przełykając jedzenie.
- Gdzie ty to mieścisz?
- Podobno wilkołaki mają trzy żołądki. – mrugnął do niej okiem i powrócił do jedzenia.
W tym momencie drzwi do Trzech Mioteł z hukiem uderzyły w mur. Wszystkie głowy zwróciły się w tamtą stronę, a w głowie Hermiony pojawiały się obrazy z wczorajszego wieczoru. W drzwiach stał Severus Snape we własnej, czystej postaci. Hermiona poczuła jak motyle w brzuchy chcą się wydostać na zewnątrz i wiercą jej dziurę młotem pneumatycznym. Podniecenie dawało jej się cholernie we znaki i była pewna, że po powrocie do Nory będzie musiała zmienić majtki.
Snape za to, starał się ignorować swoje własne podniecenie. Był sobie wdzięczny, że nosi tak obszerne szaty bo spodnie stały się ciasne, a guziki ledwo trzymały. Patrzył na Gryfonkę nieugiętym wzrokiem, choć czuł, że w oczach tańczą mu ogniki, a testosteron burzy krew w żyłach. Miał ochotę wziąć ją tu i teraz, między tą pieczenią a sokiem, na oczach tych wszystkich.
- Co się gapicie?! – warknął i podszedł do barmanki. – Podwójną Ognistą z lodem. – Kobieta podała mu szklankę, a Snape rzucił galeona i odszedł. Usiadł w drugim końcu sali, chwilę przyglądał się trunkowi po czym jednym haustem opróżnił kieliszek. Wstał, podszedł do czerwonej z gorąca Gryfonki i szepnął jej na ucho swoim niskim barytonem.
- Mógłbym panią prosić do mojego gabinetu, panno Granger?
- Oczywiście, profesorze. – powiedziała Gryfonka próbując udawać niewzruszoną, jednak jego głos działał na nią jak opium i z każdym słowem chciała więcej. Chciała, żeby krzyczał jej imię w ekstazie.
Wyszła za nim na dwór i oczekując tłumów na ulicy – zdziwiła się. Stało tam może 5 osób. Podał jej ramię a ona zdziwiona spojrzała na niego.
- Chyba nie masz zamiaru iść ze mną do Zamku? – zrozumiała, że chce ich teleportować. Chwyciła go więc za ramię, ale zdążyła się odezwać.
- Przecież nie można teleportować się do Hogwartu.
- A kto powiedział, że idziemy do Hogwartu, Hermiono?
Poczuła nie miłe szarpnięcie w okolicach pępka nim zdążyła pomyśleć „Severus”.

 

No i to by było na tyle. Same widzicie, że akcja idzie troszkę inaczej ;)

Pozdrowienia, z nadzieją chwilowego nasycenia głodu,

Grafomanka Limannova.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pierwsze starcie z poezją :)

28 sie

Witam wszystkich czekających na rozdział i zasmucam, że jeszcze nie pora na niego :) Jest pora za to, na coś innego!

Moje pierwsze starcie z poezją… raczej kiepskie i mało efektowne, ale od czegoś trzeba zacząć :) Pisane pod wpływem głębokich przemyśleń  i piosenek SDM’u.

„Łyżeczka od herbaty.”

Nigdy nie będzie w życiu słodko, miło.

Więc łyżeczkę cukru do każdej syp herbaty,
By umilić sobie choćby wieczór długi.
By gorzki mrok w słodki cień zamienić
I cieszyć się smakiem pomarańczy…

„Małe rzeczy”

Zbieraj rosę w pączki róż,
W zimnej wodzie nogi mocz
I nie przejmuj się kolego!
To nic strasznego cieszyć się,
Z małych rzeczy co radość niosą
I siłę dają na dni przeżycie.

„Instrukcja uszczęśliwiania”

Wyjdź z domu.
Rozejrzyj się.
Weź głęboki oddech.
Idź do lasu.
Krzycz ile sił w płucach.
Wróć do domu.
Przytul pierwszą osobę.
Powiedź jej „Dobrze, że jesteś”
Spójrz na jej twarz.
Właśnie uszczęśliwiłeś istotę żywą.

„O ludziach i ich zwyczajach”

Skręcamy…
Nawracamy się…
Oblatuje nas strach…
Cofamy się…
Niepotrzebnie.
Kroczmy do przodu.
„Z wiarą w następny zakręt”.
Nie poddawajmy się!
Bądźmy silni!
Bądźmy cholernie silni i pewni!
Bądźmy twardymi ludźmi!
Kroczmy do przodu…
Po marzenia…
Na grzbietach gór…
Na grzebieniach morskich…
Na skrzydłach Graala…

:) No to by było na tyle w temacie mojego poezjowania. Niedługo rozdział, kilka nowości i powrót do trybu pisarskiego :)

Pozdrowienia dla czytelników,

Grafomanka Limannova.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mała niespodzianka ;D

26 cze

Hejoszki!

Wasza walnięta Limannova czuje się lepiej, choć Wena od niej odeszła i napisanie 3 zdań jest męczarnią. :) Ale miejmy nadzieję, że samotność zacznie doskwierać Wenie i wróci :D Ej! Jak To$ka odda mi książkę, to przedstawię wam listy do Weny autorstwa pewnej licealistki :D Uśmiałam sie przy nich do łez.

Co do suprise’a :D <tak to się pisze?> Dodam zdjęcia moich rysunków które ostatnio rysowałam. Już podaję, że patrzyłam na oryginały, choć drugi z nich zmieniłam i to bardzo :D Dodałam trzy, choć jakością nie zachwycają – robione z Sony Ericsson Xperia -,-’ Jak ję dorwę i dodam na fb, bo chyba tylko w ten sposób mogę je dodać xD

Rusuneczek numer jeden :D Słabo widać, bo ciemno mam w pokoju i lampę zapliłam xD

Drugi rysunek – Snaperki wiedzą z czyjej pracy rysowałam :D

Miał być załamany Severus, a czy mi wyszło to już same oceńcie :D

 

Pozdrawiam z nadzieją, że wszystko się doda xD

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział: XXX

25 cze

Dziękuję za ponad 3500 wejśc, 80 komentarzy, 30 rozdziałów na tym blogu i za wielu czytelników, którzy nie chcą się ujawnić.

 

XXX

W Norze balanga szła na całego. Choć na początku było oficjalnie, trochę gburowato i sztywno, to gdy do akcji wkroczyli bliźniacy, wszystko się rozkręciło. Na stołach pojawiła się Ognista Whisky, Malibu, wino, a nawet wódka. Dumbledore pierwszy wzniósł toast, po nim Minerwa, Molly i Artur Weasley i bliźniacy, którzy narobili mnóstwo wstydu Hermionie, której życzyli, by w końcu ktoś ją dorwał w wiadomy sposób. Remus i Syriusz wznosili toasty za przyjaźń i oddanie, lecz Syriusz po kryjomu miał pewien słodki plan, który uknuli z Draconem. Mianowicie, Syriusz miał pod pretekstem złego samopoczucia wypijać pyszny sok zrobiony przez panią domu, a Malfoy miał upić jubilatkę. W ten sposób Syriusz dowiedział by się wszystkiego, a może nawet doszłoby do czegoś więcej. Jak na razie plan ten szedł zgodnie ze wszystkimi przewidzeniami. Hermiona piła razem z innymi gośćmi i nie przejmowała się tym, że rozmawiała z kompletnie pijanym Dumbledorem na temat jego homoseksualności i tego w jakich mężczyznach gustuje.
- Moja droga, Severus – hik – nie jest w moim – hik – guście. – hik.
- A taki Remus? – zapytała Gryfonka nalewając sobie i Dumbledore’owi kolejną kolejkę. – Albo…Hagrid?
- Nad tym drugim bym się zastanowił. – hik – Ale ten pierwszy – hik – ma za dużo sierści – hik – w pewnych miejscach. – hik.
- Czyli jednak, profesorze? – Hermiona wzięła głęboki oddech i prześlizgnęła się nieobecnym wzrokiem po zebranych. – Ojej, nie ma go. – hik.
- Kogo? – hik. Dumbledore rozejrzał się rozmarzonym wzrokiem po obecnych i spojrzał dziwnie na jubilatkę.
- Sevisia.
- Kogo?
- Sevisia, mojego przepięknego, opanowanego, namiętnego i cholernie romantycznego przyszłego męża. – hik.
W tym momencie przez kominek weszła dwójka mężczyzn. Wychwalany we wcześniejszych peanach Severus Snape i Charles niosący na rękach wielkie, czarne pudło, obwiązane srebrną kokardą, podeszli do pijanej do granic możliwości Gryfonki i podarowali ( a raczej Charles to zrobił, bo Severus stał z obrażona miną) jej prezent.
- Wszystkiego najlepszego z okazji 18 urodzin, Hermiono! – krzyknął Charles i przytulił Hermionę.
- Merci. Zostaniecie chyba z nami, prawda? – powiedziała Gryfonka i zbliżyła się do mrocznego mężczyzny, patrząc na niego filuternie.
- Granger, jesteś niespełna zmysłów. Nie mam zamiaru brać na siebie odpowiedzialności za twoje zdrowie i życie.
- Spokojnie, profesorze. – Gryfonka otworzyła wielkie pudło i spojrzała na liścik leżący na czymś zielonym.

Granger!
Niestety, pod groźbą zabrania mi składników, muszę napisać ten cholerny list, choć czuję się jak ostatni idiota. Coś w stylu pieprzonego Casanovy, który zostawia swojej kochance list miłosny.
Charles, który zwisa mi nad ramieniem, pragnie życzyć ci szczęścia z mężczyznami, choć nie wiem, po jaką cholerę ci to. I tak każdego odstrasza to piekielne gniazdo na twojej głowie.
Też mam ci złożyć życzenia. Taaa… Nigdy w życiu tego nie robiłem, a teraz nagle mam być durnym Mistrzem Składania Życzeń. Co za bzdury.
Wszystkiego najgorszego, Granger i nie zużyj całej fiolki od razu.

SS&CL

Gryfonka patrzyła z uśmiechem na list, ale chyba nie do końca rozumiała jego treść, bo litery rozmazywał jej się.
- Dziękuję obojgu.
- Rozpakuj, Hermiono. – Charles uśmiechnął się i rozejrzał po towarzystwie. Syriusz Black jako jedyny nie wyglądał na pijanego, co niemało zdziwiło obojga mężczyzn.
Hermiona tymczasem rozpakowała prezent, który przynieśli profesorzy. Z czarnego pudła wyjęła śliczną, zieloną sukienkę. Na pierwszy rzut oka była dość krótka, mogła sięgać trochę za kolano. Szerokie ramiączka obszyte były srebrnym materiałem tak, jak i dekolt oraz dół sukienki. Od pasa w dół znacznie się poszerzała i nabierała okrągłego kształtu. Hermiona rozłożyła ją na stole, zaraz obok soku dyniowego i Ognistej. Włożyła rękę na dno pudła i wyciągnęła malutką buteleczkę wypełnioną krwistoczerwonym płynem.
- Co to? – spytała obracając buteleczkę w palcach.
- Wytrzeźwiejesz, zrozumiesz. – powiedział Snape i odszedł w kąt kuchni, gdzie wziął butelkę Ognistej i zdrowo z niej pociągnął. Całą resztę spraw, między innymi patronusy, zostawił na potem. Teraz miał ochotę spić się do nieprzytomności.
Pili. Wszyscy chlali do oporu, a najwięcej ciągnął Hagrid, McGonagall i Dumbledore, który co chwila chichotał jak nastolatek. Granger też nie była w tyle. Musiała już mieć moc promili we krwi, gdy weszła na stół i zaczęła się rozbierać do bielizny. Snape, który miał cudowny widok na jej pośladki, pociągnął właśnie z butelki, a zauważając, że w tej nie ma już alkoholu, podszedł do stołu, gdzie wszyscy wiwatowali i gwizdali. Nie było tylko Dracona, Ginewry, Pottera i Lovegood, który uznali za stosowne wyjść i oddać się nieco innym zajęciom.
Gryfonka w tym czasie ubrała na siebie nową suknię i zeskoczyła ze stołu. Niestety tak niefortunnie, że wpadła prosto w ręce Mistrza Eliksirów, który złapał ją trochę wyżej niż w pasie. Kątem oka zauważył błysk w oku Lupina, który wcale nie wyglądał na pijanego, tak jak przed chwilą. Postawił Gryfonkę na ziemi, ale nie dał jej odejść. Przytrzymał ją (tym razem w pasie) i spojrzał na nią wręcz groźnie.
- Hermiono, tylko nie – hik – przygryzaj wargi! – hik. To Dumbledore krzyknął z drugiego końca kuchni.
Hermiona stała wpatrzona w Mistrza Eliksirów, uważając go za największe bóstwo jakie chodzi po ziemi.
- Profesorze, czy to ma być zaproszenie? Ten błysk szaleńca w pana oku i pańskie dłonie na mojej, ekhem?
- Ekhem? Czyli?
- Na moim tyłku, idioto! – Snape uwięził ją między własnymi ramionami. Nie myślał o tym, że patrzy na nich ponad 20 osób. Hermiona też miała to gdzieś.
- To nie było najlepsze posunięcie, Granger. – Wypowiedział formułkę pieprzonego zaklęcia, które sprawiało, że to co za chwilę zrobi nie będzie zaliczane do rozkazu. I zrobił to. Po prostu. Bam i już. Postradał zmysły, całując Hermionę Granger przy wszystkich obecnych.
Wziął w posiadanie jej usta i całe wnętrze, usidlił zmysły walcząc o dominację. Uwarzył coś, czego z pewnością będzie żałował.
Cóż, reakcje były różne. Dumbledore zaczął histerycznie chichotać, McGonagall patrzyła się wielkim jak spodki oczami i po chwili dołączyła do Dumbledore. Lupin przytrzymywał Black’a, który uparcie wyrywał się do przodu w kierunku dwojga całujących się. Reszta patrzyła jak w obrazek. Na pewno był to niecodzienny widok.
Snape tymczasem nie miał najmniejszego zamiaru przestać. Całował swoją partnerkę po szyi, błądząc rękami po jej tali – pomińmy milczeniem fakt, że jedna z jego rąk zawędrowała pod jej sukienkę.
Jego samokontrola podupadała, choć twierdził, że i tak dobrze się trzyma. Miał przecież sporo wypite. Gdy zaczęła go dotykać, mało co nie zszedł na zawał. Bez większych ceregieli chwycił ją za biodra i posadził na stole między owocami a zupą. Kątem oka zauważył, że Lupin siłuje się z tym cholernym Blackiem. Powrócił do kobiety siedzącej przed nim. Cholera, nie wiedział co to jest. Normalnie nie pomyślałby o takich uczuciach, ale to co zobaczył w jej oczach było dla niego czymś nowym i nieodgadnionym. On sam nie wiedział już, co czuje do tej dziewczyny. Błagał Merlina żeby to nie była miłość ani nic w ten deseń, bo jeśli tak faktycznie jest, to są udupieni. Oboje.
Nawet nie zauważył kiedy zdjął z niej sukienkę, a ona wsadziła dłonie pod jego koszulę wcześniej pozbywając się surduta i płaszcza. Jakiś cichy głosik w jego podświadomości wręcz błagał by przestał robić to, co robił, ale Severus stłamsił go zatracając się w cudownej kobiecie jaką miał przed sobą. Błądził rękami po jej odkrytym ciele i już chciał sięgać do zapięcia jej stanika (swoją drogą, dzieło szatana), gdy poczuł szarpnięcie w okolicach kostki i przejmujący ból. Upadł na podłogę i zobaczył przy prawej nodze wielkiego, czarnego psa.
- Black, do kurwy nędzy! Odpieprz się od mojej nogi! – czarny pies nie dawał za wygraną i uparcie szarpał zakrwawioną nogawkę Snape’a. Mistrz Eliksirów wyciągnął różdżkę z kieszeni spodni i z hukiem odesłał Huncwota na pobliską ścianę. Podszedł do niego i spojrzał jak na jakieś ścierwo.
- Jak zawsze, Black. Trzymaj nerwy na wodzy. – pochylił się nad głową animaga i wyszeptał wprost do jego czułego ucha – Ona jest moja, Black. – wyprostował się i wymierzył kopniaka między żebra przemieniającego się psa. Syriusz krzyknął z bólu i z powrotem upadł.
- Chciałbyś – syknął przez zaciśnięte zęby i skulił się na podłodze, gdy dostał jeszcze raz.
- Trzymaj swoje łapy przy sobie. – Snape machnął różdżką na własne szaty i po chwili aportował się z cichym trzaskiem do własnych komnat. Lupin podszedł do półnagiej i oszołomionej Hermiony, okrył ją własną marynarką i wyprowadził z kuchni w Norze. Pozostawił ją w pokoju, a sam poszedł do łazienki, gdzie spodziewał się zastać eliksir trzeźwiący. Nie pomylił się. Po chwili wlewał go do ust Gryfonki.
- Co… gdzie… Remus… – Gryfonka rozglądała się skołowana po swoim pokoju. – Cholera, zimno tu… – spojrzała w dół i zobaczyła, że nie ma nic oprócz bielizny. – Jak, do cholery jasnej, zgubiłam spodnie i koszulkę?! Remusie, wyjaśnisz mi to?
- Może lepiej nie, Hermiono. Dowiesz się tego z pewnością od bardziej odpowiedniej osoby.

______________________________________________________________________

To$ka, przyjdź kiedyś, prztul i powiedź, że wszystko będzi dobrze, bo po raz kolejny brak mi sił i kilka kresek przybyło do kolekcji.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział: XXIX

17 cze

Hej!

Przepraszam, że rozdział bardzo krótki, ale czekłayście tydzień i chciałam wam dać nowoą notkę. Nie było sensu przymuszac się do napisania dalszej części, gdyż nic mi po głowie nie chodziło. Rozdział krótki, ale jest. Cieszcie oczy i wołajcie do Weny, by wróciła i pozwoliła pisać dłuższe rozdziały.

 

XXIX

~***~

- Pocałuj mnie. – usłyszałem z jej ust. Zadziwiła mnie. Nikt jeszcze nigdy nie prosił mnie o coś takiego, więc nie bardzo wiedziałem jak mam się zachować.
- Proszę. Pocałuj mnie, Severusie. – zauważyłem w jej oczach błaganie. To było niestosowne, nieodpowiednie…po prostu „nie”. Nie mogłem tego zrobić. W tej chwili dziękowałem Merlinowi za to, że przysięga nie miała określonego czasu wykonania zadania. Obróciłem się plecami do niej, przodem do łóżka i zacisnąłem wargi w cienką linię.
- Nie.
- Severusie, przysięgałeś.
- Nie przysięgałem, co do czasu wykonania zadania. Jeszcze nie teraz.
- Dlaczego?
- Bo nie.
- Severusie, proszę… Severus! Co ci jest?! – pociemniało mi przed oczami, świat zawirował, mięśnie zesztywniały i boleśnie się skurczyły. Upadłem na kolana i chyba musiałem upaść całkowicie, bo zobaczyłem beżowy sufit mojej sypialni.

~*~

Severus Snape upadł na kolana, a młoda Gryfonka zerwała się z fotela, lecz zrobiła to zbyt szybko i jej oczy również zobaczyły beżowy sufit.
Leżeli obydwoje na ciemnym dywanie, z otwartymi szeroko oczami i drżącymi mięśniami całego ciała. Charles Lorrain, postanowił pojawić się w komnatach Mistrza Eliksirów, ale to co zobaczył wprawiło go w osłupienie.
Wokół nieprzytomnej dwójki powoli tworzyła się srebrzysta mgła. Po chwili przy każdym z ciał stał patronus drugiej osoby. Hermiona poruszyła się pierwsza, a obok niej znalazła się srebrna łania.
- Severus, UCIEKAJ! – wyszeptała, odetchnęła głośno i oprzytomniała. W tej samej chwili z gardła Severusa wyrwało się ochrypłe „Uciekaj idiotko!” i po chwili był przytomny, lecz nadal leżał skulony na podłodze, a wyglądał jak małe dziecko, które krzywdzone przez rówieśników zaszywa się w swoim pokoju.
To Hermiona pierwsza podczołgała się do Mistrza Eliksirów. Chwyciła jego dłoń i zobaczyła, że Mroczny Znak stał się zielony, a z oczodołów w czaszce powoli sączy się krew. Nie tylko z tego miejsca płynęła krew. Jego herb nad obojczykiem również krwawił, a liczne blizny na ciele wręcz prześcigały się ze sobą w wyścigu pod nazwą „Z której z nas wypłynie więcej krwi?”
- Charles, co się dzieje?!
- Nie wiem, poczekaj tu, przyniosę to, co się da. Myślę, że to jakaś trucizna.
Charles pobiegł do schowka, wymamrotał hasło i przyniósł skrzynkę z antidotami.
- Suicidium… – wycharczał ostatnimi siłami Snape, a potem odpłynął.
- Nie zasypiaj, idioto! Masz żyć, słyszysz?! Kocham Cię, ty skretyniały nietoperzu!

~***~

- Jaki dziś dzień? – spytałem lekko skołowany nie otwierając oczu. Wiedziałem co zobaczę. Biel szpitalnych zasłon spotęgowała by tylko mój ból głowy.
- 18 września, sobota.
- Cholera…
- Elokwencja dorównujesz sklątce tylnowybuchowej. – Charles stał przy moim łóżku.
- A ty za to, nie posiadasz elokwencji w ogóle, więc nie wiem, o co ta wymiana zdań. – odszczeknąłem i powoli otworzyłem oczy.
- Sev, wiem, że jesteś zmęczony i chciałbyś odpocząć, ale tak się składa, że Hermiona kończy dziś 18 lat i w świetle wszelkiego prawa, jest już pełnoletnia.
- I co w związku z tym?
- Pamiętasz coś takiego, jak „Dawne Upodobania”?
- Używam ich nadal w stosunku do niektórych osób.
- Ja używam ich zawsze i w moim interesie leży, by dla osoby znajomej i ważnej, która lat 18 ukończy, prezent w postaci sukni, nie szaty, kupić.
- Przestań napieprzać tym dziwnym językiem, bo gadasz jak ten jeden z mugolskiego Internetu. Niekryty Krytyk* się chyba nazywał. – Charles parsknął śmiechem, a ja poważnie zastanowiłem się nad tym, w jakiem kolorze najlepiej prezentowałaby się Her… Granger.
- Może chciałbyś złożyć się ze mną na prezent dla niej?
- Gdzie ona teraz jest? – spytałem zgoła zdawkowym tonem.
- W Norze, na własnym przyjęciu.
- Nie myślisz chyba, że my tam pójdziemy?
- Pójdziemy, Severusie. Nie próbuj zaprzeczać. – pierwszy raz miałem ochotę zostać w skrzydle szpitalnym, nawet, jeśli byłbym skazany na Poppy.
- Niech ci będzie. Podaj mi szatę wierzchnią. – po chwili trzymałem w ręku nieśmiertelne, czarne szaty i zasłaniałem parawan. Po jaką cholerę komuś miałby zaprzątać głowę nagi Mistrz Eliksirów?

 

* Robię reklamę :) Jeśli ktoś nigdy nie zaglądał, to na YT obejrzycie mega śmieszne filmiki ;) Radzę obejrzeć Okultyzm ! :D

Pozdrawiam,

oczekująca na Wenę – Limannova.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Plany, plany, plany… cholerne plany!

10 cze

Witam i o zdrowie nie pytam :)

Jak sam tytuł wskazuje, będzie tu trochę planowania, dużo gadania o tym, co, gdzie i kiedy oraz o tym, co się tworzy, a co jeszcze mi wpadło do głowy…

Raczej jest to bardziej pisane dla mnie, żebym mogła się na nowo odnaleźć, bo szczerze? Zgubiłam się w tych opowiadaniach xD Dobra, rozpiska wygląda tak:

1. Napisać rozdział 2 na „Mroczne Tajemnice” i 29 na „Strony”

2. Wziąć się za miniaturkę. A może dwie…trzy….

3. Zacząć pisać „Dzienniki Severusa Snape’a”  - tak, tak, kochani. Nowy projekt. I nie, nie zapomnę o tej stronce, bo kategorycznie powiedziałam sobie, że to opowiadanie skończę! I tak będzie, na Merlina!

4. Mieć wakacje.

5. Wymyślić coś, jadąc konno. – wtedy wpadają najlepsze pomysły :D

6. Przeczytać dużżżoooo książek (ponad 20 pozycji i większość to serie <33)

7. Narysować coś. :)

8. Przeczytac jakiś fick.

9.  Zacząć od nowa całą listę! :D

 

Nooo… co jeszcze? Może opowiem wam o najnowszym projekcie? Nikt jeszcze o nim nie wie xD I ja sama mam niedużo w głowie, ale co tam :)

Severus Snape prowadzi dziennik i zapisuje w nim każde ważne wydarzenie. Wszystko się zmienia, kiedy okrywa, że jego żona – Hermiona Granger – Snape – zagląda do jego dziennika. Postanawia trochę nakłamać i zobaczyć jej rekację. Niestey, chyba nie pomyślał przed rozpoczęciem tej akcji, bo po pewnym czasie, Hermiona i Severus stoją na krawędzi rozstania. Czy Severus znajdzie tyle siły w sobie, by odzyskać ukochaną? ;) I jak? :D

MINIATURKI!! :D

Na razie mam pomysł na dwie :

1. „Co się stanie, gdy Severus spotka samego siebie?” <– opowieść przeniesie nas w czasie do momentu 7 roku Snape’a. Wtedy to, młody Severus Snape, spotka swoją przyszłą wersję. Co z tego wyniknie? Do jakich wniosków dojdą?

2. „Czterolistna koniczyna” <– Zaginęła w akcji! Jeśli ją znajdę, to dokończe to zboczone cholerstwo. Kto odganie co to jest UKCP i NKP (jak zgadniecie, to macie przedsmak tego, co was czeka xd), może hmm…..mam ostatnio dużo czasu, to….może sobie zamówić miniaturkę z wybranym parringiem i tematem :D To$ka się nie liczy, bo ona wie :D Po za tym, dla niej jest pisana „Koniczyna” ;)

Jak ktoś z was przeczytał to, to mu dziękuję ;) Przecież nie chodzi o to, by czytać tylko rozdziały, prawda? :D

 

Limannova.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozdział: XXVIII

09 cze

Rozdział 28, wymarsz! ;D proszę bardzo, o to nowiutki i świeżutki rozdział! A, pomysł z listami należy do mrocznej88, a pochodzi z ff „Kruk” – co do tego nie jestem pewna, bo wczoraj było dużoo ficków xD

Nie przeciągma, tylko zapraszm do czytania i komentowania!

 

XXVIII

Hermiona Granger nie musiała nastawiać ucha, by słyszeć rozmowę dwóch mężczyzn.
- Czego? – Snape.
- Uspokój się i usiądź.
- Jesteś u mnie, Lupin. Nie zapominaj się. O co ci chodzi?
- O nią. – Lupin?!
- Co?
- Nie krzycz na mnie, Severusie. Martwisz się o nią.
- Raczej staram się ją utrzymać przy życiu, by mogła pomóc w wojnie.
- Martwisz się.
- Nie.
- Nie zachowuj się jak nastolatek. Ona cię k o c h a!
- Taaa… bo ktoś zechce takie skurwiela jak ja.
Postanowiła wstać i powiedzieć Snape’owi kilka ciepłych słówek, ale on ją wyprzedził. Wszedł do pokoju dokładnie wtedy, gdy ona postawiła nogi na ziemi.
- Oszalałaś, idiotko?! Chcesz się zabić?! – warknął na nią i w kilku krokach znalazł się przy niej.
- Dziękuję, profesorze, dam sobie radę. – poczuł ukłucie w piersi, ale nie miał ochoty zastanawiać się dlaczego.
- Granger, nie przejdziesz dwóch kroków bez niczyjej pomocy, więc nie wariuj i połóż się na łóżku. – Gryfonka spłonęła rumieńcem, a Snape miał ochotę plasnąć się w czoło. Idiota.
- Nie, profesorze.
- Grangerrr… – jeśli wcześniej zaczynała mieć wątpliwości, co do swojego zakochania w nim, to w tej chwili wszystko prysnęło.
- Zakład, że przejdę do tamtego fotela?
- Nie kozacz, Granger. Prędzej zabijesz się o…4 metry paneli podłogowych, niż dotkniesz oparcia tego fotela.
- Czyli zakład?
- O co?
- O rozkaz? – zapytała z błyskiem w oku, co niezbyt podobało się Severusowi.
- Jeśli wygrasz, ja muszę wykonać co powiesz, jeśli przegrasz, to ty wykonujesz mój rozkaz?
- Właśnie. – wyciągnęła do niego rękę i złapała go za łokieć. Każda strona musiała powiedzieć swoje warunki, które nie mogły ograniczać wyboru rozkazu. Zaczął Severus.
- Przysięgasz na czas tej cholernie głupiej gry, nie używać czarów, nie korzystać z innych pomocy, niż własne ciało?
- To wszystko? – parsknęła. – Przysięgam. Moja kolej. Czy ty, Severusie Snape, przysięgasz na czas tego zakładu, który przegrasz, również nie używać magii, ani siły, jeśli nie będzie to absolutnie konieczne? Czy przysięgasz pomóc mi, jeśli cokolwiek poszłoby niezgodnie z planem? – Snape tylko parsknął i obrócił ich ręce.
- Przysięgam. – puścili swoje dłonie, a Hermiona spojrzała na niego…filuternie?! Co tu do jasnej cholery jest grane?
- Popełniłeś duży błąd, Severusie.
- To raczej ty popełniasz błąd. – Patrzył jak Gryfonka pokonuje pierwsze centymetry podłogi, która dzielił ją od upragnionego fotela. Metr był za nią i Snape zaczął poważnie zastanawiać się, czy to był dobry pomysł.
Dziewczyna tymczasem spokojnie szła do fotela i wyobrażała sobie minę Snape’a, kiedy dowie się, jaki rozkaz mu wymyśliła. Wyciągnęła rękę, bo fotel był już blisko, a po chwili siedziała głęboko wciśnięta w wytarty mebel.
- No, profesorze Snape. Przegrał pan.
- Słucham, panno Granger. Jakie rozkazy wyda pani przegranemu? – powiedział, podchodząc do fotela i więżąc Gryfonkę między swoimi ramionami. Ona podniosła wzrok i bez żadnych ceregieli powiedziała:
- Pocałuj mnie.

~*~

- CZY TY WŁAŚNIE POWIEDZIAŁAŚ, ŻE CHODZISZ Z DRACONEM MALFOYEM?!!
- Tak, Harry i właśnie ci mówię, że mam bardzo dobry słuch. – mówiła Ginny, rozcierając sobie lewe ucho.
- Jesteś nienormalna! Chodzisz z byłym śmierciożercą!
- Nie ja jedna… – mruknęła, ale Harry tego nie dosłyszał.
- Kto raz był śmierciożercą, nie przestaje nim być nigdy!
- Nigdy nie mówi nigdy, Harry. A teraz wybacz. Jeśli nie potrafisz tego zaakceptować, to ja nie chcę cię w moim pokoju.
- Świetnie, po prostu cudownie! – Harry trzasnął drzwiami, by po chwili natknąć się na wchodzącego po schodach Dracona.
- Jeśli zrobisz jej krzywdę, to obiecuję ci, że ja zrobię ci większą. – warknął Chłopiec – Który – Przeżył, łapiąc młodego Malfoy’a za ramię.
- Potter, zrozum to wreszcie. Ja wiem, że twój mały móżdżek może tego nie pojąć, ale ja, stawiam bezpieczeństwo ważnych dla mnie osób ponad własne życie. Nie masz się o co martwić, twoja-ale-już-moja Ginewra będzie bezpieczna. A w dodatku możemy oboje- ja i Ginny- czerpać z tego przyjemność. Ostatnio odkryliśmy, że biurka są dość wygodne.
- MALFOY! Zejdź mi z oczu, zanim poćwiartuję cię na drobne kawałki!
- Mówiła, że jestem lepszy od ciebie w te klocki! – krzyknął Draco znikając za drzwiami pokoju rudowłosej. W Wybrańcu-ale-już-po coś zakipiało i cudem powstrzymał się od posłania za blondynem jakiejś okropnej klątwy.

~*~

Albusie,

Może spotkamy się dziś, by omówić ważne sprawy? Chodzi mi o Severusa i Hermionę.

Minerwa.

Minerwo,

Gdzie i o której? Proponuję jutrzejszy dzień i kolację w Trzech Miotłach.

Albus.

A,

Czy to była propozycja randki?

M.

M,

Być może.

A.

A,

Szkoda sowy na tak krótkie wiadomości. Biedna Nimue dostanie zawału.

M.

M,

Czyli zgadzasz się? 18 września, o godzinie 18 w Trzech Miotłach?

A.

A,

Zgadzam się. Pamiętaj tylko, że będziemy musieli jeszcze wstąpić do jakiegoś sklepu, bo H ma jutro urodziny.

M.

M,

S o tym wie?

A.

A,

Nie mam pojęcia.

M.

M,

Jutro wszystko omówimy. Dobrej nocy, Minnie!

A.

A,

DO CHOLERY JASNEJ, ILE RAZY MAM CI MÓWIĆ, ŻEBYŚ TAK DO MNIE NIE MÓWIŁ?!

M.

~*~

- Tom, kiedy planujesz atak na Hogwart?
- Po Bożym Narodzeniu. Mam mały prezent dla Belli, nie chcę psuć jej tego dnia. Zaatakujemy 9 stycznia.
- Co z mugolami?
- Spokojnie, Beverand. Nimi zajmiemy się później.
- Mam zebrać swoje wojska?
- Nie. Będziemy walczyć razem, lecz twoją armię zostawimy na później. – oczy mężczyzny błysnęły czerwienią, a Beverand Marcello zaśmiał się tubalnie. Piękny prezent na nowy rok dla Zakonu Feniksa.

 

Krótko i mam nadzieję, że choć trochę wesoło. ;P Było ciężko napisać, ale spięłam się w sobie – skoro Alexa mogła napisać 33 rozdział, to ja mogę napisac 28! Dzieki za motywację! ;*

Pozdrawiam,

Limannova.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii