RSS
 

„Tabula Rasa”

25 kwi

Cześć czołem! :)

Być może to nie rozdział o Severusie i Hermionie *jeszcze trochę na niego poczekacie*, ale mam nadzieję, że też przeczytacie to co nabazgrałam na konkurs ;) Nie oczekuję wyróżnień i nic z tych rzeczy, ale fajnie było pobawić się w profesjonalnego pisarza. Zachęcam do czytania i pamiętajcie, każdemu należy się „Tabula rasa” :)

 

„Tabula Rasa”

Stare schody zaskrzypiały pod naporem setek uczniowskich stóp. Jak okiem sięgnąć, wszędzie widziało się ciemne mundurki z herbem szkoły na plecach, a gdzieniegdzie można było dostrzec brązowy garnitur czy czerwoną sukienkę. Młody, ciemnowłosy chłopak wspinał się spiralnymi schodami, jedną ręką trzymając się poręczy pokrytej złuszczoną żółtą farbą, a drugą ręką taszcząc za sobą niebieski plecak. Był okropnie zmęczony, choć w zasadzie dopiero wszedł do szkoły. Rozejrzał się po ciemnych, obdartych ścianach. Ktoś krzyknął z końca korytarza.
- Hej, Liber! Liber! Tutaj! Biologia! – wysoki chłopak stał przy zielonych drzwiach i machając ręką, powoli zaczął przedzierać się przez tłum.
- Jakbym nie wiedział – mruknął Liber i przybił piątkę chłopakowi. Rzucił swój plecak pod drzwi sali i rozejrzał się po ciasnym korytarzu. Na prawo były schody prowadzące w dół, do piwnicy, gdzie żaden z uczniów nie wszedł. Podobno tam straszy, ale woźny zawsze wychodzi stamtąd cały, więc razem z Horatiusem postanowili kiedyś się tam zapuścić i wybadać sprawę. Na lewo była klasa od języków obcych, jedna na całą szkołę, więc zawsze były problemy, by pomieścić wszystkich uczniów. Musieli schodzić na dół po krzesła, a trzy piętra z krzesłami na plecach, to całkiem sporo. Jego wzrok zatrzymał się dłużej na ogromnych drzwiach na końcu korytarza. Nie macie pojęcia, jak bardzo chciałby znów przejść przez te drzwi i poczuć wszystko to, co kryją ciężkie dębowe regały. Niestety, musiał przesiedzieć paskudną lekcję biologii, by chociaż na pięć minut zajrzeć między stare, pożółkłe strony książek. Dzwonek nieznośnie zadzwonił mu przy uchu. Przez drzwi sali wszedł starszy profesor, którego okulary były posklejane taśmą, a wieczne pióro, które nosił w butonierce, właśnie poplamiło mu garnitur. Nie zważając na to, stanął za biurkiem i donośnym głosem powiedział:
- Wyciągamy karteczki!
Liber ciężko westchnął. Komórki zwierzęce nie były tym, co lubił najbardziej.
Ten dzień zapowiadał się okropnie. Później było jeszcze gorzej. Nawet na polskim chłopcy usłyszeli nieciekawą informację:
- No dobrze, spakujcie się. Przypominam o jutrzejszym sprawdzianie z rzeczownika! – drobna polonistka w czerwonej sukience ciepło uśmiechnęła się do uczniów i zaczęła zbierać swoje rzeczy z biurka. Liber i Horatius pędem wybiegli z klasy i uśmiechając się od ucha do ucha, jak to zwykle bywa po lekcjach polskiego, zbiegli po skrzypiących schodach i z impetem wpadli do biblioteki. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo i każdy ruszył w swoją stronę. Liber zaczął szybko przeglądać półki w dziale fantastycznym, a Horatius, któremu ciągle spadały z nosa okulary, wertował kartki „Mistrza i Małgorzaty”. Co chwila mijali się, krążąc między dębowymi regałami, trzymając w rękach kolejne tomy. Tam mignął niebieski plecak, tam czerwona kurtka. Czasem robili sobie głupie żarty i stawali po drugiej stronie półki, a kiedy jeden z nich wyciągał książkę, drugi krzyczał głośno i wyraźnie: „Wiem, co czytasz, świntuchu!”, a po chwili oboje tarzali się po podłodze, śmiejąc się do rozpuku.
- Chłopcy, troszkę ciszej. Tutaj się pracuje! – starsza już bibliotekarka próbowała ukryć uśmiech i skarcić chłopców, niestety, oni dobrze wiedzieli, że sama chętnie by się do nich przyłączyła.
- Dobrze, proszę pani – krzyknęli chłopcy unisono i popędzili w drugą stronę. Minęli półki z fantastyką naukową i przeszli przez drzwi na końcu sali. Stanęli przed regałem z bardzo starymi książkami. Liber delikatnie wyjął wolumin, którego nigdy wcześniej tu nie widział. Czarna okładka lśniła w blasku jednej ze świec palącej się na stoliku w rogu.
- Widzisz gdzieś autora? – zapytał Horatius i wziął książkę z ręki przyjaciela.
- A tytuł? – dodał Liber i przyjrzał się książce.
Horatius otworzył książkę i zaczął wertować kartki. Jedna, druga, trzecia i kolejne…
- Tu nic nie ma! Strony są puste! – krzyknął po chwili.
- Może to jakiś pamiętnik, którego nikt jeszcze nie zapisał? – szepnął cicho Liber i sam zaczął przeglądać kartkę za kartką. Horatius przyjrzał się książkom obok.
- W zasadzie, Liber, byliśmy kiedyś w tej części biblioteki? Spójrz na ten obraz. Widziałeś go kiedyś? – Horatius wskazał na malowidło na ścianie przedstawiające, z tego co wiedzieli chłopcy, średniowieczny taniec śmierci. – Przeszliśmy przecież całą bibliotekę wzdłuż i wszerz. Nie przypominam sobie żadnych obrazów.
- Problem w tym, że ja też nie. Czekaj, o co tu może chodzić. Zastanów się, Hor. – Liber przeszedł wzdłuż regału. – Czy kiedykolwiek przechodziliśmy przez drzwi w samej bibliotece? – ręka chłopca wskazała na ciemne, rzeźbione drzwi. – No zastanów się!
- Chyba nigdy – mruknął Horatius.
- No właśnie! – Liber podszedł do drzwi i szarpnął za klamkę. – Szlag, zamknięte. – szarpnął jeszcze raz za mosiężną klamkę, drzwi ani drgnęły. – I co teraz? – odwrócił się do przyjaciela i zdębiał. Horatius właśnie przesuwał regał, na którym znaleźli pustą książkę. – Zgłupiałeś?! Co robisz?! – krzyknął, ale już było za późno. W powietrze wzniosły się kłęby duszącego dymu, książki po kolei uderzały o podłogę, a po chwili głośny łomot oświadczył upadek regału.
- Siedź cicho i patrz! – krzyknął Horatius i wskazał ręką na drugie drzwi. – Były ukryte za regałem. Kiedy wyjęliśmy książkę, po drugiej stronie regału była klamka. – Chłopcy spojrzeli na siebie i kiwnęli głowami. – Na trzy?
- Dobrze.
- Raz.
- Dwa.
- Trzy! – pociągnęli drzwi do siebie, te nawet nie skrzypnęły. Kolejne kłęby kurzu wzbiły się w powietrze.
- Kogo na miłość Boską przywiało?! A może w ten sposób?– zachrypnięty głos cicho odezwał się zza drzwi. – Niech no się tylko pokaże ten, co spokój mój zakłóca! – Drzwi otworzyły się szerzej, a przez nie wszedł niski, młody? mężczyzna. Nerwowo rozejrzał się po pokoju, jego habit zafurkotał, a kiedy zobaczył przewrócony regał, złapał się za głowę. – I kto to do licha posprząta?! – westchnął cicho. Ignorując chłopców, chwycił mocno regał i spróbował go podnieść.
- To może my pomożemy? – mruknął cicho Liber i o mało co nie oberwałby książką w głowę.
- Kim jesteście?! Czego chcecie?! – chłopcy dopiero teraz zauważyli, że to wcale nie był zwykły człowiek, ale mnich. Najprawdopodobniej ktoś, kto pracował w skryptorium, bo jego palce były poplamione atramentem.
- My przyszliśmy tutaj przez… drzwi. Z biblioteki – szepnął przestraszony Horatius.
- Z jakiej biblioteki? – mocno zdziwiony mnich spojrzał na chłopców. Regał nadal leżał na ziemi.
- Szkolnej. To takie miejsce w szkole, gdzie jest mnóstwo książek – wytłumaczył Liber.
- Książki? Przeszliście przez drzwi z biblioteki szkolnej, gdzie jest dużo książek, przewróciliście regał… Mnich przez dłuższą chwilę milczał z wyrazem głębokiej konsternacji na twarzy.
- Wy znaleźliście książkę, prawda? – mnich aż podskoczył. Różaniec przy jego boku lekko się zakołysał. – Czarną książkę, bez autora i bez tytułu! Znaleźliście ją? Odpowiedzcie! – krzyknął.
- Tak, znaleźliśmy.
Mnich nerwowo przeszedł się po pokoju. Jego buty zostawiły ślady na zakurzonej podłodze.
- A mówił przeor, nie otwieraj drzwi! Mówił! Jaki ja jestem głupi! Boże, wybacz mi moje nieposłuszeństwo, mea culpa, mea culpa* – uderzył się w pierś i wzniósł oczy ku niebu.
- Czy coś się stało? – Liber zaciekawiony zachowaniem mężczyzny podszedł do niego.
- Oj, stało się! Cóż żeście narobili najlepszego! Wypuściliście go! Teraz już nikt nie spojrzy na książki! – przerażony mnich chwycił obu chłopców za kurtki i wciągnął ich przez drzwi. Przeszli razem przez długi korytarz, a na końcu mnich wepchnął ich do celi i zaryglował drzwi. Opowiedział im całą historię. Chłopcy nie mogli uwierzyć.
- Twierdzisz więc, że wypuściliśmy to „coś” i teraz musimy to naprawić? – Liber rozglądał się po kamiennych ścianach klasztoru. Nie mógł uwierzyć w całą tę historię. – Może od początku, bo nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. W jakiejś księdze ktoś kiedyś napisał, że przyjdzie takich dwóch, którzy przewrócą regał z książkami i wypuszczą stwora, który będzie odwodził ludzi od czytania. I żeby to zmienić, trzeba przeczytać książkę. Problem polega na tym, że brakuje jednej kartki. Dobrze zrozumiałem? – nie wiedział dlaczego, ale śmieszyła go ta historia.
- Widzę, że geniuszami to wy nie jesteście. Owszem, dobrze zrozumiałeś – mnich ciężko westchnął. – Ad fontes, chłopcy. Ad fontes.**
- Masz tę księgę, prawda, Scryptorisie? – Horatius spojrzał wyczekująco na mężczyznę.
- Tak – rzekł cicho mnich i spod wiekowego już pulpitu wyciągnął małą książkę. – Tak jak mówiłem, jest wybrakowana. Nie ma jej jednej strony – zwiesił głowę i podał książkę chłopcom. – Nie ma takiej wskazówki, która pomogłaby wam znaleźć tę jedną stronę. Prawdopodobnie jest tu, w klasztorze. Ale gdzie? Tego nikt nie wie. Wy dostaliście się tutaj przez drzwi, nie macie pojęcia o kondygnacjach tego budynku. Nie ma mowy, żebyście znaleźli jedną, jedyną kartkę w całym opactwie.
- Chyba nas nie doceniasz, Scryptorisie – obaj chłopcy uśmiechnęli się do siebie i zaczęli czytać książkę. Muszą pomóc, sami narozrabiali.
Mijały godziny. Chłopcy zadawali zakonnikowi mnóstwo pytań. Wreszcie Liber krzyknął:
- Jest! Znalazłem! Mapa ukrycia tej piekielnej – przerwał, gdyż zorientował się, że w obecności mnicha powinien bardziej uważać na słowa – przepraszam, tak mi się wyrwało, no wiecie, tej kartki! To na niej jest cała historia! Scryptorisie, pomóż nam! Znasz ten klasztor jak własną kieszeń! – krzyczał uradowany jak nigdy. Nic nie rozumiał z tej historii, może był to tylko jego sen, ale bardzo mu się ten sen podobał.
- Hmmm… można by zejść bocznym wejściem. Nigdy nie byłem w tej komnacie, ale można by spróbować. Audaces fortuna iuvat.*** Raz kozie śmierć. Chodźcie! – Scryptoris pewnie przemykał wąskim korytarzem i mijał kolejne zakręty. Szedł tak szybko, że trudno było za nim nadążyć. Minął jedne drzwi, drugie i trzecie. Zatrzymał się na końcu korytarza i zapukał delikatnie. Nikt się nie odezwał.
- Wejdźcie. I szukajcie – powiedział do chłopców, a ci ruszyli przed siebie. Weszli przez ciemny korytarz i dopiero w blasku świecy dostrzegli, co to za miejsce. Łaźnia! Najsłodsza księgo, byli w łaźni! Nie mogli wytrzymać i oboje się roześmiali.
- Myślałeś kiedyś o tym, by szukać kartki z książki w takim miejscu? – parsknął Liber.
- Nigdy w życiu. Ale to może być ciekawe – uśmiechnął się lekko Horatius. – Co mówiła ta księga? Że gdzie szukać?
- Nie mam pojęcia. Chyba za jakimś kołem – chłopcy rozejrzeli się po pomieszczeniu. Tylko jedna rzecz miała tu kształt koła. A było to okno.
Horatius spojrzał wymownie w stronę otworu.
- Mam przez nie skoczyć? Jesteś nienormalny! Tutaj jest z pięć metrów! – krzyknął Liber.
- Nic ci nie będzie, skacz! – odkrzyknął Horatius.
- Nie ma mowy! Nie zrobię tego!
- Dobrze, to chociaż spójrz w dół. Widzisz coś?
- Coś tam widzę – Liber wychylił się przez okno i spojrzał na idealnie przystrzyżony trawnik. Kilku mnichów pracowało w przyklasztornym ogrodzie. – Na dole, przy murze jest jakieś pomieszczenie. Może tam?
- Warto spróbować – mruknął Horatius i odwrócił się na pięcie. Był zmęczony, miał dość tych wycieczek. Och, mogli w ogóle nie ruszać tego regału. Nic by się nie stało!

Tymczasem w szkole mijała lekcja za lekcją. Normalnie. No, może nie do końca. Liber i Horatius zniknęli z klasy i nie pojawili się na ostatnich zajęciach. W zasadzie może to dobrze, bo punktualnie o 12 zabrzmiał dzwonek alarmu przeciwpożarowego. Biblioteka szkolna stała w płomieniach, a w parku na ławce siedział młody mężczyzna w garniturze i ze zwiędłą różą w butonierce.

- Czyli co, mamy szukać w książce?! Czego jeszcze?! Może powłóczymy się po średniowiecznym klasztorze, tak dla zabawy. Wracajmy! – Horatius był zdenerwowany. Najpierw szukali tej kartki, a teraz, kiedy już znaleźli, mają szukać w jakiejś książce! No i czego niby jeszcze?! Może kwiatków zimą na łące?! Nie, tego było za wiele!
- Spokojnie, Hor. Jeśli chcesz, wróć. Obawiam się jednak, że drzwi się nie otworzą – wyraźnie zmęczony Liber też stracił entuzjazm. Być może byłaby to wspaniała przygoda, ale nie dla niego. Znaleźli tę kartkę po tylu przewróconych rzeczach, a ona mówi tylko jedno. Szukajcie w książce. Niby w jakiej książce? Brakowało im sił. – W zasadzie. Wróćmy. Też mam już dość. – Liber ciężko westchnął i wstał z zielonej trawy. Przeszli wzdłuż kamiennej ściany i weszli do środka przez ogromną, klasztorną bramę. Na dziedzińcu nie było nikogo oprócz Scryptorisa, który kiedy tylko ich zobaczył wstał ze swojego krzesła i podbiegł do nich.
- I co?! Macie? – podskoczył na ich widok, ale gdy zobaczył ich miny, posmutniał.
- Mamy kartkę, nie mamy siły – powiedział Horatius i ciężko opadł na krzesło.
- Mam pomysł! – krzyknął nagle Scryptoris i rozejrzał się po sali. – Bracie! Bracie! – krzyknął do któregoś z mnichów i szybko do niego podbiegł. Porozmawiał z nim chwilę i wymachując rękami, podbiegł do chłopców. – Pora coś zjeść – chłopcy uśmiechnęli się promiennie i pobiegli za mnichem.

Siedząc przy ogromnym stole, planowali co zrobią dalej.
- Może wystarczy tam pójść i po prostu wyważyć drzwi? – mruknął Horatius, ładując sobie do ust kanapkę.
- Zgłupiałeś? Chcesz uszkodzić połączenie między epokami? To by zniszczyło harmonię w świecie. Nie ma mowy!
Scryptoris wlał sobie do ust herbatę i wytarł usta rękawem.
- A może po prostu tam pójdziemy? – szepnął Liber. – Może po prostu wystarczy któraś z ksiąg z tamtego pokoju? Może… eureka! – na twarzy chłopca pojawił się szeroki uśmiech. Wstał z krzesła i pędem pobiegł na górę. To proste! Przecież książka była nie zapisana, bo nikt nie stworzył takiej historii! Nie ma książki bez wcześniej wymyślonej historii! Och, jakie to jest logiczne! To ich historia będzie zapisana w tej książce! Muszą tam wrócić, to odpowiedni moment.
Przebiegł przez korytarz i pchnął ciężkie drzwi. Przeskoczył przez przewrócony regał i aż krzyknął. Wiedział! Wiedział, że drzwi będą otwarte! Wiedział!
- Horatiusie! Horatiusie, prędko!
Nie mogąc się powstrzymać, przeszedł przez drzwi, w biegu chwytając książkę w czarnej okładce. Po chwili obok niego pojawił się Horatius. To co zobaczyli wprawiło ich w osłupienie. Podłoga szkolnej biblioteki była zalana wodą, rozmazany atrament zabarwił w niektórych miejscach wciąż stojącą wodę. Chłopcy przeszli kawałek dalej i usłyszeli tylko trzask zamykanych drzwi. Podskoczyli oboje, przez co do butów wlała im się woda.
- Co teraz? – Horatius spojrzał z przerażeniem na swojego przyjaciela.
- Nie mam pojęcia. Chodźmy stąd, nie mogę na to patrzeć. – Liber przeszedł wzdłuż zalanych regałów, aż do kontuaru za którym zawsze stała miła, starsza bibliotekarka. Horatius ze smutkiem w oczach podniósł stary i teraz już zmoczony tom „Władcy Pierścieni”.
- Słuchaj, a może otworzymy tę książkę? – zapytał po chwili chłopak i przejął czarny tom od przyjaciela. Przerzucił kilka kartek i zobaczył jak na pustych jeszcze stronach powoli pojawiają się wypisane granatowym atramentem litery, litery łączą się w wyrazy, wyrazy składają zdania. Widziała jak zapisuje się cała ich historia. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek zobaczy coś takiego.
Liber w tym samym czasie wszedł za kontuar i zebrał z podłogi zmoczone kartki. Delikatnie przejrzał wszystkie papiery i wśród nich znalazł jedno, bardzo ciekawe ogłoszenie. „Konkurs na opowiadanie fantasy, uratuj książki przed zapomnieniem!”. Z zaciekawieniem przeczytał ogłoszenie. Może i czasu było niewiele, ale jeśli to miało być to, co uratuje książki – był gotów zrobić wszystko. Krzyknął na Horatiusa i w tym momencie, w zalanej bibliotece zaczęli snuć plany na opowiadanie.

 

* – mea culpa – z łac. „moja wina”

** – Ad fontes. – z łac. „do źródeł”

*** - Audaces fortuna iuvat. – z łac. „Odważnym szczęście sprzyja”

Mam nadzieję za konstruktywną krytykę :_:

Z pozdrowieniami z poszukiwań Pana Wena,

Limannova.

 
Komentarze (6)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Ola

    26 kwietnia 2014 o 11:34

    No fajne ale ja czy tak czekam na Sevmione!

     
  2. ~olcia

    25 czerwca 2014 o 06:29

    Mam nadzieję, że masz wytłumaczenie na tak długą nieobecność? (zbliża się do autorki bawiąc się różdżką w palcach) Jeśli nie to mam dla cb wyjątkowo dużo ślicznych klątw np. Crucio, Tormenta, Imperius, po którym pójdziesz do łóżka z chłopakiem którego wybiorę i wieeeelllleee innych, w kolejności jakiej podałam. Rozdział ma się pojawić w ciągu tygodnia, później znajde, potorturuje i zabiję.

     
  3. ~Rose

    3 sierpnia 2014 o 00:56

    Zgrabne, zagrane i spójne opowiadanie. Wczeczekuję bardziej Sevmione.

     
  4. ~Xel@

    8 sierpnia 2014 o 16:44

    Kochanie, łyknęłam Twoje opowiadanie i czekam na więcej! Zakochałam się w nim. Czekam na więcej.

    Pozdrowienia i Wena życzę, bo ciekawa jestem przyjęcia Hermiony do Śmierciożerców :3
    buziaki od Xeli :*

     
  5. ~Paula

    7 listopada 2014 o 11:44

    Hejka, twojego bloga znalazłam już jakiś czas temu, ale dopiero dzisiaj piszę tutaj komentarz. Twój blog jest świetny i mam nadzieję, że nie porzuciłaś go i wkrótce powrócisz tu z nowymi pomysłami i rewelacyjnymi rozdziałami :) Weny, weny i jeszcze raz weny!

     
  6. ~Zuza

    5 lutego 2016 o 15:50

    Czemu cię tak długo nie ma? To już 1,5 roku. Wracaj i pisz!!!!