RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2014

Rozdział : XXXII

10 sty

Witajcie po dłuugiej przerwie! :)

Wróciłam do żywych, ale nie obiecuję takiej aktywności jak zawsze. Staram się jak mogę, pamiętajcie o tym! ;) Doczekałyście się sceny +18. Nie mam ŻADNYCH doświadczeń na TYM polu, więc opierałam się głównie na przeczytanych FF, czy też pomocy zacnej i Wszechmogącej Rose. Jeśli kogoś rażą takie sceny, proszę o pominięcie. Jest oznaczona czerwonym kolorem, a z fabuły (która leży i kwiczy i prosi o kawę) nic nie stracicie ;)

Miłego czytania!

 
XXXII

Gdy tylko poczuła grunt pod stopami wzięła głęboki oddech i powiedziała.
- Severusie do stu piorunów, co ty…hmpfht – nie dane jej było skończyć, bo Snape zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem.
- Po to, idiotko. Jestem cholernie zakochany w kobiecie, którą mam przed sobą i choć jest ode mnie 20 lat młodsza, to w tej chwili mam ochotę wziąć ją na 101 różnych sposobów. I nie obchodzi mnie opinia innych ludzi. – Hermiona spojrzała na swojego profesora, przyjaciela i obiekt jej snów erotycznych. Była w nim na zabój zakochana ale nigdy nie myślała, że kiedyś on jej to odwzajemni. Nie mogąc wydusić z siebie ani słowa, przyciągnęła go za kark i pocałowała z taką siłą, że zakręciło mu się w głowie. Nie posądzał tak młodej dziewczyny o to, by w jednym pocałunku potrafiła przekazać wszystkie swoje emocje. Cóż, zapomniał, że ma do czynienia z Hermioną Jean Granger, jedną z Najlepszych Czarownic świata magicznego ostatnich czasów.
Severus chwycił dziewczynę w pasie chcąc mieć nad nią kontrolę. Gryfonka pchnęła go na ścianę i przyciągając za kołnierz szaty pocałowała najpierw w usta, a następnie rozpinając guzik po guziku z jego szat i rozwiązując sznurowanie jego koszuli, zeszła na jego szyję by doczekać się pierwszego głosu od jej partnera. Czarnowłosy mruknął przeciągle jak tygrys zbliżający się do swej ofiary. Strzała przyjemności przemknęła przez ciało Gryfonki i zatrzymała się gdzieś w okolicach jej podbrzusza. Nigdy w życiu nie pomyślałaby, że męskie pomruki mogą być aż tak podniecające. Czy to było normalne, czy tylko ona miała tak spaczony gust?
On był wściekły na siebie. Dał się ponieść emocjom po raz kolejny! Szlag by to! Hermiona była jedyną z dwóch czarownic, które sprawiały, że mruczał. On, zimy dupek z lochów, Severus Snape we własnej postaci MRUCZAŁ.
- Emm… Severusie? – Hermiona stała lekko skonfundowana, bo Snape od dłuższego czasu patrzył się w dal.
- Co? Ach, tak. Miałem się do ciebie dobrać. – Jak wygłodniały pies, który zobaczył miskę z jedzeniem, Mistrz Eliksirów zaatakował młodą Gryfonkę. Wziął ją szybkim ruchem na ręce i otwierając kolejne drzwi mocnymi kopniakami, rzucił ją na łóżko. Nie bawił się w delikatność i stanowczym ruchem zdjął z niej wszystkie górne części ubioru. Sięgnął do zapięcia jej spodni gdy usłyszał jak mówi stanowczo.
- Stój.
- Chyba nie powiesz mi teraz, że się rozmyśliłaś? – zapytał trochę przestraszony, że jednak jej pocałunek był tylko podpuchą, żeby zrobić go w bajo bongo.
- Nie, nie o to mi chodzi. Ty jesteś nadal całkowicie ubrany. Rozpięta koszula się nie liczy! Zdejmuj to!
- Mam ci tu odwalić striptiz? – wyprostował się i spojrzał na nią swoim wrednym, belferskim wzrokiem.
- Striptiz niekoniecznie, ale masz to zdjąć z siebie! – uśmiechnęła się do niego słodko i szarpnęła za rękaw szaty. Guziki przy rękawach posypały się po podłodze, a jej ręka została uchwycona w silny, męski i stanowczy uścisk.
- Nigdy więcej. Nie szarp. Za rękaw. – pocałował ją z pasją i ogniem w usta. – A teraz nauczę cię, jak powinno się zdejmować ubrania z mężczyzny, z którym będziesz się kochać. – Chwycił jej dłoń i przysunął do swojego ramienia. Delikatnie prowadził dłoń dziewczyny zsuwając materiał z ramion. Gryfonka położyła drugą rękę na jego torsie i kreśląc koła na jego skórze, wyrwała rękę z uścisku i przyłożyła ją w miejscu serca. Patrząc Snape’owi prosto w oczy i czując pod palcami bicie jego serca, ściągnęła resztę materiału z jego ramion i pleców. Przesuwając jedną rękę z jego ramienia, na brzuch, sięgnęła do zapięcia jego spodni.
- Hermiono…
- Proszę, powiedz mi, że nie zebrało ci się na gadanie.- lekko poirytowana Hermiona spojrzała ostro na Severusa. Nie zrobiło to na nim wrażenia.
- Muszę wiedzieć. Czy ty naprawdę masz pojęcie co robisz?
- Idę do łóżka z moim profesorem, którego kocham. To chyba normalne prawda?
- Czyli świadomie chcesz zostać rozdziewiczona przez własnego profesora? – uśmiechnął się do niej zadziornie, niestety zapomniał o jednej małej sprawie. Hermiona zdjęła z niego cały ubiór i w ramach odwetu chwyciła go mocno za przyrodzenie. Syknął z bólu jak i przyjemności. – Cholerna cnotka. Niby taka niewinna, a walczy jak lwica. Szkoda tylko, że zadarła z bardzo jadowitym wężem. – mruknął jej do ucha swoim najbardziej uwodzicielskim tonem. Pchnął ją na łóżko i rozsuwając jej nogi ułożył się między nimi. W oczach dziewczyny zobaczył błysk strachu i zawahał się na chwilę, po czym silnym pchnięciem wszedł w nią z zadowoleniem.
Gryfonka nie poczuła bólu, za to czuła, jak ogromny narząd rozciąga ją od środka sprawiając niewyobrażalną przyjemność. Z każdym pchnięciem czuła coraz większe uniesienie. Usłyszała groźne warknięcie, co doprowadziło ją do stanu całkowitego zamroczenia umysłu. Całe jej ciało nastawione było na odbieranie przyjemności. Wygięła ciało w łuk i krzyknęła zatapiając się w bezbrzeżnej otchłani, na sobie czując ciężar męskiego ciała.
Ślizgon opadł bezwładnie na poduszki obok swojej wybranki. Gdyby wiedział, że Gryfonki są tak…dobre… to już dawno dobrałby się do którejś z tych cholernych cnotek.
Zamroczenie umysłu było przejściowe. Zaraz po odzyskaniu świadomości, Hermiona spojrzała na Snape’a swoim pięknymi oczami, teraz pełnymi zaufania. Mężczyzna przygarnął ją do siebie, zatapiając długi, haczykowaty nos w jej włosach i prosząc Merlina o wybaczenie zamknął oczy, oddając się w objęcia Morfeusza.

~***~

Nikt w Norze nie miał pojęcia co wydarzyło się między Ślizgonem i Gryfonką, ale wyraźnie byli cholernie na siebie w źli. Snape stał się jeszcze bardziej kąśliwy, jeśli to w ogóle możliwe, a Hermiona jeśli nie musiała, nie odzywała się do nikogo. Syriusz boleśnie odczuł jej złość, gdy próbował z nią porozmawiać.
- Hej, Hermiono. Co Ci jest?
- Cholera jasna! Łapo, odwal się ode mnie. – warknęła i szybkim ruchem wstała od stołu, „przypadkowo” zdzielając Syriusza łokciem po głowie.
- Panno Granger. Może parę cukierków i się pani uspokoi? – Gryfonka rzuciła Dyrektorowi wściekłe spojrzenie i usiadła na krześle obok kominka, by po chwili znaleźć się na podłodze. Kominek zaczął syczeć i skrzypieć, jakby zaraz miał rozsypać się w drobny mak. Ze środka wyszła wysoka, szczupła kobieta z ogniem furii w oczach. Za sobą ciągnęła czterech postawnych mężczyzn, ubranych w szaty śmierciożerców, by po chwili, otrzepując ręce, rzucić ich bez większej delikatności obok kanapy. Podeszła do Dyrektora i mierząc mu palcem w pierś wysyczała.
- Jak. Mogłeś. Dać. Mi. Tak. Słabych. Pomocników. Albusie! O mały włos, a wszystkich nas by pozabijali! – wyraźnie była wściekła, a jej ton wskazywał na to, że nie ma w tej chwili szacunku dla nikogo z siedzących w kuchni.
- Albusie, możesz mi wyjaśnić kim jest kobieta, która przez mój kominek przywlokła tutaj czworo śmierciożerców i zabrudziła mi pół kuchni? – Molly Weasley oskarżycielsko patrzyła na kobietę, jakby to ona była winna wszystkim morderstwom świata. Dyrektor lekko zachichotał i różdżką wskazał na przybysza.
- To, moi drodzy, jest Rose Johnson. Aurorka, jedna z najlepszych kobiet, które zdobyły te uprawnienia. Będzie uczyć w Hogwarcie.
- Dzięki. – mruknęła Rose i kopniakiem odstawiła krzesło, które stało jej na drodze, po czym z wyraźną ulgą rozsadziła się w wolnym fotelu. Snape prychnął pogardliwie, czym zwrócił jej uwagę na siebie.
- No proszę. Severus Snape, we własnej osobie. Albo mnie wzrok myli, albo faktycznie się zestarzałeś.
- Za to ty, Johnson, z inteligencji gumochłona awansowałaś na sklątkę tylnowybuchową.
- Dzięki za komplement, Sev. – oczy Snape zabłysły groźnie, a Rose roześmiała się zimno.
- Nie mów tak do mnie. Ustalaliśmy zasady. – warknął i zacisnął dłonie w pięści.
- Podpunkt czwarty, paragrafu 1765, „Zasady nie obowiązują po długiej nieobecności jednego z członków zakładu.” Czyżbyś zapomniał, Snape? – kobieta uśmiechnęła się demonicznie do Snape’a, na co on skrzywił twarz dając do zrozumienia, że nie zapomniał. Ale pamiętać też nie chciał.
- Ogranicz się chociaż. – warknął i obrócił się z powrotem w stronę innych członków Zakonu, którzy patrzyli na niego z niedowierzaniem. – Na co się gapicie?! Do roboty! – krzyknął i wszyscy wrócili do swoich zajęć.
Rose Johnson w skupieniu patrzyła na Snape’a. Nic się nie zmieniło, ani pod względem jego charakteru, jak i wyglądu. Myślała, że wojna go zmieni. To całe zamieszanie z Wężą Mordą i tą małą Granger. A tu nic. Chociaż… w zasadzie… Przecież każda strona jest równie biała co czarna.

 

Przepraszam, że tak krótko, Wena nie dopisuje. Cieszcie się, drogie czytelniczki (jeśli jeszcze jakieś tu zaglądają).

Limannova.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii