RSS
 

Rozdział: XXX

25 cze

Dziękuję za ponad 3500 wejśc, 80 komentarzy, 30 rozdziałów na tym blogu i za wielu czytelników, którzy nie chcą się ujawnić.

 

XXX

W Norze balanga szła na całego. Choć na początku było oficjalnie, trochę gburowato i sztywno, to gdy do akcji wkroczyli bliźniacy, wszystko się rozkręciło. Na stołach pojawiła się Ognista Whisky, Malibu, wino, a nawet wódka. Dumbledore pierwszy wzniósł toast, po nim Minerwa, Molly i Artur Weasley i bliźniacy, którzy narobili mnóstwo wstydu Hermionie, której życzyli, by w końcu ktoś ją dorwał w wiadomy sposób. Remus i Syriusz wznosili toasty za przyjaźń i oddanie, lecz Syriusz po kryjomu miał pewien słodki plan, który uknuli z Draconem. Mianowicie, Syriusz miał pod pretekstem złego samopoczucia wypijać pyszny sok zrobiony przez panią domu, a Malfoy miał upić jubilatkę. W ten sposób Syriusz dowiedział by się wszystkiego, a może nawet doszłoby do czegoś więcej. Jak na razie plan ten szedł zgodnie ze wszystkimi przewidzeniami. Hermiona piła razem z innymi gośćmi i nie przejmowała się tym, że rozmawiała z kompletnie pijanym Dumbledorem na temat jego homoseksualności i tego w jakich mężczyznach gustuje.
- Moja droga, Severus – hik – nie jest w moim – hik – guście. – hik.
- A taki Remus? – zapytała Gryfonka nalewając sobie i Dumbledore’owi kolejną kolejkę. – Albo…Hagrid?
- Nad tym drugim bym się zastanowił. – hik – Ale ten pierwszy – hik – ma za dużo sierści – hik – w pewnych miejscach. – hik.
- Czyli jednak, profesorze? – Hermiona wzięła głęboki oddech i prześlizgnęła się nieobecnym wzrokiem po zebranych. – Ojej, nie ma go. – hik.
- Kogo? – hik. Dumbledore rozejrzał się rozmarzonym wzrokiem po obecnych i spojrzał dziwnie na jubilatkę.
- Sevisia.
- Kogo?
- Sevisia, mojego przepięknego, opanowanego, namiętnego i cholernie romantycznego przyszłego męża. – hik.
W tym momencie przez kominek weszła dwójka mężczyzn. Wychwalany we wcześniejszych peanach Severus Snape i Charles niosący na rękach wielkie, czarne pudło, obwiązane srebrną kokardą, podeszli do pijanej do granic możliwości Gryfonki i podarowali ( a raczej Charles to zrobił, bo Severus stał z obrażona miną) jej prezent.
- Wszystkiego najlepszego z okazji 18 urodzin, Hermiono! – krzyknął Charles i przytulił Hermionę.
- Merci. Zostaniecie chyba z nami, prawda? – powiedziała Gryfonka i zbliżyła się do mrocznego mężczyzny, patrząc na niego filuternie.
- Granger, jesteś niespełna zmysłów. Nie mam zamiaru brać na siebie odpowiedzialności za twoje zdrowie i życie.
- Spokojnie, profesorze. – Gryfonka otworzyła wielkie pudło i spojrzała na liścik leżący na czymś zielonym.

Granger!
Niestety, pod groźbą zabrania mi składników, muszę napisać ten cholerny list, choć czuję się jak ostatni idiota. Coś w stylu pieprzonego Casanovy, który zostawia swojej kochance list miłosny.
Charles, który zwisa mi nad ramieniem, pragnie życzyć ci szczęścia z mężczyznami, choć nie wiem, po jaką cholerę ci to. I tak każdego odstrasza to piekielne gniazdo na twojej głowie.
Też mam ci złożyć życzenia. Taaa… Nigdy w życiu tego nie robiłem, a teraz nagle mam być durnym Mistrzem Składania Życzeń. Co za bzdury.
Wszystkiego najgorszego, Granger i nie zużyj całej fiolki od razu.

SS&CL

Gryfonka patrzyła z uśmiechem na list, ale chyba nie do końca rozumiała jego treść, bo litery rozmazywał jej się.
- Dziękuję obojgu.
- Rozpakuj, Hermiono. – Charles uśmiechnął się i rozejrzał po towarzystwie. Syriusz Black jako jedyny nie wyglądał na pijanego, co niemało zdziwiło obojga mężczyzn.
Hermiona tymczasem rozpakowała prezent, który przynieśli profesorzy. Z czarnego pudła wyjęła śliczną, zieloną sukienkę. Na pierwszy rzut oka była dość krótka, mogła sięgać trochę za kolano. Szerokie ramiączka obszyte były srebrnym materiałem tak, jak i dekolt oraz dół sukienki. Od pasa w dół znacznie się poszerzała i nabierała okrągłego kształtu. Hermiona rozłożyła ją na stole, zaraz obok soku dyniowego i Ognistej. Włożyła rękę na dno pudła i wyciągnęła malutką buteleczkę wypełnioną krwistoczerwonym płynem.
- Co to? – spytała obracając buteleczkę w palcach.
- Wytrzeźwiejesz, zrozumiesz. – powiedział Snape i odszedł w kąt kuchni, gdzie wziął butelkę Ognistej i zdrowo z niej pociągnął. Całą resztę spraw, między innymi patronusy, zostawił na potem. Teraz miał ochotę spić się do nieprzytomności.
Pili. Wszyscy chlali do oporu, a najwięcej ciągnął Hagrid, McGonagall i Dumbledore, który co chwila chichotał jak nastolatek. Granger też nie była w tyle. Musiała już mieć moc promili we krwi, gdy weszła na stół i zaczęła się rozbierać do bielizny. Snape, który miał cudowny widok na jej pośladki, pociągnął właśnie z butelki, a zauważając, że w tej nie ma już alkoholu, podszedł do stołu, gdzie wszyscy wiwatowali i gwizdali. Nie było tylko Dracona, Ginewry, Pottera i Lovegood, który uznali za stosowne wyjść i oddać się nieco innym zajęciom.
Gryfonka w tym czasie ubrała na siebie nową suknię i zeskoczyła ze stołu. Niestety tak niefortunnie, że wpadła prosto w ręce Mistrza Eliksirów, który złapał ją trochę wyżej niż w pasie. Kątem oka zauważył błysk w oku Lupina, który wcale nie wyglądał na pijanego, tak jak przed chwilą. Postawił Gryfonkę na ziemi, ale nie dał jej odejść. Przytrzymał ją (tym razem w pasie) i spojrzał na nią wręcz groźnie.
- Hermiono, tylko nie – hik – przygryzaj wargi! – hik. To Dumbledore krzyknął z drugiego końca kuchni.
Hermiona stała wpatrzona w Mistrza Eliksirów, uważając go za największe bóstwo jakie chodzi po ziemi.
- Profesorze, czy to ma być zaproszenie? Ten błysk szaleńca w pana oku i pańskie dłonie na mojej, ekhem?
- Ekhem? Czyli?
- Na moim tyłku, idioto! – Snape uwięził ją między własnymi ramionami. Nie myślał o tym, że patrzy na nich ponad 20 osób. Hermiona też miała to gdzieś.
- To nie było najlepsze posunięcie, Granger. – Wypowiedział formułkę pieprzonego zaklęcia, które sprawiało, że to co za chwilę zrobi nie będzie zaliczane do rozkazu. I zrobił to. Po prostu. Bam i już. Postradał zmysły, całując Hermionę Granger przy wszystkich obecnych.
Wziął w posiadanie jej usta i całe wnętrze, usidlił zmysły walcząc o dominację. Uwarzył coś, czego z pewnością będzie żałował.
Cóż, reakcje były różne. Dumbledore zaczął histerycznie chichotać, McGonagall patrzyła się wielkim jak spodki oczami i po chwili dołączyła do Dumbledore. Lupin przytrzymywał Black’a, który uparcie wyrywał się do przodu w kierunku dwojga całujących się. Reszta patrzyła jak w obrazek. Na pewno był to niecodzienny widok.
Snape tymczasem nie miał najmniejszego zamiaru przestać. Całował swoją partnerkę po szyi, błądząc rękami po jej tali – pomińmy milczeniem fakt, że jedna z jego rąk zawędrowała pod jej sukienkę.
Jego samokontrola podupadała, choć twierdził, że i tak dobrze się trzyma. Miał przecież sporo wypite. Gdy zaczęła go dotykać, mało co nie zszedł na zawał. Bez większych ceregieli chwycił ją za biodra i posadził na stole między owocami a zupą. Kątem oka zauważył, że Lupin siłuje się z tym cholernym Blackiem. Powrócił do kobiety siedzącej przed nim. Cholera, nie wiedział co to jest. Normalnie nie pomyślałby o takich uczuciach, ale to co zobaczył w jej oczach było dla niego czymś nowym i nieodgadnionym. On sam nie wiedział już, co czuje do tej dziewczyny. Błagał Merlina żeby to nie była miłość ani nic w ten deseń, bo jeśli tak faktycznie jest, to są udupieni. Oboje.
Nawet nie zauważył kiedy zdjął z niej sukienkę, a ona wsadziła dłonie pod jego koszulę wcześniej pozbywając się surduta i płaszcza. Jakiś cichy głosik w jego podświadomości wręcz błagał by przestał robić to, co robił, ale Severus stłamsił go zatracając się w cudownej kobiecie jaką miał przed sobą. Błądził rękami po jej odkrytym ciele i już chciał sięgać do zapięcia jej stanika (swoją drogą, dzieło szatana), gdy poczuł szarpnięcie w okolicach kostki i przejmujący ból. Upadł na podłogę i zobaczył przy prawej nodze wielkiego, czarnego psa.
- Black, do kurwy nędzy! Odpieprz się od mojej nogi! – czarny pies nie dawał za wygraną i uparcie szarpał zakrwawioną nogawkę Snape’a. Mistrz Eliksirów wyciągnął różdżkę z kieszeni spodni i z hukiem odesłał Huncwota na pobliską ścianę. Podszedł do niego i spojrzał jak na jakieś ścierwo.
- Jak zawsze, Black. Trzymaj nerwy na wodzy. – pochylił się nad głową animaga i wyszeptał wprost do jego czułego ucha – Ona jest moja, Black. – wyprostował się i wymierzył kopniaka między żebra przemieniającego się psa. Syriusz krzyknął z bólu i z powrotem upadł.
- Chciałbyś – syknął przez zaciśnięte zęby i skulił się na podłodze, gdy dostał jeszcze raz.
- Trzymaj swoje łapy przy sobie. – Snape machnął różdżką na własne szaty i po chwili aportował się z cichym trzaskiem do własnych komnat. Lupin podszedł do półnagiej i oszołomionej Hermiony, okrył ją własną marynarką i wyprowadził z kuchni w Norze. Pozostawił ją w pokoju, a sam poszedł do łazienki, gdzie spodziewał się zastać eliksir trzeźwiący. Nie pomylił się. Po chwili wlewał go do ust Gryfonki.
- Co… gdzie… Remus… – Gryfonka rozglądała się skołowana po swoim pokoju. – Cholera, zimno tu… – spojrzała w dół i zobaczyła, że nie ma nic oprócz bielizny. – Jak, do cholery jasnej, zgubiłam spodnie i koszulkę?! Remusie, wyjaśnisz mi to?
- Może lepiej nie, Hermiono. Dowiesz się tego z pewnością od bardziej odpowiedniej osoby.

______________________________________________________________________

To$ka, przyjdź kiedyś, prztul i powiedź, że wszystko będzi dobrze, bo po raz kolejny brak mi sił i kilka kresek przybyło do kolekcji.

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~To$ka

    25 czerwca 2013 o 17:35

    Co do rozdziału to doskonale wiesz co o nim sądzę ;d
    Ale szczerze nie myślałam, że to zajdzie AŻ tak daleko.! Merlinie.!
    Hah dzięki tobie zaczęłam się śmiać ;x
    Ale i tak uduszę Seva (no i przy okazji cb), za to co zrobił Syriuszowi -.-’ xd
    Świetnie to napisałaś.!
    Czekam z niecierpliwością na nn, ciekawa rozmowy Hermi z Sevem, mając nadzieję, że taka się odbędzie xd <33
    Weny, weny mój kochany bananie.! ;*

    + "kilka kresek przybyło do kolekcji" no i dzięki…tu już sama nw co mam myśleć…jeśli to jest to…Pieprzony deszcz -.-'

     
  2. ~Alexa

    27 czerwca 2013 o 16:44

    Jestem zawiedziona…
    Tak zawiedziona i zła, że przerwałaś ich scenę miłosną w taki momencie!
    Choć nie wyobrażam sobie, by zrobili to na oczach tych wszystkich ludzi! O.o
    Masz racje… Ten moment powinien być dla nich wyjątkowy.
    Tak zgadzam się z tb. :D
    Syriusz mimo wybuchowego temperament, był słodki ^.^
    Chcę zdobyć Hermione i nie obchodzi go jaką ceną to zapłaci.
    A to co powiedział Severus Syriuszowi…^.^ Oh, Oh Genialne! :D
    Mam nadzieje, że wena w szybkim tempie do cb wróci i już cię nigdy nie opuści! ;3
    Ale ten rozdział jak najbardziej ci się udał :D
    Weny życzę i pozdrawiam! ;*

     
  3. ~Panna Nicky

    30 czerwca 2013 o 12:31

    świetne!
    nie mogę ze śmiechu;)
    czekam na next, życzę Weny!!

     
  4. ~Kam

    2 lipca 2013 o 13:03

    Boże, już dawno się tak nie śmiałam. Nie no, po prostu, Harry by chyba szoku doznał kiedy by ich zarem zobaczył :) ale zapewne sie dowie :P szkoda mi Syriusza, on jest taki slodki, ale jednak wole Seva :p Czekam na następny rozdział i na ich rozmowę, która bedzie nie unikniona :P